Szwecja jak Śląsk, czyli żegnaj autonomio

Kategorie: Historia Śląska i okolice

Podczas tych wakacji rozpoznałem w kawałku Szwecji nasz Śląsk. Uprzedzając ewentualne pytania – nie, wcale w Szwecji nie byłem. Ot, wziąłem sobie na urlop książkę Petera Englunda „Niezwyciężony”. Englund to znany pisarz historyczny, taki szwedzki Paweł Jasienica, a książka opowiada o postaci i czasach króla Karola X Gustawa (tak, to ten jegomość od „Potopu”). Jest też w „Niezwyciężonym” mowa o tym, jak to wojowniczy Carolus Gustavus, gdy już z Polską poszło mu, jak poszło (czyli w ostatecznym rozrachunku kiepsko, choć co się Szwedzi wtedy nakradli, to niestety ich), napadł na Danię. Trzeba mu przyznać, że efektownie tę imprezę przeprowadził – w 1658 r. jego armia przemaszerowała przez zamarznięte cieśniny bałtyckie, Mały i Wieki Bełt, po czym podeszła pod samą Kopenhagę. Przyparci do muru Duńczycy zostali zmuszeni do zawarcia pokoju w Roskilde. Pokoju dość paskudnego – dyplomaci Karola Gustawa przeforsowali warunki bardzo dla Danii ciężkie.

Dania między innymi traciła tą swoją część, która z dawien dawna położona była na Półwyspie Skandynawskim. Ziemie, które dziś – w XXI wieku – ludziom może i znającym dobrze geografię Europy, ale nieświadomym jej historii, wydają się najnaturalniej w świecie wchodzić w skład Szwecji.

Tymczasem mapa Szwecji jeszcze w połowie XVII wieku wyglądała inaczej niż dziś. Państwo jak gdyby okrakiem siedziało na Bałtyku, współczesna nam Finlandia stanowiła jego integralną część, Szwedzi usadowili się też w Inflantach (Łotwa i Estonia), na Pomorzu Zachodnim i nawet nad Morzem Północnym. Ale południowa część Półwyspu Skandynawskiego – z takimi miejscowościami jak np. Helsingborg, Landskrona, Lund, czy może zwłaszcza Malmö – wchodziła w skład królestwa Danii.
Zmienił to układ w Roskilde. Z dnia na dzień mieszkańcy prowincji takich jak Skåne, Blekinge albo Bohuslän, stali się poddanymi króla Szwecji. I z początku wydawało im się, że niczego to nie zmienia. Bo sami nie czuli się ani Duńczykami, ani Szwedami. Tylko Skańczykami, Blekinczykami  czy Bohuslanczykami. „Przez długie lata sami troszczyli się o swe własne sprawy, mieli własne tradycje historyczne i używali dialektu, który tak bardzo różnił się od języka duńskiego, że można go było nazwać odrębnym językiem” – pisze Englund. Ponoć zresztą po dziś dzień można mieć problem, próbując porozumieć się w języku szwedzkim z rodowitym mieszkańcem Skanii.

„Zamorskie” prowincje Danii cieszyły się też znaczną autonomią – wprawdzie nie tyle dzięki świadomie tak ukierunkowanej życzliwości duńskiej administracji, co wskutek jej słabości. Aparat władzy królestwa Danii nie działał sprawnie, co pozwalało jego mieszkańcom – szczególnie tym zamieszkującym odleglejsze prowincje – na sporo politycznego i ekonomicznego luzu.

Jednak ze szwedzką władzą było inaczej. Poprzednicy Karola Gustawa zainicjowali, a on z powodzeniem kontynuował przekształcanie Szwecji w królestwo o ustroju absolutystycznym, dysponujące większą niż do tej pory władzą nad każdym poddanym oraz stosujące bezwzględne metody obdzierania go ze skóry. Na co dzień oczywiście w metaforycznym sensie, gdyż chodzi tu po prostu o nieubłagane nakładanie i egzekwowanie podatków oraz innych powinności wobec państwa.

Karol Gustaw potrzebował pieniędzy. Na wystawianie i utrzymywanie armii, bo poza wojnami życia nie widział: tu z Polską, tam z Moskwą, tu znów z Danią i jeszcze raz z Danią (wcale nie dał jej spokoju po Roskilde), z Austrią, z Holandią i w ogóle z kimkolwiek bądź. Taki już miał król jegomość pomysł na życie.

Za królewską politykę płacili poddani. Wszyscy, ci nowi również. Skania i inne prowincje aż zajęczały pod ciężarem nałożonych na nie podatków, które szwedzka administracja w odróżnieniu od duńskiej potrafiła doskonale egzekwować. A już szlachta wręcz zawyła, usłyszawszy że odtąd płacenie podatków obowiązuje również i ją (co dotąd miała w nosie). A nie skończyło się na tym. Do tej pory handel z taką dajmy na to Kopenhagą, odbywał się swobodnie i nie był obłożony żadnymi cłami – w końcu prowadząc go nie przekraczało się żadnej granicy. Teraz stał się nagle handlem zagranicznym. Zaś lista produktów podlegających ocleniu okazała się długa niczym trąba słonia. A do tego wysokość szwedzkich ceł jeszcze podwyższono. Nie koniec na tym. Nowe prowincje objął szeroki system cła wewnętrznego, tak zwanego „małego cła”, przeklinanego w Szwecji już od pół wieku. Jakby tego wszystkiego było mało, w nowych prowincjach czym prędzej przeprowadzono pobór rekrutów do wojska… W tej sytuacji nietrudno zgadnąć, jakim entuzjazmem cieszyły się szwedzkie rządy w tej świeżo pozyskanej, południowej Szwecji.

Jeżeli ktoś się jeszcze nie domyślił, co to wszystko ma wspólnego ze Śląskiem – proszę przyjrzeć się pierwszym latom po tym, jak w XVIII wieku Fryderyk Wielki wydarł go starym, dobrym i poczciwym Habsburgom, włączając „perłę w koronie” do swego nowoczesnego królestwa Prus. Przecież to kubek w kubek to samo: nastąpił koniec luzu, podatki, pobory… A nie da się niestety ukryć, że przecież podobny scenariusz przerabiały także i następne pokolenia mieszkańców Śląska. A zatem: Śląsk jak Szwecja i vivat Carolus Gustavus rex… od dziś dnia łaskawie nam panujący. Żartuję. Skojarzenia to przekleństwo, lecz pozwalają one czasami usłyszeć chichot historii…

Tomasz Borówka

Komentarze (9):

  1. Avatar
    Palluch

    „tu z Polską, tam z Moskwą, tu znów z Danią i jeszcze raz z Danią (wcale nie dał jej spokoju po Roskilde), z Austrią, z Holandią ” – z Niemcami (z „niemieckimi” regionami/ksiestwami) nie ? Myslalem, ze to wlasnie byl glówny temat, glówna scena konfliktu, a ten „potop” w Polsce tylko pobocznym/peryferyjnym watkiem. Bo na „austryjackim) Slasku byli napewno, na Dolnym – duzo historycznych „sladów” (np. fortyfikacji, ale tez czaszek). Albo cos pomylilem, nie wykluczam.

  2. Avatar
    svatopluk

    Szwecja jest jednak 4 razy mniejsza od Polski i nie tak centralnie zarządzana.
    Prowincje wprawdzie nie posiadaja za wiele autonomii ale wpólnie z gminami posiadaja prawo analizy przygotowywanych ustaw.
    O tym w Polsce samorząd może zapomnieć.

    Wracając do Skanii to jest to region który najgłośniej domaga się decentralizacji i regionalizacji. Ruch polityczny tego kierunku jest jednak rozdrobiony. Główna partią jest: Skånepartiet
    W przeciwieństwie jednak do Gónego Śląska Skania posiada legalną partię domagającą się niepodległości
    Skånes självständighetsparti

    1. Avatar
      :::

      szwecja jest w istocie wieksza od Polski choć rzadziej zaludniona. Polacy tam często jeżdzą na borówki.

      cos tu pomieszales bo szwedzka wiki pisze
      Skånepartiet har också deltagit i val tillsammans med Centrumdemokraterna – Kommunens Väl under namnet Skånes Självständighetsparti.

      ze ta druga nazwa to było określenie bloku wyborczego tej pierwszej wraz z partyjką Centrowych Demokratów

      1. Avatar
        svatopluk

        Terytorialne może i większa ale chodziło mi o ludność która dzisiaj ma większe znaczenie.

        Racja. To nie jest partia niepodległościowa a koalicja wyborcza z podobnymi hasłami, którą współtworzyły również partie regionalistyczne.

        Ogólnie można Góny Śląsk porównać do Skanii. Historia odmienna od reszty kraju i mowa.
        Poczucie odmienności i ruchy regionalistyczne które wiele lat miały swoich przedstawicieli w regionalnym parlamencie.
        Różnica jest jedna. Skania jest jako region administracyjnie zjednoczona a Górny Śląsk podzielony i zmieszany z innymi regionami.

    2. Avatar
      :::

      szwecja jest w istocie wieksza od Polski choć rzadziej zaludniona. Polacy tam często jeżdzą na borówki.

      cos tu pomieszales bo szwedzka wiki pisze
      Skånepartiet har också deltagit i val tillsammans med Centrumdemokraterna – Kommunens Väl under namnet Skånes Självständighetsparti.

      ze ta druga nazwa to było określenie bloku wyborczego tej pierwszej wraz z partyjką Centrowych Demokratów

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Time limit is exhausted. Please reload the CAPTCHA.

*