Miesięczne archiwum: Lipiec 2015

Wybierzmy się na najdalszą północ Obszaru Warownego „Śląsk”. Nie pożałujemy.

OW „Śląsk” ciągnął się także na północ od serca obszaru przemysłowego. Jego rozbudowy w tamtym rejonie nie dokończono,  ale polskie fortyfikacje (skądinąd zresztą już zagłębiowskie, bo za Brynicą) napotkamy jeszcze daleko za Piekarami – w rejonie Nowej Wsi, Tąpkowic, Niezdary, Brynicy, Oss, Wymysłowa i Dobieszowic (celowo nie wymieniam tu Bobrownik, gdyż to temat na samodzielną atrakcyjną  wycieczkę). Możemy natknąć się tu na takie ciekawostki, których trudno byłoby szukać w innych polskich schronach. Tym bardziej, że  Niemcy obsadzili i włączyli niektóre tutejsze obiekty do swoich pozycji obronnych, które miały w 1945 r. powstrzymać nadciągających Sowietów.

Jeden z prostych schronów polowych (popularnie zwanych dziś „urbanami”) w Nowej Wsi:    1Takie obiekty znajdują się też w Brynicy, a podobne w Ossach. Na terenie OW „Śląsk” schronów o bardzo zbliżonej konstrukcji było jeszcze więcej. Spotkamy je też np. w Bytomiu-Łagiewnikach czy Rudzie Śląskiej-Starej Kuźnicy. Budowano je pośpiesznie w ostatnich miesiącach przed wybuchem wojny.

Ważną rolę w polskich planach odgrywała tama Kozłowa Góra. Taki schron do dziś stoi nad nią w Wymysłowie:

3Przypuszcza się, że obiekt ten miał udawać przydrożny dom.

Na kopule pancernej innego schronu w Wymysłowie Niemcy testowali ładunki kumulacyjne:

2Specjalna grupa szturmowa spadochroniarzy Luftwaffe użyła później tej broni podczas słynnego ataku na fort Eben Emael w Belgii.

Sygnatura na pancerzu strzelnicy działka 37 mm we wnętrzu jednego ze schronów niedokończonego punktu oporu „Niezdara”:

4Długo by szukać podobnych zabytków w na ogół obrabowanych z metalowych części schronach GOP-u. Warto dodać, że produkcja owych fortecznych działek przeciwpancernych ruszyła dopiero w 1939 r. i zdążono w nie uzbroić zaledwie kilka schronów – tutaj oraz w dalekiej Węgierskiej Górce.

A na tej z kolei kopule schronu w Tąpkowicach widać ślady ostrzału z karabinu maszynowego:

5We wrześniu 1939 nie toczyły się tu żadne walki. To chyba pamiątka z roku 1945.

Schron w Dobieszowicach jest wspaniale odrestaurowany przez stowarzyszenie „Pro Fortalicium” i udostępniony do zwiedzania:

6

P.S. Tak, drodzy fani  „Gry o tron” – tytuł nie jest przypadkowy… 🙂

Historyczna książka na lato? Z największą przyjemnością! „Podwodni myśliwi” to pasjonująca opowieść o brytyjskich okrętach podwodnych czasu zimnej wojny.

Podwodni mysliwiGdy wypatrzyłem tę książkę na półce w supermarkecie i rozpoznałem nazwisko autora na okładce, decyzję o zakupie podjąłem w ułamku sekundy. Iain Ballantyne jest wprawdzie pisarzem, o którym mało kto w Polsce słyszał (o ile mi wiadomo, „Podwodni myśliwi” są jego pierwszą książką przetłumaczoną na język polski), ale to autor powszechnie w świecie znany, a zajmujący się historią Royal Navy, brytyjskiej marynarki wojennej. Jedna z jego książek opowiada o pancerniku HMS „Warspite” (przy okazji – ją także gorąco polecam każdemu maryniście):

WarspiteSpadkobiercą nazwy tego słynnego okrętu został nowoczesny okręt podwodny i to właśnie zainspirowało Ballantyne’a do napisania książki o nim i jego atomowych pobratymcach. Podmorska zimna wojna toczyła się na krawędzi wojny najzupełniej realnej, a brytyjscy podwodniacy niejednokrotnie ocierali się o śmierć. „Podwodnych myśliwych” czyta się więc niczym kultowy technothriller „Polowanie na Czerwony Październik”. Ale to książka w stu procentach oparta na faktach, powstała dzięki relacjom ludzi, którzy przez lata ryzykowali życiem w nieprzyjaznych głębinach oceanu.

Polski schron bojowy w Piekarach-Dąbrówce Wielkiej (ul. Przyjaźni – trudno go tam przeoczyć!) należy do tych kilku szczęśliwych obiektów Obszaru Warownego „Śląsk”, które otrzymały nowe życie dzięki staraniom pasjonatów ze Stowarzyszenia na Rzecz Zabytków Fortyfikacji „Pro Fortalicium” (w obronie małej twierdzy). Zwiedzając schron nie tylko zapoznamy się z jego budową i warunkami, w jakich przebywała załoga. Naszą wiedzę poszerzą też liczne materiały edukacyjne (w tym multimedia). Poza tym obejrzymy bogatą kolekcję militariów (m.in. modeli pojazdów pancernych i okrętów). To miejsce jest też dobrym punktem startowym do wycieczki po innych, licznych w pobliżu fortyfikacjach.

Do schronu w Dąbrówce przybyłem akurat w chwili, gdy gościnny Roman Kiera ze stowarzyszenia Pro Fortalicium oprowadzał po nim wycieczkę (a myślałem, że płci pięknej nie interesują militaria!):

20150701_163205

Wewnątrz znajdują się oryginalne elementy wyposażenia. Poznamy budowę schronu, jego funkcjonowanie i życie załogi:

20150710_141049

Schron jest obiektem dwukondygnacyjnym. Powyżej górnej kondygnacji jest jeszcze półkopuła bojowa dla cekaemu. Możemy do niej wejść:

20150710_135001

Na dolnej kondygnacji znajduje się m.in. izba załogi, której przywrócono dawny wygląd. Tutaj żołnierze sypiali i wypoczywali:

20150710_135242

Pobliskie wzgórze 304,7 dosłownie usiane jest polskimi schronami. Warto skorzystać z okazji i wybrać się na ten ważny punkt oporu OW „Śląsk”:

20150701_180706

W latach 20. XX wieku Godulę (która jeszcze nie była dzielnicą Rudy Śląskiej) i Szombierki (te z kolei nie należały na razie do Bytomia) przedzieliła polsko-niemiecka granica. Biegła rzeczką Bytomką, ku której opadały łąki i pola – otwarty, niezabudowany, łatwy do obrony teren. Wykorzystując jego walory, Wojsko Polskie wzniosło tu w latach 30. silne fortyfikacje, które utworzyły sektor „Godula” Obszaru Warownego „Śląsk”. Niemal wszystkie zbudowane tu wówczas schrony istnieją do dnia dzisiejszego, w sposób czasami wręcz nieprawdopodobny kontrastując z wyrosłymi tymczasem w ich sąsiedztwie osiedlami mieszkaniowymi. Spacer pomiędzy nimi to ciekawa historyczna wycieczka.

Jadąc ulicą Karola Goduli trudno byłoby nie zauważyć tego ciężkiego schronu, który jest dobrym punktem startowym do spaceru po tutejszych fortyfikacjach (fot. Arkadiusz Gola):
IMG_4050Ciężki karabin maszynowy w tej pancernej półkopule miał za zadanie ostrzeliwać Niemców atakujących od strony Szombierek (fot. Arkadiusz Gola):
IMG_4058Schron we wrześniu 1939 r. rzeczywiście brał udział w walce z dywersantami Sonderformation Ebbinghaus.

Inny polski ciężki schron bojowy znajdziemy między blokami przy ulicy Solskiego a boiskiem Szkoły Podstawowej nr 40:
20150706_191230W tej kopule ze stali pancernej również znajdował się cekaem o znakomitym polu ostrzału we wszystkich kierunkach. Schron miał jeszcze drugi – w strzelnicy ściennej. Sektory ognia poszczególnych obiektów uzupełniały się. Przedpole jednego schronu mogło być ostrzeliwane z innego. Jednak do naszych czasów w ich otoczeniu zaszły tak radykalne zmiany, że po całej tej koncepcji pozostało w zasadzie tylko wspomnienie.

Linia schronów ciągnie się również po drugiej stronie ulicy Goduli (fot. Arkadiusz Gola):
IMG_4072Ten schron artyleryjski był uzbrojony m.in. w armatę 75 mm i w 1939 r. ostrzeliwał Bytom. To największy ze schronów na Goduli.

Jesteśmy w trójkącie trzech miast. Stykają się tu nie tylko Ruda Śląska i Bytom, ale też Świętochłowice. Część schronów znajduje się już na ich terenie, m.in. ten tutaj (fot. Arkadiusz Gola):
IMG_4105Z sektora „Godula” szybko możemy przejść do schronów sektora „Łagiewniki”. Na jego skraju znajduje się ten dwukondygnacyjny schron grupy bojowej „Zgorzelec” (fot. Arkadiusz Gola):
IMG_4209Las na zdjęciu, podobnie jak bloki na Goduli, wyrósł już po 1939 r. (fot. Arkadiusz Gola):
IMG_4192Przy okazji warto też zajrzeć na pobliskie zabytkowe osiedle Kolonia Zgorzelec (to już Bytom), by poczuć tam klimat dawnego przemysłowego Śląska:

dav

Punkt oporu „Szyb Artura” był w latach 30. ubiegłego wieku jednym  z najgęściej ufortyfikowanych sektorów Obszaru Warownego „Śląsk”. I nic dziwnego, gdyż to wznoszące się nad Kochłowicami wzgórze zajmowało kluczowe miejsce w systemie polskiej obrony.  Dziś schrony „Szybu Artura” w Kochłowicach i Halembie stwarzają nam znakomitą okazję do historycznej wycieczki.

Rzut oka na mapę wystarczy, by docenić kluczową rolę punktu oporu „Szyb Artura” w systemie obrony Obszaru Warownego „Śląsk”:IMG_4056Idący na „Szyb Artura” Niemcy (z musu, bo sąsiednie doliny miały być zalane) weszliby prosto w zmasowany ogień z polskich schronów. Niemal wszystkie z nich istnieją do dziś. Że splądrowane czy zdewastowane – szkoda, lecz mimo tego  nadal są świadkami naszej historii. Odradzając zwiedzanie wnętrz schronów – bo to może być niebezpieczne – polecam wycieczkę w ten rejon. Przeważnie leśną, co upalnym latem ma walor dodatkowy.

Oto schron wykopowy przy jednej z dróżek w lesie:20150619_134339Jego wejście (widoczne na zdjęciu powyżej) prowadziło prosto z systemu okopów, z którymi był zintegrowany (stąd nazwa). Podobnych, prostych schronów jest na „Szybie Artura” więcej. Ich stalowa pancerna kopuła skrywała ciężki karabin maszynowy:
20150619_123028Ten zaś obiekt wygląda nieco dziwnie, prawda? Jakby sama ściana wypełniona ziemią:20150624_185005To schron pozorny. Taki fortel dla zdezorientowania wroga, który marnowałby tu czas i amunicję, a przy próbie szturmu wpakowałby się w sektory ognia sąsiadujących schronów bojowych…

… Takich jak właśnie ten – jeden z głównych, najciężej kiedyś uzbrojonych schronów „Szybu Artura”:20150624_185319We wrześniu 1939 nie brał udziału w walkach (podobnie jak większość schronów OW „Śląsk”), jednak stało się o nim głośno w 1999 r., gdy w środku doszło do rytualnego mordu.

Jego inne ujęcie:20150624_185504I jeszcze jedno, tym razem od strony przedpola:20150624_185953Co takiego? Nie widać? No przecież przed nim stoimy! Ale racja – nie widać. Gdyż dzisiaj wciąż jeszcze możemy się przekonać, jak perfekcyjnie wkomponowano ten obiekt w teren. Przed II wojną światową lasu wprawdzie nie było, ale za to schron posiadał maskowanie. Dopiero jeśli dobrze się fotografii przyjrzeć, można rozpoznać ledwo widoczną kopułę pancerną. Celowniczy umieszczonego w niej kaemu na obrotowej lawecie, sam całkowicie bezpieczny, od dawna miałby nas dosłownie na widelcu.

A teraz coś z zupełnie innej beczki:20150619_121145Czyżby garaż w lesie? Nie. To schron artyleryjski, tradytorem zwany. Tędy wtaczano armatę kalibru 75 mm. Intryguje mnie, czy aby we wrześniu 1939 r. nie strzelano z tego miejsca do Niemców nacierających na Mikołów. Teoretycznie możliwe, ale póki co nie mam na to mocnych papierów. Takie tam tylko spekulacje… Pożyjemy, zobaczymy.

Zaś do do środka tradytora nie wchodźmy, bo to niebezpieczne! Na podłodze rozlewisko i zalane włazy do dolnej, całkowicie zatopionej kondygnacji:20150619_121255Niektóre schrony są tuż przy leśnych ścieżkach, szukanie innych bywa czasochłonne. Warto postarać się o przewodnik, pomocny będzie Internet i GPS.20150702_165216