Miesięczne archiwum: Październik 2019

Kilka dni temu przy ulicy Barbary w Katowicach odsłonięto tablicę pamiątkową poświęconą Henrykowi Kurkowi. Co wiemy o okolicznościach śmierci tego harcerza, zastrzelonego tam przez Niemców w 1939 roku?

„Kurek Henryk zginął zastrzelony, padł w parku Kościuszki 4.9.1939 r. godz. +/- 10.00” (opis na odwrocie tej fotografii w archiwum IPN Katowice)

Na tle setek ludzkich tragedii, do jakich doszło w Katowicach we wrześniu 1939, śmierć Henryka Kurka jest wyjątkowo dobrze udokumentowana. O jej okolicznościach mówi nam kilka relacji naocznych świadków wydarzeń. Przede wszystkim są wśród nich trzej harcerze, którzy towarzyszyli mu w ostatnich godzinach życia: brat Paweł Kurek, Mikołaj Cubert i Józef Machoczek. Ich zeznania znajdują się w archiwum IPN, w aktach śledztwa w sprawie niemieckich zbrodni wojennych w Katowicach we wrześniu 1939.

W tych samych aktach natknąć się też można na cenną relację Łucji Kurek, siostry Henryka. Dowiadujemy się z niej między innymi o sprawie dość zaskakującej. „Z chwilą wybuchu wojny nie brał udziału ani jako harcerz, ani w działaniach żołnierzy polskich” – zeznała siostra w 1967 roku prokuratorowi Okręgowej Komisji Badania Zbrodni Hitlerowskich w Katowicach, Zygmuntowi Brzyckiemu. Jak opisała dalej, Henryk „w dniu 4 września wyszedł z domu i po krótkiej chwili powrócił przynosząc wiadomość o wkroczeniu wojsk niemieckich do Katowic. Następnie wyszedł z młodszym bratem Pawłem Kurkiem”. Po latach Łucja uzupełniła swój opis, zeznając przed prokurator Ewą Koj: „Moi bracia żegnali się z rodzicami – brat Henryk płakał i wycierał łzy do ręcznika. Chcieli przyłączyć się do grupy wojskowych na Bocheńskiego, twierdząc, że w domu nie są bezpieczni. Zresztą uciekinierzy z Pawłowa, którzy ukryli się u nas w domu, opowiadali, że Niemcy rozstrzeliwują młodzież polską”.

Jednak na ulicy Bocheńskiego od kilku godzin nie było już polskiego wojska. Bracia spotkali tam natomiast dwóch innych harcerzy, wspomnianych już Machoczka i Cuberta. Ten ostatni miał jednak swe własne plany i najwyraźniej zdołał przekonać do nich pozostałych. Co zamierzał? W 1967 r. opisał to tak: „Żołnierzy polskich już nie było. Wtedy nie wytrzymałem i nie pożegnawszy się z rodzicami poszedłem, aby zebrać garstkę pozostałych harcerzy i aby się połączyć z harcerzami względnie wojskiem, znajdującym się w parku Kościuszki”. Dodał też: „Zaznaczam, że wszyscy czterej byliśmy ubrani w cywilnych ubraniach, H. Kurek był w mundurku szkolnym i żadnej broni przy sobie nie posiadaliśmy”. Podobnie stwierdza Machoczek: „Kurek i jego brat byli ubrani w mundurkach gimnazjalnych”.

Po zawędrowaniu aż w okolice ulicy Brynowskiej, chłopcy docierają w końcu na Barbary, w sąsiedztwo parku Kościuszki. W ten sposób przypadkiem trafiają w najgorsze z możliwych miejsc – przed front nacierającej dywizji Wehrmachtu! Na nieszczęście nie trzeba długo czekać.
Oddajmy głos Pawłowi Kurkowi: „Po chwili w odległości około 30 metrów zobaczyliśmy pięciu lub sześciu żołnierzy niemieckich, którzy wzywali nas do podniesienia rąk do góry. Podnieśliśmy ręce do góry, mimo to żołnierze zaczęli do nas strzelać. Wówczas został zabity brat Henryk. Cubert i Machoczek zaczęli uciekać wcześniej, niż brat został zabity. Ja również zacząłem uciekać, a za mną strzelali Niemcy. Zostałem lekko raniony w nogę”. Podobnie opisali przebieg wypadków Cubert i Machoczek. Henryk Kurek, licząc na to, że polscy żołnierze (nieobecni już wtedy w Katowicach) zapewnią mu bezpieczeństwo, nieświadomie wyruszył z domu na spotkanie śmierci.