Obiecałem na tym miejscu śledzić bohaterskie poczynania Panów Marcina Mikiela i Grzegorza Nawrockiego, dzięki którym pojawia się pierwsza od lat 30. ubiegłego stulecia seria pocztówek przedstawiająca polskie okręty wojenne.

Polska Marynarka Wojenna wydaje czasem – szkoda, że w nakładach śladowych – własne serie pocztówkowe, ale są to pocztówki, pisząc w największym uproszczeniu, fotograficzne.

ORP "Kaszub"

A ja kibicuje serii malarskiej, według prac Grzegorza Nawrockiego właśnie. Taka serię ostatni wymalował (zmalował?) tuż przed wojną Jerzy Bałuk. I o to po 75 latach…

Wracając do obietnic. Obiecałem też ostatnio „Kaszuba”. I oto mamy dwa w jednym. Jest szósta pocztówka w znakomitej serii. I jest „Kaszub”. Wprawdzie nie ten, ale sztuka się liczy. Oczywiście na pierwszego „Kaszuba” też przyjdzie czas.

Ale dzisiaj ostatni (czytaj najnowszy) ORP „Kaszub”. Oto korweta wracająca z ćwiczenia BALTOPS 1997. Skąd to wiem? Z informacji na drugiej stronie pocztówki. Za te właśnie informacje należy się wydawcom kolejne brawo.

Czekam niecierpliwie (jestem pewien, że nie tylko ja) na kolejne pozycje.

 

I jeszcze refleksja. „Kaszub” miał być prototypem serii, która rozwijana i unowocześniana mogłaby dziś owocować budową nowoczesnych (nie napisałem najnowocześniejszych) korwet dla kraju, a może i na eksport.

No cóż, pozostał jedynakiem, a my po bardzo długiej i wyniszczającej rozwój przemysłu obronnego przerwie dorobiliśmy się nielota „Gawrona”, który niedawno przepoczwarczył się w okręt patrolowy „Ślązak”. Problemy z jego budową to niewątpliwie także skutek wieloletniej stagnacji i zmarnowania dorobku polskich stoczni i biur konstrukcyjnych…

A „Kaszub”? Ma już 27 lat. Sporo… Tym niemiej na pocztówce prezentuj e się znakomicie.

Komentarze (7):

  1. Ssak Morski

    …a nie szósta?
    Najpierw pokazał Pan cztery, potem Ślązaka z Puckiem w tle, a teraz jest Kaszub,
    nawiasem, chyba najładniejszy albo najciekawszy, bo jakby na atlantyckiej fali…
    4 + 1 + 1 = 6

  2. zak1953

    Cóż, redaktorze! Polak potrafi. Robić pocztówki. Z drugiej strony po co nam okręty Marynarki Wojennej? Aby z honorem lec na dnie? Taniej ich nie mieć, przynajmniej nikt ich nam nie zatopi.

      1. zak1953

        Powtórzę. Polak potrafi. W żaglówkach, łodziach motorowych i jachtach żaglowo-motorowych jesteśmy sporym i jakościowo dobrym producentem za umiarkowane pieniądze, choć i tak zbyt wielkie jak na nasze dochody. Są jednak lepsze do pływania od starych stawiaczy min lub trałowców MW, że o czymś większym nie wspomnę. Zresztą koncepcja okrętów wojennych się zmienia w sposób rewolucyjny. I kto ma nas atakować na naszym bajorku, jakim robi się powoli Bałtyk? Pozdrawiam

        1. Marcin Mikiel

          Od wielu lat zmagamy się z dwoma tezami – obiema całkowicie mylnymi. Przerażające jest to, że są one wszechobecne wśród zarówno wśród osób niezwiązanych z wojskiem jak i wśród wojskowych.
          Po pierwsze, nikt nas nie zaatakuje, bo… (wstawić dowolne… bo nas łatwiej wykupić, bo jesteśmy w NATO itd.)
          Po drugie, po co się bronić skoro nie damy rady obronić się przed żadnym z potencjalnych przeciwników.
          Może właśnie dlatego nie poszukujemy rozwiązań, które mogłyby dać cień nadziei na to, że nasz kraj/naród przetrwa (o ile przetrwanie jest zasadne) kolejne kilka dekad. Wracając do pierwszej tezy, warto zapytać o to, że jeżeli będzie inaczej (a proszę mi wierzyć, że wojna – niezależnie od tego o jakim okresie mowa – wymyka się „normalnemu, zdroworozsądkowemu” myśleniu – odsyłam do pracy „Wojna i antywojna” Tefflerów) to kiedy i jakimi siłami wesprze nas NATO. Prosty rachunek i analiza dokumentów nakazuje zachować ostrożne szacunki na czas ok. 3-6 miesięcy i siłę 2 brygad, 2 zespołów okrętowych, a o lotnictwie to się nie będę wypowiadał, bo nie umiem oszacować. A co do tego czasu? Kuchnie polowe naprzód i pododdział do modlitwy? Co do drugiej tezy to jakim cudem np. Izrael pokonał Syrię na Wzgórzach Golan?
          Bezpieczeństwo to proces, a nie stan. Ciężko się nad nim pochylać w sytuacji, gdy w kraju tyle bardziej przyziemnych problemów. Może właśnie dlatego za kilka tygodni lub kilka lat okaże się, że kilkaset tysięcy ukraińskich uchodźców znajdzie się w Bieszczadach?
          A teraz jak to odnieść do floty wojennej i tych 32 tysięcy kilometrów kwadratowych, których trzeba doglądać? To już zadanie przerastające moje obecne umiejętności (wbrew panującemu stereotypowi, nie jestem typowym Polakiem i nie znam się ani na piłce nożnej, ani na medycynie, ani na polityce), ale jest to zadanie zbyt poważne by zajmowali się nim ignoranci, a wszystko wskazuje na to, że obecnie z mamy do czynienia z takim stanem. Błędem jest nadmierne zapatrywanie się na to, że zmieniają się koncepcje okrętów u innych, bowiem to nie postęp taktyczny powinien wyprzedzać strategię, a na odwrót – to strategia powinna wytyczać kierunki rozwoju technicznego. Niestety, u nas dzieje się to chyba na oślep.
          Chciałbym życzyć sobie wystarczająco długiego życia, by się przekonać, że mam rację i będę żył w kraju, którego granice będą przebiegały zupełnie inaczej. Choć z drugiej strony bardzo chciałbym być w wielkim błędzie.
          Tak czy siak, nie wmawiajmy sobie na siłę, że jesteśmy głupi, zbędni i nic nie potrafimy. Trzeba jednak zacząć od zawsze tych samych pytań: Po co? Gdzie? Czym? i niestety wyłożyć niemałe pieniądze, które trzeba wyszarpnąć tym, co będą stwarzać największy opór (czyt: przejadają pieniądze), czyli konserwatystom tkwiącym mentalnie w Orle, Rudym 102 i całej drugiej wojnie światowej. Nadzieja powinna umierać ostatnia.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Time limit is exhausted. Please reload the CAPTCHA.

*