Barokowy cmentarz w niewielkiej miejscowości Střílky (czeskie Morawy) to unikat na miarę europejską i dlatego postanowiłam informację o nim dołożyć do mojego bloga, gdzie już wcześniej znalazło się kilka wpisów dotyczących kategorii „tanatoturystyka” (albo dark tourism). Chodzi o turystykę związaną z miejscami śmierci.

Czytaj dalej

Kiedy jedzie się na południe Europy, nieważne – pociągiem czy autem, tuż po przekroczeniu polsko-czeskiej granicy widzi się potężne schrony. Są w okolicy Bohumina, są widoczne z okien pociągu na trasie od Zebrzydowic do Bohumina. Czasami całkiem duże, czasami tylko pozostałości, ale czarakterystyczna konstrukcja obiektów nie pozostawia złudzeń, jakie było ich przeznaczenie. To oczywiście część czechosłowackich przedwojennych umocnień, które powstawały w latach 1935 – 1938 (a plan ich budowy był rozpisany aż do lat 50.) i miały chronić Czechosłowację przed Niemcami, ale także Polską i Węgrami.

Czytaj dalej

Przed muzeum transportu w Lucernie stoi ogromna metalowa tarcza. Ma 10 metrów średnicy, waży 2700 ton. To jedna z głowic, które służyły do wydrążenia najdłuższego i najgłębszego tunelu na świecie – 57-kilometrowego kolejowego bazowego tunelu św. Gotarda w Szwajcarii. (Gotthard Base Tunnel).

Czytaj dalej

Kiedy pociąg wyjeżdża z tunelu Gottharda (najnowszy kolejowy tunel szwajcarski, tzw. bazowy, oddany do użytku w 2016 roku, jednocześnie z długością 57 km najdłuższy obecnie tunel świata), podróżni czują się, jakby przejechali do całkiem innej strefy klimatycznej. Jeszcze pół godziny temu, po tamtej części Alp niebo było zachmurzone, padał deszcz, wokół ośnieżone szczyty, a tutaj – słońce i temperatura jak w środku lata. I architektura też taka jakby inna, śródziemnomorska… Wjechali do włoskiego kantonu – Ticino. Za moment przed nimi stolica tego kantonu – Bellinzona. Ciągle jesteśmy w Szwajcarii, ale tutaj najczęściej słyszanym językiem na ulicy jest włoski, takie same też będą napisy na budynkach.

Czytaj dalej

KOVOZOO. Adres: Stare Mesto (Staré Město ), ulica Brneńska, Czechy. Właściwie to przemysłowe przedmieścia. Jestem w samym środku dużego zakładu przemysłowego – kiedyś była tu cukrownia. Na początku mam wrażenie chaosu: wokół jeżdżą ciężarowe auta, budynki mnie otaczające to pozostałość po dawnej epoce, wyglądają trochę jak magazyny. Po katach stosy złomu, jakieś wraki. Ale przecież przyjechałam tu na wycieczkę! To ma być atrakcja turystyczna?!

Czytaj dalej

 

Blažej Santini-Aichel jeden z najwybitniejszych i najbardziej oryginalnych architektów barokowych, twórca tzw. barokowego gotyku urodził się przed 340 laty, 3 lutego 1677 roku w Pradze, w rodzinie włoskiego kamieniarza.(zmarł 7 grudnia 1723 r). Okragła rocznica urodzin to okazja do przypomnienia jego dzieł (a zachowało się w Czechach ich całkiem sporo) i zaplanowania np. wycieczki ich śladem.  – Santini projektował najczęściej budowle dla zakonów, ale niekiedy także dla szlachty. Nadawał wyjątkowy charakter nie tylko okazałym obiektom, lecz również małym kapliczkom czy kościółkom. W swych projektach w genialny sposób łączył znajomość matematyki, geometrii, numerologii i symboliki katolickiej. W ciągu 23 lat pracy zaprojektował niemal sto budowli sakralnych, pałacowych i gospodarczych – informują Czesi z Czech Tourism i proponują dziesięć miejsc na wycieczki szlakiem dzieł tego słynnego architekta.

Czytaj dalej

W 1915 roku Marianna Łuć, córka Praksedy i Jana,  ma 5 lat. Mieszka ze swoją prawosławną rodziną w Bednarzówce (obecnie powiat parczewski w woj. lubelskim).

9-letnia Michalina Burzec wychowuje się dziesięć kilometrów dalej – w Kolanie. Rodzina Burców, podobnie jak wszyscy w tej wsi jest „świeżo katolicka”. Świeżo, bo dopiero po 1905 roku, kiedy wyszedł ukaz o tolerancji religijnej, zadeklarowała wyznanie katolickie. Wcześniej przez kilkadziesiąt lat (od końca lat 60. XIX wieku) opierała się przymusowi przejścia na prawosławie. Historie prześladowań unitów są już dość dobrze opisane i udokumentowane przez historyków. Także w Kolanie i okolicy gdzie te prześladowania były szczególnie dotkliwe, opowieści o tych trudnych czasach przez cały XX wiek obecne były w pamięci.
Od roku trwa wojna. Latem 1915 roku do tych terenów zbliża się front. Armia rosyjska wycofuje się i zostawia za sobą spaloną ziemię. Przynajmniej początkowo ma taki zamiar. Pali wsie i zasiewy na polach, zmuszając miejscową ludność do ewakuacji (ucieczki) na wschód. Czasami wystarczy trochę propagandy o Niemcach którzy będą mordować i ucinać piersi kobietom, czasami potrzeba bardziej sugestywnej „zachęty”.
Rodzina Marianny Łuć z Bednarzówki pakuje dobytek na wozy i jej losem staje się bieżeństwo. Do swojej wsi wraca po siedmiu latach. Rodzina Michaliny Burzec nigdzie się nie rusza. Szczęśliwie Rosjanom nie udaje się spalić całego Kolana, mieszkańcy przeżywają wojnę na swoich śmieciach. Marianna i Michalina dożyły sędziwego wieku, zmarły w latach 90. Dzieciństwo wspominały raczej skąpo.

Czytaj dalej

Czarno-biała fotografia. Przedstawia grupę kilkunastu osób. Ubrani odświętnie, wśród nich ksiądz. Za tło służy im świeżo wybudowany kościół. Na odwrocie data – 13 października 1937 roku. Kolano. Jest jeszcze dedykacja od księdza: „Swemu pomocnikowi przy budowie kościoła, ks. Tadeusz Wądołowski”. Ta fotografia oprawiona w ramki przez wiele lat wisiała na ścianie w domu moich rodziców, wcześniej dziadków, takie same widywałam także w innych domach w Kolanie. Na zdjęciu jest mój dziadek (stoi pierwszy z prawej) oraz ojciec (to ten bosy dzieciak, miał wtedy trzy i pół roku).
To było jedno z najważniejszych wydarzeń w dziejach wsi. Budowa kościoła (rozpoczęto ją w roku 1930). Ale i wtedy, i wiele jeszcze lat potem słuchałam o innych ważnych epizodach z dziejów Kolana. Postanowiłam te opowieści uporządkować, korzystając z dostępnych źródeł.

Czytaj dalej

Niewielki wiejski cmentarz w mojej rodzinnej wsi w na Lubelszczyźnie. Od kiedy pamietam, moją uwagę przyciągała mogiła na samym środku – kopczyk usypany z ziemi i wielki krzyż zbity z dwóch sękatych bali. Żadnego napisu. Ale wszyscy we wsi wiedzieli, że to mogiła zarządcy kolańskiego majątku. Zarządzał nim pod nieobecność właściciela podczas pierwszej wojny światowej. Krótko po wojnie zmarł. Taka mogiła i ten krzyż z sękami zbity po prostu z dwóch kawałków drewna był jego życzeniem. (skromna mogiła taka, jak było proste i sękate moje życie – podobno miał powiedzić). Zarządca nie miał rodziny, ale mogiła przetrwała sto lat. Kiedy odwiedziłam cmentarz kilka dni temu zauważyłam, że krzyż jest już mocno przekrzywiony i widać po nim upływ czasu. Czy za kilka lat zniknie?