targi ksiazki 2013-laduniuk 011

Marta Matyszczak, pasjonatka kryminałów i autorka przewodników śladami bohaterów literackich podpowiedziała mi, jak można inaczej poznawać Śląsk, Polskę i świat.

Wczoraj na Targach Książki w katowickim Spodku usłyszałam o niebanalnej formie zwiedzania miast, krajów i regionów: podróżowania po śladach bohaterów literackich. Zaczęło się od spotkania autorskiego ze Zbigniewem Białasem, autorem głośnej powieści (przeniesionej nawet na deski teatralne w Sosnowcu) „Korzeniec”, oraz kontynuacji, która miała swoją premierę na targach: „Puder i pył”. Akcja obydwu powieści ulokowana jest w Sosnowcu.

Spotkanie z autorem było ciekawe i zgromadziło pokaźną grupkę słuchaczy, ale ja zwróciłam uwagę na prowadzącą rozmowę – Martę Matyszczak, która wiele miesięcy temu, krótko po przeczytaniu Korzeńca, zrobiła sobie wycieczkę po Sosnowcu, odszukując pracowicie wszystkie adresy umieszczone w powieści. Wycieczkę zdokumentowała zdjęciami, które były ciekawym uzupełnieniem spotkania. Okazuje się, że takie wycieczki to pasja Marty Matyszczak (połączona z pasją „kryminalną”). Pasję tę realizuje na swojej stronie internetowej.
Znaleźć tam można nie tylko reportaż z Sosnowca tropami „Korzeńca”, ale także np. opis Helu, który zwiedzała z książką „Sierpniowe kumaki”, Krakowa widzianego przez Marcina Świetlickiego w trylogii „Dwanaście”, „Trzynaście” i „Jedenaście”, Poznania, opisanego w powieściach Jerzego Ćwirleja, czy Katowic Rudolfa Heinza, czyli bohatera powieści Ryszarda Czubaja.

Jak ona to robi? Marta Matyszczak bierze książkę, wynotowuje miejsca, robi ich dokumentację, a potem jedzie od adresu do adresu i porównuje literaturę z tym co widzi na własne oczy. Podróżowała już tak po Skandynawii, Irlandii, Szkocji…

A oto próbka tej konfrontacji literatury z rzeczywistością – przewodnika Marty Matyszczak po katowickim Tysiącleciu (w oparciu o powieści Czubaja „21:37”, „Kołysanka dla mordercy” oraz „Zanim znowu zabiję”:

Niczym Rudolf Heinz, wysiadłam na moim pierwszym przystanku – Osiedlu Tysiąclecia, potocznie zwanym Tauzenem.

Był już na Osiedlu Tysiąclecia, dumie powojennego Śląska, gdy poczuł, że jego koszula nadaje się do wyżęcia. (21:37, s. 27)

Budowę blokowiska rozpoczęto w 1961 roku, by uczcić tysięczną rocznicę powstania Polski, a zaprojektowało je dwóch architektów: Henryk Buszko i Aleksander Franta. To tutaj w wieżowcu, ze względu na swój kształt przez wszystkich zwany kukurydzą, mieszka komisarz o nazwisku jak ketchup.

Samochód zatrzymał się pod „kukurydzą”, jedną z trzech dużych postawionych na tauzenie. Dla mieszkańców dwudziestoczteropiętrowych wieżowców dwie pozostałe, osiemnastopiętrowe „kukurydze” to już inna jakość. (…) Heinz nigdy nie był pewien, czy powinien podzielać dumę mieszkańców dużych „kukurydz”. Mieszkał na drugim piętrze, co w przypadku wieżowca wydawało się równie stosowne, jak słuchanie bluesów Steve’a Raya Voughana podczas lotu helikopterem. (…) Wieżowiec wyrósł wśród pól, gdy zdychała Polska Ludowa i gdy wszyscy, zgodnie z hasłem towarzyszącym wyborom do nowego parlamentu, mieli wreszcie być we własnym domu. Po latach odrapana, brudna „kukurydza”, na której odnowienie spółdzielnia nigdy nie miała pieniędzy, wydawała się Heinzowi symbolem niespełnionych rojeń o „polskim Manhattanie na Śląsku”. (21:37, s. 30)
Ktoś, kto po raz pierwszy znajdzie się w tej części Śląska, może poczuć się zakłopotany. Po jednej stronie ruchliwej ulicy Chorzowskiej piętrzy się rozległe Osiedle Tysiąclecia, które administracyjnie należy do Katowic. Po drugiej zaś stronie znajduje się Wojewódzki Park Kultury i Wypoczynku, mieszczący się w…Chorzowie. Zamieszanie dotyczy też samej nazwy zielonych terenów, ostatnio przez władze przemianowanych, nie wiedzieć czemu, na Park Śląski. Jak go zwał, tak zwał, ale przejść się alejkami, przemierzanymi również przez Rudolfa Heinza, nie omieszkałam.

Sznur samochodów jechał od strony Wojewódzkiego Parku Rozrywki i Wypoczynku, tych zielonych płuc, które Ślązacy zawdzięczali generałowi Ziętkowi. To chyba pierwsza niedziela w tym roku, gdy przyjezdni zablokowali miejsca parkingowe mieszkańcom tauzena, jak zwykło się nazywać jego osiedle. Heinz był przy przystanku koło Żyrafy, tworu architekta, który zbyt długo wpatrywał się w surrealistyczny obraz Salvadora Dalego, gdy usłyszał iskrę przeskakującą po sieci trakcji tramwajowej. (21:37, s. 28)

Jeszcze trzy przystanki dalej rozklekotaną „dziewiętnastką” i znalazłam się w zakupowym raju katowiczan – Silesii City Center. Rudolf Heinz nie raz wpadał tu na kawę do jednej z licznych kafejek.
Stąd już niedaleko miałam do katowickiego ronda, kiedyś wiecznie zakorkowanego, od kilku lat uwolnionego od sznurów samochodów i przeklinających kierowców, dzięki budowie podziemnego tunelu. Na powierzchni powstało za to Rondo Sztuki, w którym odbyło się już niejedno spotkanie autorskie z piszącym „kryminalistą”. Te powstałe nie tak dawno, a już zasługujące na symbole śląskiej panoramy budowle, wspomina przybyły z wizytą ojciec Heinza.

Świetnie wygląda ta galeria handlowa…Silesia Center. I ta kopuła oświetlona wściekle kolorowymi światłami. Mówili mi…jak to się nazywa? Rondo Sztuki… (Zanim znowu zabiją, s. 66)”

Tyle cytatów z Marty Matyszczak. Dodam, że przewodniki te opatrzone są oczywiście fotografiami opisywanych miejsc.
Gratuluję pomysłu i trzymam kciuki, żeby pasji w odkrywaniu coraz to nowych literackich miejsc starczyło jeszcze na długo.  Bo ja będę zaglądać do jej  kawiarenki kryminalnej w nadziei na kolejne przewodniki.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Time limit is exhausted. Please reload the CAPTCHA.

*