Łopienka, to dziś wielka bieszczadzka polana w dolinie pomiędzy szczytami Łopiennik i Korbania. Jedynym znajdującym się tu budynkiem jest odnowiona kilka lat temu cerkiew. Kilkadziesiąt lat temu była tu wieś, do której na odpusty jechali nie tylko mieszkańcy Podkarpacia, ale i najdalszych zakątków Galicji. W Łopience w cerkwi znajdowała się cudowna ikona Matki Bożej z Dzieciątkiem, a kawałek dalej, uchodzące za cudowne, źródełko.


Koniecznie musi pani zobaczyć Łopienkę. To ważniejsze niż Solina i inne miejsca, gdzie jeździcie – zakomunikowała gospodyni w agroturystyce we wsi Przysłup i pokazała na mapie, jak dojechać.

Droga do Łopienki
Auto zostawiłam na małym, leśnym parkingu przy drodze z Dołżycy do Polańczyka, tuż przy drogowskazie kierującym na Łopienkę. Miało być około 2 kilometrów spaceru drogą gruntową przez las, wzdłuż rzeki.

Żeremia bobrów w drodze do Łopienki

Żeremia bobrów w drodze do Łopienki

Choć droga gruntowa, widać, że kiedyś był to uczęszczany trakt. Porządny most, pozostałości betonowych omszałych słupków… I niespodzianka numer jeden: wielkie rozlewisko tuż przy drodze, pieczołowicie obudowane równiutkimi palikami. Widok niezwykły. – Tak, to żeremia bobrów, potwierdził moje przypuszczenia przejeżdżający rowerzysta. – Idziecie do Łopienki? Szkoda że tak późno, właśnie stamtąd wracam. Oprowadziłbym was. Ale cerkiew otwarta.

 

Kilkaset metrów za żeremiami widać dym unoszący się nad drzewami. Na małej polance kilka blaszanych wielkich pojemników. To tzw. retorty, w których wypala się węgiel drzewny. Mężczyzna, który kręci się obok, nie jest zbyt rozmowny, ale pokazuje, że obok w workach ma już gotowy węgiel drzewny, czeka, aż przyjedzie transport. A w piecach trwa produkcja kolejnej porcji. Obok, przy baraku na prowizorycznej kuchni czajnik, słoiki z marynowymi grzybkami. Leśne gospodarstwo.

Bieszczady. Tu produkuje się wegiel drzewny. Fot. Anna Ładuniuk Bieszczady. W tym piecu wypala się wegiel drzewny
Po kolejnych kilkuset metrach wędrówki droga wychodzi wprost na ogromną polanę, otoczoną zalesionymi szczytami. I od razu wioczny biały budynek cerkwi. Wokół żywego ducha. W środku świątynia jakby wczoraj skończył się remont. Posadzka lśni czystością, nowiutkie wyposażenie. Z boku w punktach „instrukcja obsługi” dla takich jak ja: że trzeba zamknąć za sobą drzwi, że nie można ustawiać i palić świec na podłodze…

Bieszczadzki Chrystus w cerkwi w Łopience. Fot. Anna Ładuniuk Bieszczady. Łopienka. Odbudowana cerkiew. Fot. Anna Ładuniuk
Zwraca uwagę drewniana rzeźba tzw. Bieszczadzkiego Chrystusa, kopia cudownej ikony, która kiedyś rozsławiła Łopienkę.
Dookoła cerkwi setki hektarów pustej doliny. Kiedy zapuści się w jej głąb, łatwo można odnaleźć resztki fundamentów domostw, zakopane w trawie i zielsku, gdzieniegdzie rosną jeszcze zdziczałe drzewa owocowe.
Historia zniknięcia Łopienki i historia odbudowania cerkwi jest obszernie opisana w sieci, dlatego odsyłam do tamtych tekstów: Łopienka historia
Jest październik. Złota polska jesień. O tej porze roku Bieszczady są szczególnie często odwiedzane. Polecam: wybierzcie się na wycieczkę do Łopienki.

Errata: A to reakcja na ten tekst, która pojawiła się na facebookowej stronie Studenckiej Bazy Namiotowej Łopienka „(…) nie jest prawdą, że w Łopience nie ma nic poza odbudowaną cerkwią, bo jesteśmy jeszcze my! Zapraszamy do nas przy okazji następnych odwiedzin w dolinie. Przy cerkwi jest drogowskaz.”

Tak. Oczywiście. Jest jeszcze Studencka Baza Namiotowa, prowadzona przez studentów SGGW w Warszawie. Można tu przenocować w namiocie bazowym albo własnym, na polu namiotowym. Baza czynna w sezonie letnim, „z dala od cywilizacji, bez prądu, bez zasięgu, niekomercyjna i relaksacyjna . Tylko góry, lasy i my…plecakowcy” – jak znalazłam na oficjalnej stronie SBN

Komentarze (6):

  1. delux

    I jest jeszcze coś a raczej ktoś w Łopience,Andrej Kirym wel Andrzej Lach-Załęski,sprzedający swoje świątki które sam wyciosał itd….bajarz, grajek, barwna postać znana bieszczadnikom ,niestety z powodu osobistej tragedji która zostawiła na nim swe piętno opowiadający bajki z pogranicza…mchu i paproci…

  2. Dominik

    Obecnie przy początku tej drogi gruntowej do cerkwi nie stoi już znak zakazujący ruchu w obu kierunkach, z czego korzystają niektórzy kierowcy. W słoneczne dni jest to uciążliwe dla pieszych, gdyż dużo kurzu wzbija się w powietrze. Chociaż największy ruch panuje tu pewnie w niedziele w okresie letnim, kiedy to co tydzień odprawiana jest msza święta o 15.00. Ponadto teraz przy drodze powstała drewniana wiata, gdzie można usiąść, odpocząć… Zapraszam po więcej szczegółów:tutaj

  3. Zbigniew

    Niezwykłe miejsce na refleksje i wspomnienia. Silna energia ładująca człowieka bije w pięknie odrestaurowanej cerkiewce, z obrazu Matki Bożej i Chrystusa Bieszczackiego. Warto tam zboczyć ze szlaków podróży i dać ukojenie duszy w czym pomoże piękny wiersz umieszczony obok figury. Byłem tam i jestem pod wielkim wrażeniem. Zibimag

  4. grey

    Widziałem pana Andrzeja jak rozstawiał figurki w Niedzielę..I dobrze, że nie ma zakazu wjazdu. Dla tych co idą na Korbanię wygoda podjechać do Cerkwi 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Time limit is exhausted. Please reload the CAPTCHA.

*