Chiny od góry do dołu. Trudny kraj dla cudzoziemca

Kategorie: Podróże świat

Tagi: , , , ,

Chiny od góry do dołu – to książka którą pochłonęłam w dwa wieczory. Dziwny świat – chciałoby się powiedzieć po lekturze każdej z jej stron. Dziwny z perspektywy europejskiej. A dla Chińczyków tak samo dziwny był Marek Pindral, autor, który próbował ten chiński świat zrozumieć.

Trudno się musi po takim kraju podróżować. To pierwsze, co się nasuwa po lekturze książki “Chiny od góry do dołu”. I nie chodzi bynajmniej o barierę językową (choć ta oczywiście też jest). Trudność wiąże się ze stosunkiem Chińczyków do nas, cudzoziemców. To wyjątkowa nieufność i niechęć do obcych. A jeśli do tego dołożymy ich inne podejście do pracy, do przełożonych, do władzy i w ogóle do życia – czytając zaczęłam się zastanawiać, czy ja na pewno chcę tam jechać.

A Marek Pindral pojechał. W dodatku został tam dwa lata, uczył chińskich studentów języka angielskiego, a przy okazji – uczył ich myśleć po europejsku (z jakim skutkiem i po co – to już zupełnie inny temat). To jedna z lepszych książek z kategorii “podróżniczych”, które czytałam w ostatnim czasie. Tak napisałabym, gdybym nie doczytała książki do końca. Niestety, zbyt nachalny dydaktyzm I sentymentalizm ostatniego rozdziału trochę mnie ostudził. Na szczęście tylko trochę
I dlatego książkę polecam: mamy informacje o Chinach z pierwszej ręki.

Chiny na co dzień i na wakacje
Marek Pindral  mieszkał  tam dwa lata, wtopiony w środowisko Chińczyków , co uczyniło go nie tylko obserwatorem z zewnątrz, tak jak to bywa z większością podróżników. Oni zwykle tylko podróżują, a Pindral tam pracował, a podróżował w wolnym czasie. Chiny miały czas zatem uleżeć się w jego głowie, a pierwsze spostrzeżenia mogły być zweryfikowane przez czas.
Do tego na wszystkie “wycieczki krajoznawcze” zabierał któregoś ze swoich studentów jako tłumacza i przewodnika.

A wracając do książki i kontrastów: Bombardowani jesteśmy codziennie informacjami o tym, jak prężnie i błyskawicznie rozwijają się Chiny, ilu tam miliarderów, jak w miejsce tradycyjnych wiosek powstają kilkusettysięczne miasta. To wszystko w książce jest. ale mamy też bonus:  Marek Pindral opisuje swoje wizyty w domach, które wyglądają jak zamieszkane szopy, po których nocami grasują szczury. Opowiada, jak często był zaczepiany przez policję i podobne jej służby, bo podejrzliwi Chińczycy brali go za szpiega (podejrzanie się kręci, wypytuje – i co najważniejsze – fotografuje). Między rozdziałami krąży ciągle wątek przenikliwego zimna w nieogrzewanych domach i mgły, która powoduje depresyjne nastroje. Brzydkie ubrania, domy, brzydkie betonowe mieszkania, brzydkie ulice i miasta… A potem niespodziewanie opisy prawdziwych architektonicznych perełek, pięknych kolorowych strojów etnicznych, rewelacyjne zdjęcia rewelacyjnych krajobrazów.

Tak się uczy chinski student

Młodzi ludzie, studenci z jednej strony zapatrzeni na świat, marzą o wyjeździe z Chin, słuchają zachodniej muzyki. Z drugiej strony – wiele jest opisów sytuacji, w której autorowi dano odczuć, że jest obcy, a obcych tu nie potrzebują (jak choćby banalna sprawa: niezgoda na włączenie się do wspólnego ulicznego muzykowania).
I ci sami młodzi ludzie nie wyobrażają sobie nawet, że mogą coś choćby pomyśleć źle o władzy czy własnym idealnym kraju.

Szok przeżył autor książki już przed swoimi pierwszymi zajęciami. Przyszedł na nie wcześniej, bo wymyślił sobie, że powita każdego ze studentów w drzwiach. Tymczasem okazało się, że cała grupa siedziała już w środku z nosami w książkach I każdy powtarzał materiał, który tego dnia miał być dopiero przerabiany. To trochę inne podejście niż u nas, prawda? Ale też dobrze sprzedany przykład, żeby pokazać różnice kulturowe.

Ustaliłeś cenę z góry? To nie takie proste!

Jacy są jeszcze Chińczycy u Pindrala? Ubawiła mnie historia, która przydarzyła się autorowi podczas jednej z wycieczek. Umówił się na rejs po rzece, ustalił cenę za przewóz. Po wycieczce, gdzy doszło do płacenia, Chińczyk zażądał stawki dwa razy większej. Twierdził, że ustalona cena dotyczyła jednej osoby, a ich było dwóch (autor I jego przewodnik student). Roześmiałam się w głos. Panie Marku, mnie przydarzyło się dokładnie to samo, tyle że w Indiach:
– Ile za rikszę?
-Fifty.
– OK. Jedziemy.
Na końcu rikszarz mówi: – Fifty fifty. Fifty za jedną osobę i fifty za drugą.
I jest kłótnia, dokładnie taka sama jak pańska z Chińczykiem, tyle tylko, że „mój” Hindus nie był tak cierpliwy. Doszedł za nami tylko do drzwi hotelu. A Pan miał wrzeszczącego I wyzywającego Pana od złodziei Chińczyka za towarzysza w restauracji, w hotelu, na policji i przez następnych kilka godzin. Jak widać sztuczki “w branży usługowo-turystycznej” na całym swiecie są podobne…

Dla kogo ta książka?

  • Po pierwsze: dla tych, którzy wybierają się do Chin (nieważne – samodzielnie czy z biurem podróży. Po tej lekturze będą już przygotowani i nie popełnią faux pas podczas jedzenia czy witania się.
  • Po drugie: dla tych, którzy nie wybierają się do Chin, ale są otwarci na świat, na inne kultury I zwyczajnie chcą się czegoś nowego dowiedzieć. Tu nie tylko przeczytają, że Chińczycy nie lubią jeść w samotności, ale także dlaczego tak się dzieje.
  • Po trzecie: dla tych, co zwyczajnie lubią czytać dobrą lekturę. To książka napisana dobrym lekkim językiem. Autor nie przynudza I nie sadzi banałów. Opisuje własne doświadczenia, ale pogłębia je o wiedzę z historii, kultury, polityki – dzięki temu jest nieźle zdokumentowana.

Tutaj więcej o Marku Pindralu i jego wrażeniach z Chin

Komentarze (25):

  1. Avatar
    hanek

    Nie czytalem książki i pewnie już jej nie przeczytam. Na pewno dletego, że mam jesli nie całkowicie odwrotne doświadczenia, to przynajmniej diametralnie różne.
    1. Chińczycy są otwarci na cudzoziemców. To nie tylko moje doświadczenie, ale właściwie każdej osoby, która była w Chinach. Do tego stopnia, że potrafią zaczepić na ulicy i poprosić o zgodę na wspólne sfotografowanie się. Usilnie, w razie potrzeby, starają się pomóc, w czym jednak znakomicie przeszkadza bariera językowa (przy czym znajomość standardowego mandaryńskiego na ogół nie pomaga. Tak – na codzień – prawie nikt, poza niecałymi 100 mln ludzi, w Chinach nie mówi).
    2. Dla Chińczyka umowa ustna, dogadana cena, to rzecz święta. Nigdy nie spotkalem się z próbami jej podważania po wykonaniu uslugi. Nie znam nikogo, kto miałby takie doświadczenia. To właściwie niemożliwe, skutkuje całkowitą utratą twarzy. Być może autor nie dogadał wszystkiego do końca, nie zrozumiał warunków umowy… Oczywiście, na starcie każdy Chińczyk poda białasowi cenę 2-3 krotnie wyższą od spodziewanej, tym chętniej, że z założenia każdy biały to dla nich amerykanin. Ale targowanie się w Chinach – to już osobny temat.
    3. Bralem udział w (bardzo powszechnym tam, gdzie bywalem) ulicznym muzykowaniu. Byliśmy wręcz zapraszani.
    4. Kwestia podejścia do nauki (i potem do pracy)… Co powinien robić student? – uczyć się. Dlatego uczą się. Wręcz nie rozumieją pytań o rozrywki, imprezy itd.
    5. Kwestia guanxi… fundament w Chinach. Autor chyba nie załapał, że bez tego prawie nic nie zobaczył, nie poczuł, nie przeżył.

    Jestem prekonany, że autor mimo 2 letniego pobytu nie poznal Chin, ani Chińczyków, o rozumieniu w ogole nie ma mowy.

    1. Avatar
      CZYTACZKA

      NIE MOŻE BYĆ PAN PRZEKONANY, BO NIE PRZECZYTAŁ PAN KSIĄŻKI, KTÓRA MA 400 STRON, TYLKO WYRYWKOWE PRZYKŁADY Z CZYJEGOŚ BLOGU -TAK SIĘ SKŁADA, ŻE P. PINDRAL WSZYSTKO, O CZYM PAN WSPOMINA, TEŻ OPISUJE!

  2. Avatar
    Made in China

    hanek generalnie bardzo dobrze prawi…ksiazki nie czytalem i rowniez nie przeczytam.
    Mozna oczywiscie pisac o Chinach pamietniki, ale nie przedstawiajmy tego jako obraz Chin ‚poznanych’ od wewnatrz.
    Obcym bedziesz zawsze, niewazne czy 2, 4 5 czy 10 lat siedzisz w Chinach.
    pzdr

    PS
    a student za przewodnika to juz totalny kabaret, oni nie maja wiedzy poza swoim ‚hometown’, tak w telegraficznym skrocie…
    yo

    1. Avatar
      CZYTACZKA

      NA MIŁY BÓG – PINDRAL O TYM, ŻE TO CZĘSTO ON BYŁ DLA SWOICH STUDENTÓW PRZEWODNIKIEM, A NIE ODWROTNIE, TEŻ WSPOMINA!
      PANOWIE, PO PROSTU PRZECZYTAJCIE TĘ KSIĄŻKĘ, BO SIĘ TROCHĘ OŚMIESZACIE!

  3. Avatar
    Dlugonosy

    Z zainteresowaniem przeczytalem komentarz Hanek’a.
    Bo i ja zebralem podobne odczucia, jesli chodzi o Chiny i Chinczykow.
    Na poczatek – polecanej przez Pania ksiazki tez nie czytalem – ale i Pani recenzja daje mi obraz jej message’u.
    Mam przyjemnosc byc zatrudniony w firmie, posiadajacej filie na calym swiecie – od Australii do Brasylii – no i oczywiscie tez w Chinach.
    Dane mi bylo – przez prawie osiem lat byc przynajmniej dwa razy w roku w naszej firmie, mieszczacej sie w wielkim Shanghai’u (okolo 50 km od centrum).
    Gdy wlasciciel firmy podjal decyzje budowy filii w Chinach – takze i moja osoba miala sie zaangazowac od pierwszych krokow.
    Latwo nie bylo – choc doswiadczenia w filii w Malezjii (pracuje tam duzo etnicznych Chinczykow), napawaly otucha.
    Na poczatku – szkolenia personelu odbywaly sie przy pomocy tlumaczy. Ludzie, z ktorymi mialem do czynienia, mieli pewien level wyksztalcenia (sredni management) – ale prawie zadnych znajomosci jezykow obcych.
    Co nalezy podkreslic. Chinczycy sa ludzmi bardzo chlonnymi na wiedze. W ramach szkolen zauwazylem, iz „boruja“ temat do „Adama i Evy“ – wiec trzeba uwazac, by nie zapedzic sie w kozi rog. Robia to w tak mily sposob, iz latwo mozna „sie zblamowac“
    Przez lata, zauwazyc mozna bylo, jakie postepy robia ci ludzie.
    Sekretarka Managing Director’a (Niemiec zyjacy od ponad 25 lat w Chinach) – na poczatku jezykowo – “ani be, ani me” – teraz posluguje sie swobodnie angielskim, I zrozumialym niemieckim. To samo szef produkcji i QA Manager. W czasie moich pobytow tam teraz – rozmowy prowadzimy po angielsku (z dyrektorem po niemiecku – bo lepiej sie – jako Slazacy – rozumiemy
    To o czym wspomina Hanek tez przezylem. Ludzie sa bardzo ciekawi nas – “dlugonosych”. Robienie zdjec (z dziecmi), to prawie codzienny obrazek.
    Oczywiscie – na ulicy problem porozumienia sie jest handicap’em. I niestety – bez znajomosci “jezykow europejskich” przez chinskiego “tubylca” – to wielki problem.
    I nie pomoze “Chinese Trainer – Chinese written & spoken in 30 Days”. Poza dzien dobry czy jak sie czujesz – czesto I tak nie zrozumialych przez chinskiego rozmowce – to jedyne, czego mozna sie nauczyc. No moze nie jest tak zle – bo znam “dlugonosego” sinologa – no I Managing Directora – ktorzy (moim zdaniem)swobodnie porozumiewaja sie w tym jezyku.
    Napewno mentalnosc europejska I chinska – to dwie rozne rzeczy. Ale moje doswiadczenia sa jak najbardziej pozytywne.

      1. Avatar
        hanek

        Co do nauki języków obcych (głównie oczywiście języka angielskiego) – fakt, Chińczycy uczą się ich na potęgę.
        Nie zmienia to jednak faktu, że poza wybrzeżem i największymi miastami znajomość języka angielskiego nikomu (prawie) nie pomoże! Dla Chińczyka nauka języka to nauka pisania. Pilnie się tego uczą, zaniedbując na ogół mowę. Wiąże się to z faktem, że dla Chińczyka nośnikiem języka jest pismo, nie mowa – jak dla nas. W ogólności to temat zbyt obszerny na krótką wypowiedź. Ważne, że poza miejscami gdzie Chińczycy mają możliwość z konieczności praktykować mowę angielską (niemiecką, inną) nie sposób się werbalnie porozumieć. Sugeruję nie tracić rezonu i spróbować pisać po angielsku :). Daje to kilkakrotnie większą szansę na odpowiedź.

    1. Avatar
      CZYTACZKA

      TRUDNO DYSKUTOWAĆ Z KIMŚ, KTO KSIĄŻKI NIE CZYTAŁ – PINDRAL MÓWI BARDZI DUŻO TAKŻE O POZYTYWNYCH WRAŻENIACH, BO PRZECIEŻ DOŚWIADCZYŁ TAM WIELU WRAŻEN! PO PROSTU POKAZUJE ZŁOŻONOŚĆ TEGO KRAJU, A NA BLOGU WYPUNKTOWANE ZOSTAŁY TYLKO NIEZBYT SZCZĘŚLIWIE DOBRANE PRZYKŁADY!

  4. Avatar
    CZYTACZKA

    A JA, W ODRÓŻNIENIU OD POPRZEDMICH KOMENTATORÓW, JĄ PRZECZYTAŁAM I TO TEŻ W DWA DNI, BO KSIĄŻKA PINDRALA RZECZYWIŚCIE POTRAFI WCIĄGNĄĆ I TAKŻE JĄ WSZYSTKIM POLECAM!

    NIESTETY, PANI ANIA, CHOĆ TEŻ MA O NIEJ POZYTYWNE ZDANIE, WYRZĄDZIŁA JEJ SWOIMI BARDZO WYRYWKOWYMI PRZYKŁADAMI DUŻĄ KRZYWDĘ, BO TO KSIĄŻKA (400 STRON) BARDZO RÓŻNORODNA I POKAZUJĄCA, JAKI TO ZŁOŻONY KRAJ, PEŁEN PARADOKSÓW – CHOĆBY TEN PRZYKŁAD Z ULICZNYMI MUZYKAMI: PRZECIEŻ P. PINDRAL W TEJ SAMEJ OPOWIEŚCI DODAJE, ŻE JUŻ NASTĘPNA ORKIESTRA PRZYJĘŁA GO Z OTWARTYMI RAMIONAMI (NIESTETY, BLOGERKA TEGO JUŻ NIE DODAŁA, A SZKODA, BO PINDRAL BARDZO DBA W CAŁEJ KSIĄŻCE O POKAZNIE WIELU ASPEKTÓW SWOJEGO POBYTU I NP. WIELOKROTNIE WSPOMINA TEŻ O NIEZWYKŁEJ GOŚCINNOŚCI CHIŃCZYKÓW, A Z OPISU NA TYM BLOGU MOŻNA ZNÓW WYCIĄGNĄĆ BŁĘDNE, NIESPRAWIEDLIWE DLA AUTORA WNIOSKI!
    A O STUDENTACH-PRZEWODNIKACH PINDRAL MOWI, ZE TO ON BYŁ CZĘSTO PRZEWODNIKIEM DLA NICH, BO ONI SWOJEJ HISTORII CZĘSTO NIE ZNAJĄ. TO WSZYSTKO W TEJ KSIĄŻCE PRZECIEŻ JEST, TAK SAMO, JAK I WSPOMNIANY W JEDNYM Z KOMENTARZY „GUANXI” I SETKI INNYCH RZECZY!

    A TAK PRZY OKAZJI – MNIE OSTATNI, BARDZO OSOBISTY ROZDZIAŁ SIĘ PODOBAŁ, NAWET TAK PO LUDZKU WZRUSZYŁ. ALE TO JUŻ BARDZIEJ KWESTIA INDYWIDUALNEGO GUSTU CZY TEŻ MOŻE POZALITERACKIEJ WRAŻLIWOŚCI KAŻDEGO Z NAS.
    JAK BY NIE BYŁO – KSIĄŻKA JEST ŚWIETNA, O CZYM PRZEKONAĆ SIĘ MOGĄ TYLKO CI, KTÓRZY JĄ PRZECZYTALI (JA BYM SIĘ NIE ODWAŻYŁA KOMENTOWAĆ CZEGOKOLWIEK BEZ UPRZEDNIEGO ZAPOZNANIA SIĘ ZE ŹRÓDŁEM I TO CAŁYM, BO TO TROCHĘ KOMPROMITUJE KOMENTUJĄCYCH).

    PANI ANIU, POWINNA PANI TERAZ JAKOŚ GODNIE Z TEGO WYBRNĄĆ, NALEŻY SIĘ TO AUTOROWI…

  5. Avatar
    MAREK PINDRAL - AUTOR KSIĄŻKI

    Szanowna Pani Aniu oraz Osoby, przedstawiające się, jako „hanek”, „Made in China” i „Długonosy”!

    Najpierw chcę podziękować za zainteresowanie moją skromną osobą i wydaną właśnie książką „Chiny od góry do dołu”.

    Niestety, doszło przy okazji do paradoksalnej sytuacji – p. Ania, zapewne w dobrej wierze (bo przecież książkę bardzo poleca, może za wyjątkiem ostatniego rozdziału, który jej entuzjazm nieco ostudził, ale tylko nieco, jak pisze:) podała na Swoim blogu garść takich przykładów z mojej książki, które uznała za stosowne pewnie dlatego, że mogą być dla polskiego Czytelnika nieco szokujące, dziwne, a nawet odpychające.
    Ja, z kolei, cały czas staram się je w książce równoważyć doświadczeniami odwrotnymi, bo Chiny to kraj „słodko-kwaśny”, o czym wspominam już we wstępie, tak samo, jak i o tym, że owa ksiązka, to moje doświadczenia, nawet, jeśli staram się je przedstawiać w bardzo szerokim spektrum, bo Chiny kogoś innego mogą być inne – Państwo Środka ma dziś przecież przeszło miliard trzysta milionów twarzy!
    „CZYTELNICZKA” bardzo trafnie zatem wypunktowała, że to wszystko, o czym wspominają Komentujący, w mojej książce też jest i dlatego z takim zdziwieniem, a nawet niedowierzaniem przyjąłem fakt, że można się do czegoś odnosić, nie zapoznawszy się z tym uprzednio.

    Chińczycy często w takich sytuacjach używali słowa „nieporozumienie”, aby osoba, która się zbytnio zagalopowała (ujmując rzecz eufemistycznie), nie straciła twarzy.
    Mam jednak nadzieję, że „hanek”, „Made in China” oraz „Długonosy” (po części także p. Ania) wyciągną z tego odpowiednie wnioski, bo nie wspomnieli w swoich komentarzach o niczym, o czym i ja nie wspominałbym w swojej książce, z którą się jednak w ogóle nie zapoznali, a nawet zastrzegają się, że tego nie zrobią, czym różnią się od autora wspomnianej książki, który, o czym już tu była mowa, nie uzurpuje sobie prawa do bycia chińską alfą i omegą!

    Tak czy siak, podobnie, jak czyniłem to z moimi niebywale gościnnymi, chińskimi przyjaciółmi (o tym też w książce nieraz wspominam), i z Państwem dzielę się opłatkiem, przekazując przy okazji znak pokoju 🙂

    MAREK PINDRAL

    1. Avatar
      Dlugonosy

      Witam panie Marku!
      Napewno – zgodnie z pana zaleceniem – wyciagne wnioski!
      Ale tak naprawde, to moj komentarz nie zawiera elementow agresywno-zaczepnych, a tylko potwierszenie uwag „hanek’a“ – no i paru moich spostrzezen – pasujacych do tematu – obojetnie, co Pan w swej ksiazce opisuje.
      Jak pewien chinski medrzec podobno powiedzial …dwie prawdy, sa lepsze od jednego klamstwa… no i to moim zdaniem zawieraja – i Pana ksiazka, jak i komentarze na artykul pani Anny – zarowno hanek’a jak i moj.
      Na marginesie – moja przygoda z Chinami zaczela sie juz w latach 80, kiedy ten kraj wygladal troche inaczej, jak dzisiaj. W miedzyczasie nietylko odwiedzalem firme – ale i prywatnie takze Tybet – gdzie Chiny widzi sie z troche innej strony (jak obecnosc Polski na Gornym Slasku).
      Ze Chiny fascynuja – nie podlega dyskusji! Ale ze nie kazdy musi brac ten kraj bezkrytycznie – to inne buty. Po prostu inna mentalnosc – i albo sie akceptuje np. atmosfere hoteli i osrodkow turystycznych na wyspie Hainan (90 % turystow z Chin – reszta Rosjanie) – albo sie odpoczywa gdzie indziej.
      Niedlugo skoncze aktywna dzialalnosc zawodowa. Planuje – moze na wiosne – pobyt w Chinach. Chcemy z zona jeszcze raz odwiedzic miejsca, ktore znamy z lat osiemdziesiatych (Xiang, HongKong i Macau), a takze miejsca, ktore fascynuja – jak przelom JangTse z zaporami w Trzech Dolinach.
      Pozdrawiam!

      1. Avatar
        MAREK PINDRAL - AUTOR KSIĄŻKI

        Rzeczywiście – Panu udało się uniknąć absurdalnego tonu, który wyziera z pozostałych komentarzy, czym, przykro to stwierdzić, ich autorzy się po prostu skompromitowali.

        Pozdrawiam serdecznie,
        Marek Pindral (też „długonosy” – Czytelnicy będą wiedzieć, o co chodzi, bo i to w książce opisuję 🙂

        1. Avatar
          hanek

          Jako osoba dość konkretna, poproszę pan Marka o wskazanie gdzie w mojej wypowiedzi się skompromitowałem? Odniosłem się do wypowiedzi pani Ani, nie do Pana książki, zatem proszę konkretnie i uczciwie :).
          Chiny są mi bliskie. Bliska jest mi chińska kultura. Kocham Chiny małomiasteczkowe, tradycyjne, prowincjonalne.
          Pozdrawiam Długonosego hanysa 😉 – ja dopiero latem odwiedzę przyjaciół w Chinach.

          1. Avatar
            MAREK PINDRAL - AUTOR KSIĄŻKI

            Drogi Panie… (hm, nie bardzo wiem, jak mam się do Pana zwracać, bo skrył się Pan pod pseudonimem, a ja przywykłem do nieco innej formy dyskutowania),
            gdyby rzeczywiście ograniczył się Pan do podzielenia się na niniejszym blogu Swoimi doświadczeniami z Chin (które, jak się okazuje, nie zawierają niczego nowego w stosunku do mojej książki), wszystko byłoby w porządku. Ale, niestety, tak nie jest:
            „Jestem prekonany, że autor mimo 2 letniego pobytu nie poznal Chin, ani Chińczyków, o rozumieniu w ogole nie ma mowy” (zachowałem Pańską oryginalną pisownię).
            Nie będę, zatem, komentował tych słów z co najmniej dwóch powodów – to już zostało zrobione, a przede wszystkim dlatego, że pokusił się Pan o w/w opinię, nie znając w ogóle treści książki (o tym, jaki był jej zamysł wspominam już na samym wstępie). Ja bym się na coś takiego nigdy nie odważył 🙂

            Wszystkiego najlepszego w Nowym Roku!
            Marek Pindral

  6. Avatar
    MAREK PINDRAL - AUTOR KSIĄŻKI

    Pani Aniu,
    mam jeszcze jedną uwagę (choć mogłoby być ich więcej, tym bardziej, że Czytelnicy nie potrafią czasami odróżnić Pani Bloga (u?), od mojej książki 🙂 – nigdzie nie piszę w niej, że uczyłem chińskich studentów „myśleć po europejsku”. To troszkę za daleko posunięty skrót myślowy – ja starałem się ich oduczyć bezkrytycznego powtarzania i nauczyć szukania „za” i „przeciw”. Co więcej, o czym też wspominam w książce – czasami stawiałem Europę jako przykład regionu, który sam miał (i nadal ma) na sumieniu różne grzechy i grzeszki. Ponadto, mówiłem Im też otwarcie (także jest w książce), że nawet w Polsce nie wszystko mi się podoba, co wcale nie znaczy, że Kraju mojego urodzenia nie kocham (bo, niestety, tamtejsza propaganda stara się przedstawiać tych Chińczyków, którzy mają odmienne zdanie od narzuconego z góry, jako wichrzycieli i wrogów).
    Nie nazwałbym tego, zatem, myśleniem europejskim, bo ten typ szukania odpowiedzi na pytania powiniem charakteryzować każdą szerokość geograficzną (fakt, w krajach totalitarnych tak, niestety, nie jest). A poza tym, już we wstępie do swojej książki mówię, że i sam „podróżnik nieustannie się uczy” 🙂

    I tak już zupełnie na marginesie – mam chwilami wrażenie, o czym też wspominam w książce, że Polska w pewnych dziedzinach zaczyna się niebezpiecznie upodabniać do Chin – coraz więcej ludzi pracuje na umowach „śmieciowych”, przez co pozbawieni są, jak wielu Chińczyków, osłony socjalnej (dziwi w kraju „komunistycznym”, prawda?!), a kiedy rozmawiam z niektórymi naszymi Rodakami, to mam wrażenie, że jestem znów w Chinach, bo powtarzają to, co usłyszą czy przeczytają (najczęściej w przelocie) w mediach, do których się przyzwyczaili, bez próby krytycznej analizy…

    Miejmy jednak nadzieję, że w 2014 będzie nam wszystkim lepiej, czego z całego serca życzę!
    Marek Pindral

  7. Avatar
    Dlugonosy

    Czytajac polemike autora – pana Marcina – utwierdzam sie w przekonaniu, iz rejtanowska postawa i stara maksyma dzialaczy pewnej do dzisiaj niezapomnianej polskiej partii…wy mi tutaj nie gadajta, bo ja wjem i tak wszystko najlepiej…zapewni mu sukces na rynku wydawniczym (?).
    W dzisiejszych czasach pobyty – nawet dwuletnie – gdzies za granica, nie predyscynuja – moim zdaniem – do uzurpowania sobie prawa bycia wyrocznia. Inni moze wiedza wiecej – ale nie sprzedaja tego tak plakatywnie.
    No ale – moze sie myle.
    Pozdrawiam pana – panie Marcinie – z nadzieja, ze pana mlody wiek pozwoli na doszlifowanie sie z czasem.
    Pozdrawiam takze Hanka i pania Anne.
    Podobnoposiadanie wlasnego zdania tez jest cecha pozytywna!
    A Happy New Year!

    1. Avatar
      MAREK PINDRAL - AUTOR KSIĄŻKI

      W największym skrócie:
      nigdzie w mojej książce nie znajdzie Pan zdania, że uzurpuję sobie prawo do bycia wyrocznią, co więcej – nieco wyżej wyraźnie napisałem, że właśnie „nie uzurpuję sobie prawa do bycia chińską alfą i omegą!”; jakby tego było mało, w książce cały czas podkreślam, że się stale uczyłem, co także przytoczyłem w jednym z komentarzy powyżej!
      Cóż, ale żeby się o tym przekonać, trzeba uważnie przeczytać książkę (niestety, „młody wiek” to kolejny, chybiony argument – jest wyraźnie podany na okładce :), albo chociaż dokładnie śledzić wpisy na niniejszym forum.

      Kończę, bo pozą p. Anią żaden z Komentujących tego nie zrobił, więc prowadzenie dalszej dyskusji uważam za bezcelowe.
      Pozdrawiam,
      Marek Pindral

      1. Avatar
        czaka

        Ja przeczytałam tę książkę! Wspaniała, wspaniała, wspaniała! Na forum wypowiadają się osoby, które wypowiadają się tylko po to, aby poprawić sobie samopoczucie, cóż nadszedł czas ludzi z kompleksami :). Ściskam Autora książki! Fantastycznie, że pojawił się na tym forum!!!!!!!! Czekam na kolejne prelekcje, kolejne książki. /Wierna fanka opowieści podróżniczych Pana Marka Pindrala

    1. Avatar
      czaka

      bez komentarza. pan MARCIN. HAHAHAHA
      A cóż takiego ciekawego mogę przeczytać autorstwa Pana Długonosego? Z przyjemnością zakupię, przeczytam i DOPIERO WÓWCZAS OCENIĘ! Pozdrawiam i życzę wszystkiego dobrego!

  8. Avatar
    B.

    Panie Marku,
    podziwiam Pańską cierpliwość, bo przecież ci Panowie nie dość, że nie zapoznali się z tym, co komentowali, to nie potrafili nawet pisać poprawną polszczyzną!
    (przy okazji – książka świetna, gratuluję!)

Pozostaw odpowiedź Anna Ładuniuk Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Time limit is exhausted. Please reload the CAPTCHA.

*