Wojna o Krym jak wojna o Górski Karabach? Czy powtórzy się tamten scenariusz?

Kategorie: Podróże świat

Tagi: , , , ,

Wojna o Górski Karabach (Nagorni Karabach). Kto dzisiaj ją pamięta? Tymczasem to całkiem niedawna historia. W latach 90. ubiegłego wieku w wojnie o Górski Karabach zginęło 6 tysięcy osób po stronie ormiańskiej i 11 tysięcy po stronie Azerbejdżanu. Kiedy teraz słucham i oglądam relacje z Krymu, przypomina mi się to, co widziałam w Górskim Karabachu. Przyczyny i scenariusz wydarzeń prawie taki sam.

Górski Karabach: wojna

Do Nagornego Karabachu pojechałam w roku 2004. Prawie 10 lat po tym, jak Armenia i Azerbejdżan zawarły rozejm. Zawieszenie broni, ale nie pokój. Dlatego po przyjeździe do Stepanakertu (stolica Karabachu) musiałam pójść do tutejszego Ministerstwa Spraw Zagranicznych, zameldować, do jakich miejsc zamierzam pojechać i zadeklarować, że nie będę zbliżać się „do miejsc objętych działaniami wojennymi”. Bo rozejm rozejmem, ale do „incydentów” ciągle dochodziło. I dochodzi do dzisiaj. W roku 2008 w potyczce w Mardakert zginęło 12 żołnierzy azerskich i 8 ormiańskich. 18 lutego 2010 na granicy zabito trzech Azerów. 18 czerwca tego samego roku zginęło czterech Ormian i  Azer. Do ponownej potyczki doszło  1 września 2010 r,  zginęło 10 osób. W roku 2012 w armeńskiej wiosce Dovegh, na granicy z Azerbejdżanem zginęło trzech ormiańskich żołnierzy. Do kolejnych walk doszło tego samego roku w pobliżu wsi Berdavan i China. Pięć ofiar.
I to wszystko wiele lat po tym, jak wojna się skończyła. I po tym, jak zarówno Azerbejdżan jak Armenia i Górski Karabach zostały wyczyszczone etnicznie. Bo jednym ze skutków tej wojny była masowa emigracja. Azerowie wyjechali z Armenii, Ormianie z Azerbejdżanu, Azerowie z Górskiego Karabachu. Przy czym słowo „wyjechali” jest w tym wypadku eufemizmem. Zostali zmuszeni do wyjazdu.

A zaczęło się jak teraz na Krymie. Górski Karabach na początku lat 90. tak jak teraz Krym – ogłosił niepodległość. Wcześniej był obwodem autonomicznym w ramach Republiki Azerskiej (w ramach ZSRR). Ale większość mieszkańców Karabachu to Ormianie. Więcej – historycznie była to część Armenii. We wczesnym średniowieczu Arcach (tak Ormianie nazywają Karabach) był sercem Armenii. O tym, że znajdzie się w  Azerskiej Socjalistycznej republice radzieckiej zdecydowali sowieci w roku 1923. Armenia nie mogła tego przebolec i wiele razy prosiła Moskwę o korektę granic republik i przyłączenie Arcachu do Armeńskiej CCP Bezskutecznie. Animozje między Ormianami i Azerami nasilały się, pod koniec lat 80. XX wieku (jeszcze za czasów ZSRR) zaczęło dochodzić do demonstracji, zamieszek.

Sytuacja zmieniła się po rozpadzie ZSRR i powstaniu Armenii i Azerbejdżanu. Ormianie w karabachu długo nie czekali i ogłosili secesję. Azerbejdżan oczywiście się na to nie zgodził.

Co dalej? Ten scenariusz znamy. Oddziały samoobrony, demonstracje, prowokacje… ,Armenia uznała, że musi bronić swoich współbraci Ormian, przesladowanych przez Azerów i zaczęła się regularna wojna. Trwała cztery lata. Po zawieszeniu broni Górski Karabach teoretycznie pozostał jako „samodzielne” państwo, tyle tylko, że społeczność międzynarodowa do dzisiaj tego nie uznała.
Podstawowe informacje o Górskim Karabachu, historii i wojnie z lat 1991 – 1994 znajdziesz tutaj

Górski Karabach, czy to samodzielne państwo?

Kiedy przyjechałam do Karabachu, teoretycznie było tak, jakby to było samodzielne państwo. . Wcześniej w Erewanie dostałąm wizę w paszporcie, a na miejscu w Stepanakercie widziałam gmach rządu, parlamentu, odwiedziłąm karabaski MSZ.
Ale… wjechałam na teren tego niby-państwa regularna armeńską linią autobusową. Nie zauważyłam, kiedy przejechaliśmy granicę, nie było żadnej kontroli. Na miejscu czułam się dalej jak w Armenii. To do Erewania jeżdżą tutejsze dzieci na studia, tam szuka się lepszej pracy, robi biznesy, leczy. Nie miałam złudzeń, kto naprawdę rozdaje karty w tym „samodzielnym państwie”. I sami mieszkańcy nie kryli, że marzą o połączeniu z ojczyzną, matką Armenią.

W muzeum miejscowym pracownica zrobiła mi wykład o tym, że Arcach to odwieczne ziemie ormiańskie, pokazała to na historycznych mapach,

Górski Karabach: jak żyć?

Prawie 10 lat po wojnie w Górskim Karabachu były ciągle jej ślady. Ślady kul na balkonie w mieszkaniu moich gospodarzy, leje po bombach na drodze prowadzącej ze Stepanakertu do Szuszy, wypalone kikuty bloków mieszkalnych w Szuszy i mnóstwo historii, opowiadanych przez mieszkańców, świadków i uczestników wydarzeń.

Szusza była w czasach sowieckich kurortem. Położona na wzgórzu ponad Stepanakertem w czasie wojny stała się ważnym miejscem strategicznym. Kto miał Szuszę, mógł ostrzeliwać Stepanakert i wszystko wokół. Dlatego kilkakrotnie przechodziła z rąk do rak, a po wojnie kompletnie opustoszała, straszyła pustymi, wypalonymi oczodołami domów. Kiedy tam przyjechałam, powoli wracało do Szuszy życie.
Przed typowym komunistycznym blokiem, w którym co drugie okno jeszcze albo zabite deskami albo po prostu bez szyby, ławeczka, na niej kilku mężczyzn. My bieżeńcy (uchodźcy) z Baku – mówią. Ormianie, którzy musieli uciekać z Azerbejdżanu. Tutaj żyją ze skromnych zapomóg i emerytur. Narzekają na warunki, na biedę. Opowiedzcie tam w Europie, jak nam tu ciężko. Wszyscy o nas zapomnieli.

karabach chleba pieczenie.jpg
Nora, kobieta około pięćdziesiątki, zaprasza do środka. Właśnie piecze chleb. Prosi, żeby poczekać, poczęstuje. Na razie nie ma nic innego, a tak by chciała ugościć. Ona też z Baku. Tam się urodziła ona, jej mąż, córka. A pewnego dnia sąsiad Azer ich ostrzegł i zdążyli uciec. Z córką nie ma kontaktu od lat, bo jeszcze w latach 80. wyjechała do Groznego w Czeczenii…

Kilkadziesiąt metrów za mieszkaniem Nory plac budowy. Powstaje nowy kościół. To jedyna nowa budowa którą zauważyłam w Szuszy.
Dużo lepiej jest w Stepanakercie. Tu życie toczy się normalnie. Wprawdzie w zimie ciągle nie grzeją kaloryfery, ale tu każdy już ma na wyposażeniu piecyk (tzw. kozę), a na balkonie zapas drewna.

karabach stepanakert osiedle

Wszyscy, z którymi rozmawiałam mają marzenie. Żeby Górski Karabach przyłączyć oficjalnie do Armenii. Tam będzie im lżej żyć. Tym bardziej, że teraz, po wojnie Karabach jest już jednolity etnicznie. Azerów już tu nie ma.

To by było na tyle o Górskim Karabachu. Od prawie 20 lat tamten region nie trafia już na czołówki gazet. Teraz mamy  Krym. I kiedy słyszę, jak krymscy Rosjanie rwą się do Rosji, jak demonstrują, jak Rosja chce ich bronić przed ukraińskimi nacjonalistami, to nie mogę oprzeć się wrażeniu, jak podobny scenariusz był przerabiany w Górskim Karabachu…

O Armenii w kontekście genocydu pisałam na moim blogu. Genocyd

Komentarze (3):

  1. Avatar
    Euro

    Pani Anno!
    Wydaje się, że analogia „Krym – Ukraina – Rosja” i „Górski Karabach – Azerbejdżan – Armenia” nie do końca jest prawdziwa.
    Jeśli chodzi o Krym, to wystepują nie dwie, lecz trzy strony konfliktu narodowościowo-państwowego. Tą trzecią – obok Rosjan i Ukraińców – są Tatarzy krymscy.
    Ich gehenna ciągnie się od 1783 roku, kiedy to Imperium Rosyjskie podbiło i zlikwidowało Chanat Krymski, po czym nastąpiło dramatyczne zmniejszenie populacji tatarskiej na Krymie.
    Władze rosyjskie, tak carskie, jak i sowieckie, konsekwentnie prowadziły politykę kolonizacji rosyjskiej i równoczesnie rusyfikacji Tatarów, co jaskrawo unaocznia procentowy udział ludności tatarskiej na Krymie:
    1795 rok – 87,6%
    1850 rok – 77,8%
    1864 rok – 50,3%
    1920 rok – 26,0%
    1939 rok – 19,4%
    1944 rok – zbrodnicza masowa deportacja Tatarów krymskich do sowieckiej Azji Centralnej (gł. Uzbekistan) i rejon Uralu
    1979 rok – 0,7%
    1989 rok – 1,6%
    2001 rok – 12,1%
    Politykę zagraniczną Rosji znakomicie rozumiał prof. Jan Kucharzewski, premier Królestwa Polskiego (1917-1918), autor dzieła „Od białego do czerwonego caratu”.
    Nie powinno więc dziwić, że w 1919 roku – przebywający na emigracji w Szwajcarii – Dżafar Sejdamet, były przewodniczący Kurułtaju (na dzień przed przewrotem bolszewickim 1917 roku Tatarzy ogłosili niepodległość Krymu, jako Krymskiej Republiki Ludowej), ówczesny delegat rządu krymskiego do rozmów z rządami innych państw, zwrócił się za pośrednictwem polskiego posła w Bernie z prośbą, aby Polska objęła z ramienia Ligi Narodów mandat nad Krymem !
    Pozdrawiam, dr Euro

  2. Avatar
    Euro

    PS. Już starożytni Rzymianie trafnie głosili, że „historia magistra vitae est”.

    Natomiast po upadku Zwiazku Sowieckiego niektórzy naiwni politolodzy na Zachodzie uwierzyli w „koniec historii”.
    Prof. Francis Fukuyama totalnie skompromitował się, jako autor eseju „The End of History?” z 1989 roku i książki „The End of History and the Last Man” z 1992 roku.
    Znakomitym krytykiem tej utopii był prof. Samuel Phillips Huntington, autor dzieła „The Clash of Civilisations” z 1992 roku, który Rosję traktował, jako odrębną cywilizację, ani europejską, ani azjatycką, czyli eurazjatycką.

    Zresztą podobnego zdania był prof. Lew Nikołajewicz Gumilow, syn Nikołaja Gumilowa i Anny Achmatowej.
    Nota bene, w stolicy Kazachstanu Astanie znajduje się Eurazjatycki Uniwersytet Narodowy im. L. N. Gumilowa (ros. Евразийский национальный университет имени Л. Н. Гумилёва, kaz. Лев Гумилев атындағы Еуразия ұлттық университеті) .

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Time limit is exhausted. Please reload the CAPTCHA.

*