Camino portugalskie: gdzie spać

Camino portugalskie jest coraz popularniejsze wśród Polaków, wybierających pieszą pielgrzymkę do Santiago de Compostela. Szczególnie dla tych, którzy trasę francuską mają już za sobą.
O moim camino z Porto do Santiago pisałam obszerniej tuż po powrocie w sierpniu 2013 tutaj: moje camino portugalskie


Jakie jest jeszcze camino portugalskie? Oto parę subiektywnych refleksji dotyczących warunków w albergue:

  • Dokładnie wytyczona trasa, gdzie nie ma obaw o nocleg w albergue, dla caminowiczów którzy idą dziennie około 20 – 25 kilometrów, zaczyna się tak naprawdę w Porto. Do Santiago stąd mniej niż 250 kilometrów, z tego tylko połowa trasy znajduje się na terenie Portugalii, reszta już w hiszpańskiej Galicji.
  • Około 100 kilometrów przed Santiago w schroniskach (albergue) zaczyna być tłoczno, i jeśli zależy nam na tej formie noclegu, nie można się ociągać po drodze. Warto przychodzić na planowane miejsce już około 13. Potem miejsc brakuje.
  • Moje albergue, te w których spałam to: Vilarinho, Barcelos, Lugar do Corgo, Ponte de Lima, Rubiaes, Tui, Mos, Pontevedra, Caldas de Reis, Padron, Santiago de Compostela.
    Tui znajduje się już na terenie Hiszpanii, tuż za granicą.

Vilarinho. Spałam w albergue prywatnym ­ (na trasie są kierujące do niego oznaczenia). Mały, dwuosobowy pokój w budynku w ogrodzie, na zewnątrz pralnia, basen. W pobliżu sklep spożywczy i bar. W miasteczku znajduje się także niewielkie albergue miejskie (kilkuosobowe).

Barcelos. Albergue blisko centrum, ale już na rynku łatwo zgubić drogę. Poszłyśmy dalej, odnalazłyśmy szlak, ale dopiero jakieś kilometr dalej zorientowałyśmy się, że wychodzimy już z miasta. Wróciłyśmy do centrum i tam, pytając, odnalazłyśmy niewielkie albergue. Ponieważ nie było już miejsc w sypialniach, spałyśmy na polówkach w wielkiej recepcji. Klucz do albergue znajdował się w restauracji obok. Tuż przed Barcelos, po drugiej stronie rzeki, przed mostem w Barcelinos także znajdowało się albergue, ale ze względu na odbywający się właśnie festiwal, wszystkie miejsca były zajęte przez jego uczestników.

Lugar do Corgo, czyli Casa da Fernanda. O tym miejscu usłyszałam od barmana w miejscowości Sao Pedro de Rates. Polecił prywatne albergue Fernandy i Jacinta. Znajduje się przy trasie, pomiędzy Tamel a Ponte de Lima. Drewniany barak z werandą w ogrodzie na 12 miejsc, z dwiema łazienkami. Idealne zaciszne i kameralne miejsce, a co najważniejsze – atmosfera więcej niż domowa. Gospodarz na powitanie, bez pytania postawił dzbanek wina i przekąski i oświadczył, że prawdziwy posiłek będzie, jak żona wróci z pracy. Była więc i kolacja, było i śniadanie. Cena za wszystko? Donativo!

Ponte de Lima. Jedno z najpiękniejszych miasteczek na trasie. Żeby dojść do albergue, trzeba przejść najpierw przez aleję platanów wzdłuż rzeki, potem stare zabytkowe miasteczko, przejść przez średniowieczny kamienny most i dopiero po drugiej stronie (po prawej) znajdziemy schronisko. Z tego co pamiętam było otwarte dopiero od godziny 16), zaadaptowane w starej kamienicy obok muzeum miejskiego. Pierwsze z dużych schronisk na trasie. Duża sypialnia (charakterystyczne łóżka obite granatową dermą), piętro niżej kuchnia i łazienki. W pobliżu ciekawy park oraz błonia nad rzeką Limą. Miasteczko turystyczne z niezliczoną liczbą restauracji i barów. Prawie wszystkie skoncentrowały się po drugiej stronie rzeki (tej, skąd przyszliśmy)

Rubiaes. Albergue w dawnej szkole. Wyremontowany stary kamienny budynek na uboczu wsi, ale tuż przy trasie camino, nie sposób przeoczyć. Kilka sal, niewielki dziedziniec. Cały teren ogrodzony. Do restauracji trzeba podejść kilkaset metrów.
Tui. Pierwsze miasteczko na terenie Hiszpanii. Żeby przedłużyć sobie pobyt w Portugalii, można się zatrzymać w Valency. Obydwa miasta, położone na dwóch brzegach granicznej rzeki, są urokliwe i zabytkowe. W Tui znajduje się kilka schronisk. Ja zatrzymałam się w miejskim na tyłach katedry. Kilkadziesiąt miejsc noclegowych, porządki już galicyjskie (stała cena 6 euro, taki sam bilet pokwitowania, podobny wystrój we wszystkich albergue).
W Tui skończyło się moje niespieszne i kameralne wędrowanie szlakiem. Stąd niewiele ponad 100 kilometrów do Santiago i od tego dnia na camino pojawiły się tłumy, najczęściej Hiszpanów, którzy pędzili na wyścigi, żeby zająć sobie miejsce w albergue. To nie był nawet marsz, to był bieg! Zwłaszcza, jeśli byli to młodzi ludzie (lipiec i sierpień – wakacje. Nie studentów i tych, którzy mogą wybrać się niekoniecznie w środku wakacji zachęcam do pielgrzymowania np. w czerwcu lub wrześniu – mniej gorąco i mniej tłoczno).

Mos. Schronisko położone w niezłym miejscu, niewielkie, ale… miałam zastrzeżenia (po raz pierwszy na camino) do jego czystości. Szkoda, że nie miałam dość siły, żeby tego dnia pójść dalej, np. do Redondeli, a potem spokojnie nacieszyć się szlakiem wzdłuż zalewu z przepięknymi widokami.

Pontevedra. Pierwsza porażka na camino, czyli brak wolnych miejsc w albergue. Konieczność nocowania w hotelu (25 euro na głowę, bez śniadania). To prawda, dotarłyśmy tam dopiero około godziny 16, ale przecież w tym albergue znajdują się aż 54 łóżka! Od tego dnia wychodziłyśmy jeszcze wcześniej (między 5 a 6 rano, tak jak wszyscy) i jak wszyscy starałyśmy się zdążyć przed 13, żeby znaleźć jeszcze wolne miejsce do spania. Kiedy kilka dni później wracałyśmy z Santiago do Lizbony autobusem, przejeżdżałyśmy koło albergue w Pontevedra. Była godzina 11 przed południem, a przed schroniskiem stał ogonek caminowiczów. Czekali na otwarcie o 13. Wydaje mi się, że w momencie otwarcia był już komplet.

Caldas de Reis. Kolejne średniowieczne kamienne miasteczko. Trochę zapuszczone, ale urocze. Albergue takie sobie. Ciasne i hałaśliwe. Miejsc już nam tym razem wystarczyło, ale wylądowałyśmy na materacach na podłodze. Co mi w nim doskwierało? Brak miejsc do wysuszenia bielizny na zewnątrz.

Padron. Albergue na wzgórzu, w budynkach poklasztornych. Schludne i czyste, piętrowe łóżka. W odróżnieniu od poprzedniego (w Caldas de Reis), tu już była duża suszarnia na zewnątrz. Ostatni mój przystanek przed Santiago.

Santiago de Compostela. Już po raz drugi (wcześniej w 2007 roku, kiedy szłam trasą francuską) spałam w tym samym albergue, ulokowanym w wielkim budynku Seminario Menor z widokiem na dachy starego Santiago i wieże katedry. Albergue mieści się na kilku piętrach, w ogromnych salach w równych rzędach rozstawiono polowe łóżka. W tym miejscu można zostać więcej niż jedną noc (to wyjątek, wszędzie indziej na trasie tylko jedną noc i należy opuścić albergue do 8 rano). No i to albergue kosztowało w 2013 roku 12 euro. Wszystkie poprzednie 5 lub 6.

Mój numer jeden? Top one to zdecydowanie Casa Fernanda w Lugar do Corgo.

Albergue zasady:

  • Schroniska otwierane są zazwyczaj o godzinie 13 (w niektórych wypadkach nawet później).
  • Opłata – 5 lub 6 euro (to ceny z 2013, w 2007 w galicyjskim municypalnych schroniskach było to 3 euro), albo donativo (co łaska) do skarbonki. Na mojej trasie portugalskiej donativo miałam w Barcelos oraz Lugar do Corgo.
  • Opuścić albergue należy zwykle do godziny 8 rano.
  • Posiłki: w każdym albergue jest kuchnia, często wyposażona w jakieś garnki, talerze, sztućce. Na wiele nie ma co jednak liczyć. Niektórzy pielgrzymi gotują sobie jakieś makarony czy warzywa, ale do tego potrzeba jeszcze dobrego sklepu spożywczego w pobliżu. To nie zawsze idzie w parze z albergue. Za to mamy prawie 100 procent pewności że będzie jakiś bar, gdzie za 10 do 15 euro zje się prawdziwy (portugalski lub hiszpański) posiłek.
  • Wszystkie albergue są koedukacyjne. Sale zwykle wieloosobowe, łóżka często piętrowe.
  • Pielgrzymi korzystają z własnych śpiworów. Rzadko można dostać koce do przykrycia, a raczej trzeba przyjąć, że ich nie ma.
  • Zdarza się, że na salę sypialną nie można wchodzić w butach (zostawiamy je do wymycia z błota i kurzu i wywietrzenia wszystkie w jednym wyznaczonym miejscu).

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Time limit is exhausted. Please reload the CAPTCHA.

*