Polskie schrony Obszaru Warownego „Śląsk”. Było ich około 180 wzdłuż granicy z Niemcami, od Niezdary na północy po Wyry na południu. Prawie 60 kilometrów fortyfikacji. Do dziś zachowała się większość z nich. W jakim stanie – to już zupełnie inna historia.

Kilka z tych umocnień mieli okazję obejrzeć w ostatnią sobotę, 30 sierpnia uczestnicy wycieczki zorganizowanej przez Muzeum Miejskie w Rudzie Śląskiej oraz Stowarzyszenie na Rzecz Zabytków Fortyfikacji „Pro Fortalicium”.Pro Fortalicium opiekuje się w tej chwili 30 obiektami. 17 z nich jest już udostępnionych do zwiedzania, w 13 trwają różnego rodzaju prace zabezpieczające i restauracyjne.

O stowarzyszeniu i historii Obszaru Warownego Śląsk wiecej informacji tutaj

A oto co zobaczyli uczestnicy wycieczki, zorganizowanej dwa dni przed wybuchem wojny?

Schrony Ruda Śląska

Punkt oporu wzgórze 319 w Nowym Bytomiu i Czarnym Lesie w Rudzie Śląskiej. Przewodnicy z Pro Fortalicium i muzeum w Rudzie Śląskiej zaproponowali zwiedzanie trzech obiektów: schronów bojowych nr 30, 31 i 33. Dwa pierwsze ulokowane są z dala od zabudowań mieszkalnych, na nieużytkach i nie są jeszcze odrestaurowane – nie polecam samodzielnej eksploracji. Trzeci w ostatnich latach znalazł się na obrzeżach nowo wybudowanego osiedla w rejonie ulicy Cynkowej. Stowarzyszenie przygotowało go już do zwiedzania.

Zobacz zdjęcia:

Chorzów, schron dowodzenia.

Schron dowodzenia znajduje się w parku na górze Redena w Chorzowie. Łatwo dostępny, bo to zaledwie kilka minut spaceru z Centrum Handlowego AKS, poza tym położony tuż przy parkowych alejkach. To schron ogromny, dwukondygnacyjny, choć z zewnątrz widać zaledwie ułamek potężnych murów. Mieściło się tu dowództwo całego obszaru warownego, był przed wojną zakonspirowany, nie umieszczany na żadnych planach (choć, jak mówi Dariusz Pietrucha, prezes zarządu Pro Fortalicium, Niemcy znali jego położenie). Opuszczony, jak pozostałe schrony w pierwszych dniach Września 39 roku. Po wojnie do końca lat 80. ubiegłego wieku był w użytkowaniu obrony cywilnej, potem przez kilka lat był miejscem, do którego próbowali dobierać się złomiarze i amatorzy tanich trunków. W końcu zasypano go tak skutecznie, że na kilkanaście lat zniknął zupełnie ze świadomości mieszkańców. – W roku 2008 w porozumieniu z miejskim konserwatorem zabytków postanowiliśmy go odrestaurować. Miasto wyłożyło na ten cel około 160 tysięcy złotych. Od 2012 roku, od otwarcia odwiedziło go około 3,5 tys. Osób. Zrobiło się fajne miejsce w Chorzowie – niedaleko Sztygarki i Parku Śląskiego – mówi Dariusz Pietrucha.

Więcej na temat schronu, jego wyposażenia czytaj tutaj:

Zwiedzanie – po umówieniu się pod numerem telefonu 663 745 323

Schron w Świętochłowicach Piaśnikach

Świętochłowice Piaśniki, schron bojowy. I ten schron, podobnie jak chorzowski, można zwiedzać. Opiekuje się nim świętochłowickie koło stowarzyszenia Pro Fortalicium. Wcześniej pasjonaci historii pieczołowicie go odrestaurowali, starając się zachować wszystkie elementy tak, jak funkcjonowały w oryginale – począwszy od elektryczności, wentylacji, poprzez elementy wyposażenia. Znajduje się w parku, jest łatwo dostępny. Przed schronem obszerna tablica informacyjna i o historii, i o możliwości zwiedzania.

Oto zdjęcia schronu:

A tym, którzy dotarli do końca tego wpisu polecam jeszcze krótki materiał o kapitanie Raginisie, bohaterze pod Wizną. Oto link

 

Komentarze (5):

  1. Avatar
    Robert

    Jaki, znowu, piekny przyklad na jednostronnosc polskiej „edukacji” i „informacji”:
    polskie bunkry ciekawe, a niemieckie kilka km obok lub naprzeciw juz nie.
    A obie linie „warowne” sa równolegle, tak samo górnoslaskie
    i tak samo czescia jednej i tej samej – slaskiej – historii.

    Cuy Wy sie Polacy nigdy nie zmienicie ?

    1. Avatar
      ślonzok

      Szanowny Panie Robercie
      Z Pana wypowiedzi można wywnioskować pewnego rodzaju oburzynie na jednostronność czytej polskość uczynio o ślonsku. Niy poradza spokopić czamu takie wnioski.
      Może zacznymy od poczontku bo ziymie slonska noleżały do
      Polski
      Czechow
      Austrowyngrow
      Niymcow
      w cołkich ich dziejach, a czynsto sie uważo, co ślonsk nigdy niy boł pod zaborami, bo zawsze do kogoś noleżoł. Mało tego boł krotki epizod co ślonsk mioł swoja autonomio, a boło to ino wtynczoś jak noleżoł do II rzeczpospolityj polskij i nigdy wcześnij ani późnij, to tyla co do historii przed II wojnom światowom, a co do fortyfikacji to powiym tak.
      Ślonsk podzielony miyndzy polskom a niymcami powstajom bonkry po obuch stronach, z tom jednak różnicom, że po stronie polskij do obrony, a po niymieckij do propagandy coby szło pedzieć, że niymcy sie boli polokow, a za dowod niych bydzie fakt, że przed wojnom niymcy na swijij lini skończyli budować ino pora obiektow, a cołko resza nigdy skończono niy zostałą. Stowarzyszynie jednak wspomino czynsto przi okazji zwedzanio schronow polskich o ich odpowiednikach niymieckich, pokazuje umundurowanie i uzbrojynie niymieckich wojokow i godo o służbie ślonzokow w armii niymieckij z przimusu jak i z dobryj woli. Co do Pana drugij wypowiedzi to jest Pan w błyndzie godajonc o schronie dowodzynio, bo wszystkie scrony obszaru warownego ślonsk zostały opuszczone w nocy z 2 na 3 września na mocy rozkazu wyższego dowództwa w celu wsparcia działań w innym rejonie – niemcy stosowali blitzkrieg a nie wojne pozycyjni o trzeba było być mobilnym a nie stateczym i stąd ten rozkaz. Patrząc na inny aspekt historii to niemcy napadły stosując nojpiyrw akcję „Tannenberg” mającą na celu stworzenie szeregu prowokacji na granicy, a jej częścią była prowokacja w gliwickiej radiostacji. Na koniec niych Pan jeszce poczyto o napadzie na wieluń kaj niymcy zrobiyli nocny nalot i bombardowali głównie szpital czego wcześnij nikaj niy było. I niygodołbych tu farmazonow o jednostronności edukacji, ani informacji.

  2. Avatar
    Robert

    Chorzów: schron „dowodzenia” – schron tylko dla swoich i z którego nigdy nie dowodzono. Bo sie „wycofano”. M.in. ze strachu przed miejscowa ludnoscia.

    „nie umieszczany na żadnych planach” A to najlepszy wic, wtedy jak i dzisiaj ! 🙂
    Przeciez budowa tego obiektu trwala dlugo, cale miasto wiedzialo, a ci abstrakcjynjni „jacys tam” Niemcy oczyiwscie tez byli swietnie poinformowani i wiedzacy, w koncu mieszkali na ulicach obok tzn. ponizej, ale tez w sasiednich miastach, takze po drugiej stronie granicy.

    Niejaki (oczywiscie przyjezdny) polski oficer o nazwisku Witkowski biegal zreszta przez ostatnie kilka miesiecy po calym miescie i agitowal, pardon: organizowal w tym temacie. Wiec czy „zamilczenie” bunkru na mapie nie jest dobrym zartem ? :-))))

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Time limit is exhausted. Please reload the CAPTCHA.

*