Pendolino i inne pociągi. Rosja, Szwajcaria, Iran, Peru, Gruzja, Indie

Kategorie: Europa, Podróże świat

Tagi: , , , ,

14 grudnia 2014 roku ekscytujemy się w Polsce uruchomieniem Pendolino. Bo właśnie dziś nowoczesny pociąg ruszył na kilka polskich tras kolejowych. Pewnie nieprędko nim pojadę (ostatnio częściej niż z kolei korzystam w Polsce z usług konkurencyjnych linii autobusowych – i do Krakowa i Warszawy, a tam jeżdżę najczęściej, mają dla mnie korzystniejsze oferty), ale przy okazji zrobiłam sobie top 5 moich najciekawszych podróży koleją.


1. Kolej transsyberyjska
Wygrywa bezapelacyjnie, nie tylko dlatego, że trwała najdłużej (od wtorku do niedzieli), jechałam z grupą znajomych z Siewierobajkalska do Moskwy. Było to przedziwne doświadczenie. W momencie jak pociąg ruszy, nie ma sensu patrzeć na zegarek, nic sensownego z niego nie wyczytamy. Pociąg jedzie na zachód , mija wiele stref czasowych, wschody i zachody słońca nie mają nic wspólnego z tym, co widzimy na swoich zegarkach. Wiadomo tylko, że co kilka godzin pociąg zatrzyma się na jakiejś stacji, pociąg opadną wtedy chmary handlarzy, można będzie kupić od nich coś do jedzenia (tzw. babuszki mają pełną ofertę dań kuchni rosyjskiej). A pomiędzy stacjami można spać, czytać, oddawać się rozrywkom towarzyskim ze współtowarzyszami podróży. I tak przez kilka dni i nocy. Przy czym noc przychodzi o zupełnie innej porze niż się spodziewamy. Za oknem piękne syberyjskie krajobrazy. Najbardziej podobało mi się, kiedy kilometrami jechaliśmy przez słynne lasy brzozowe. Należy tylko pamiętać o kilku zasadach. Najważniejsza w wagonie jest prowadnica, czyli konduktorka-stewardesa. To ona tu rządzi i decyduje. Narażenie się jej poskutkuje np. zamknięciem przez nią toalety… A propos toalety: jest zamykana jakieś pół godziny przed wjazdem do każdego syberyjskiego miasta i pozostaje zamknięta jakieś pół godziny po ruszeniu ze stacji. A ponieważ postoje w tych miastach są długie, warto pamiętać o tej zasadzie…
Wszystkie miejsca w pociągu transsyberyjskim są leżące, ale od rodzaju biletu zależy komfort. Najtańsze to tzw. plackartnoje – miejsca w wagonach kilkudziesięcioosobowych. Ja jechałam w wagonie z przedziałami 6-osobowymi.

Jakieś dwieście kilometrów od Moskwy nagle krajobraz robi się „ciasny” od wsi, stacyjek, i podmoskiewskich daczy. nasz pociag się nie zatrzymuje, ale stacje pełne sa Rosjan, obładowanych torbami i plecakami, wracających z daczy do Moskwy.

Ten pokaz slajdów wymaga włączonego JavaScript.

2. Koleje szwajcarskie. Najbardziej szpanerskie i luksusowe, którymi do tej pory jechałam. Opisałam je zresztą na blogu w tym miejscu: Koleje Retyckie, więc nie będę się powtarzać.

Ten pokaz slajdów wymaga włączonego JavaScript.


3. Koleje indyjskie. Nie wspominam ich miło. Nie czułam się w nich bezpiecznie. Najpierw trzeba było przeżyć wielogodzinne niekiedy oczekiwanie na brudnym dworcu, opędzając się od żebraków a zdarzyło się, że i od szczurów, odwracając wzrok od Hindusów załatwiających potrzeby fizjologiczne wprost na tory. Trzeba było zdobyć bilet przepychając się do kasy z uruchomieniem łokci (kolejka oznacza tłumek wokół kasy, gdzie bilet kupuje ten, kto się do niej dopcha, a gdybym grzecznie czekała na swoją kolej, pewnie stałabym tam do dzisiaj). Potem wypełnianie formularza (Tak! przy kupowaniu biletu trzeba wypełnić kwit z imieniem i nazwiskiem i danymi z paszportu. Bilety są imienne, a na wagonach wiszą listy z nazwiskami pasażerów). Zresztą, zdarzyło się także, że nie było już miejsc na pociąg i przyszło czekać kilkanaście godzin na kolejny. Potem podróż: pilnowanie bagażu, pilnowanie swojego miejsca , uodpornienie się na to, że jest się nachalnie obserwowanym przez kilkanaście par ciekawskich oczu i każdy twój ruch jest komentowany. No i ten brud…

Ten pokaz slajdów wymaga włączonego JavaScript.


4. Pociąg z Cuzco do Machu Picchu w Peru. Pociąg turystyczny z pokazem mody i częścią artystyczną w pakiecie. Bilet kosztował kilkadziesiąt dolarów ale nie miałam szansy na kupienie normalnego, dla normalnych ludzi na tej trasie. Byłam cudzoziemką, turystką, a turyści płacą haracz…

Ten pokaz slajdów wymaga włączonego JavaScript.


5. Pociąg z Uplisciche do Tbilisi w Gruzji. Największy rzęch na torach, jakim w życiu jechałam. Było to prawie 15 lat temu. Pieniądze za bilety pobierał konduktor w prywatnym ubraniu, biletów nie wydawał (czy to był na pewno konduktor czy przebieraniec, do dziś nie wiem, ale wszyscy pasażerowie spokojnie mu płacili ustaloną cenę, on wydawał resztę, więc chyba jednak to był konduktor…) Współpasażerowie jako bagaż mieli albo obwiązane sznurkiem pudła, albo… wiadra ocynkowane, w których wieźli do miasta płody rolne. „piękna nasza Gruzja, prawda?” – pytała retorycznie kobieta z siedzenia naprzeciwko… A kiedy wysiadła, jej miejsce zajęła młoda kobieta z mężem. Jechali do szpitala, ona była ledwie przytomna, mdlała, on jej ocierał pot z czoła, a pociąg wlókł się niemiłosiernie… Nie wiem, co jej było, ale te oczy pełne bólu pamiętam do dziś.
6. Miało być top 5, ale nie mogę nie napisać o jeszcze jednej podróży – z Teheranu do Bander e-Abbas w Iranie. Z północy na samo południe kraju. 22 godziny w podróży. Troje Polaków i trzech Irańczyków. Długa podróż to i mnóstwo czasu na rozmowy. Był ramadan, więc po zachodzie słońca pociąg się zatrzymał i wszyscy pasażerowie mężczyźni wyszli na modlitwę. Kiedy wrócili, a pociąg ruszył,  Iranczycy z naszego przedziału wyciągnęli wałówkę i zaczęła się uczta. Tak smacznej sałatki jajecznej jak wtedy nigdy już potem nie jadłam.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Time limit is exhausted. Please reload the CAPTCHA.

*