Fasnacht, czyli karnawał w szwajcarskiej Bazylei został oficjalnie wpisany na listę niematerialnego światowego dziedzictwa kulturowego UNESCO. To drugi szwajcarski produkt, któremu przyznano znak dziedzictwa niematerialnego UNESCO (ten pierwszy to festiwal wina w Vevey). Decyzja o wpisaniu karnawału Fasnacht w Bazylei zapadła w ubiegłym tygodniu, 7 grudnia 2017 roku na posiedzeniu komitetu UNESCO na wyspie Jeju w Korei Południowej.

Uczestniczyłam w Fasnacht w roku 2015. Oto moje wrażenia z tego wyjątkowego wydarzenia:

Fasnacht zaczyna się każdego roku w poniedziałkowy ranek (jeśli przyjmiemy że godzina 4 to już ranek, a nie noc) wielką paradą Morgenstreich w 5 dni po Popielcu.

Kiedy w poniedziałek 23 lutego 2015 r kilkanaście minut po trzeciej nad ranem wyszłam przed hotel, zobaczyłam tłum, ciągnący z dworca kolejowego w kierunku starego miasta. Szli ludzie w każdym wieku, rodziny z dziećmi, niektórzy już w kostiumach nawet z maskami na twarzach. W okolicach rynku, wzdłuż uliczek, którymi za kilkadziesiąt minut miał sunąć pochód Morgenstreich, stali już ci, którzy zjawili się tam zapewne jeszcze przed trzecią w nocy. Z każdą chwilą tłum gęstniał, na ulicach zaczęli się ustawiać także członkowie poszczególnych grup, którzy mieli wziąć udział w paradzie. W Bazylei mówi się o tych zespołach: kliki. W języku polskim słowo klika ma raczej pejoratywne znaczenie, ale w znaczeniu pierwotnym to po prostu grupa osób, spotykająca się w konkretnym celu. Tutaj celem jest właśnie karnawał. Bazylejskie kliki są zespołami zamkniętymi, funkcjonującymi od lat, ze swoimi strukturami. Bywają kliki niewielkie, kilkuosobowe i rodzinne, bywają też kilkudziesięcioosobowe. Razem tworzą wielką grupę około 2 tysięcy osób, która każdego roku dostarcza rozrywki sobie, współmieszkańcom i turystom. A oprócz tych „klik oficjalnych”, zarejestrowanych przez komitet organizacyjny karnawału, można spotkać także grupki nieoficjalne, niezrzeszone, które też chcą się zaprezentować.

Punktualnie o czwartej, równo z wybiciem zegara ratuszowego, zgasły wszystkie światła uliczne i w ciemnej nocy zapłonęły lampiony i rozległ się dźwięk piszczałek i bębnów. Parada ruszyła, jednocześnie z kilku uliczek wyszły setki przebierańców z lampionami i niewielkimi rozświetlonymi platformami. Maszerowali tak w takt muzyki, przechodzili przez rynek, mijali się i krzyżowali, znikali w bocznych uliczkach by za moment pojawić się z innej strony. I tak mijała godzina za godziną… Tłum zaczął się powoli rozchodzić, ale nie do domów… O piątej rano były już otwarte wszystkie knajpki i restauracje i trudno było znaleźć wolne miejsce. Tradycyjne śniadanie tego dnia po Morgenstreich to zupa mączna (o smaku nie napiszę, nie jadłam) i placek serowy lub cebulowy (jadalne, nawet smaczne – to piszę na podstawie doświadczenia). Do knajpek zaglądali też przebierańcy, zdejmowali maski, kładli instrumenty, posilali się, bywało że i procentami, i wracali na ulice maszerować…

O godzinie dziewiątej rano wyszłam znowu na stare miasto. Było już raczej pustawo, ale kilkanaście grup dalej maszerowało. Charakterystyczne dźwięki słychać było to tu, to tam, z zaułków wychodziły grupki czasem kilkunasto-, czasem kilkuosobowe…

Te dźwięki to marsze – nawiązujące do starych marszów wojskowych różnych armii. Częsta kiedyś obecność obcych wojsk w Bazylei sprawiła, że repertuar marszów mają tu całkiem pokaźny. Podobno duży wkład miał tu sam Napoleon, entuzjasta orkiestr marszowych…Pewnie gdyby nie deszcz, który zaczął padać przed południem, amatorów piszczałek i bębnów byłoby jeszcze więcej.

I tak do południa, bo potem na ulice wrócili znowu wszyscy, i widownia, i kliki w komplecie – zaczęła się kolejna parada i kolejne godziny imprezy. Atmosfera robiła się coraz luźniejsza.

Do poważnych dźwięków piszczałek i bębnów zaczęły dołączać grupy Guggenmusik, kolejna szwajcarska specjalność. To także poprzebierane zespoły – kliki, tyle że ich muzyka jest bardziej skoczna. Grają zwykle znane przeboje muzyki popularnej i jazzu w charakterystycznych aranżacjach (wiele naszych orkiestr górniczych mogłoby im podać ręce).

Maszerujący częstowali publiczność owocami, obdarowywali kwiatami.

Wieczorem kliki maszerowały i grały dalej, a miasto coraz bardziej tonęło w confetti. Na chodnikach i ulicach były ich całe tony (w popularnych marketach w mieście sprzedawano je w dużych workach po około 30 franków). Zabawa trwała też w knajpkach i restauracjach…

Następnego dnia w miejscowej prasie napisano, że z powodu deszczu było w tym roku mniej oglądających parady. Pogoda dała się też we znaki… bębnom. Niedaleko Rynku (Marktplatz) uruchomiono nawet doraźny „szpital bębnowy”.W poniedziałek trzeba było udzielić pomocy około 20 bębnom, którym zaszkodził deszcz. (Wymiana membrany to ok. 200 CHF).

Ten pokaz slajdów wymaga włączonego JavaScript.

Kliki i larwy z Bazylei

Każda grupa wyróżnia się kostiumami i maskami na twarzach, które przygotowywane są zazwyczaj każdego roku od nowa (choć czasami są tylko wzbogacane aktualnymi elementami).

Fasnacht jest takim czasem w roku, kiedy za pomocą dowcipu, ironii i humoru Szwajcarzy komentują to wszystko, co poszło nie tak w polityce, sporcie, życiu kulturalnym i sprawach społecznych w ciągu ostatnich 12 miesięcy. Wyrażają to przez kostiumy i maski, wypisując hasła i teksty na lampionach. Jest takie niepisane prawo, że można odważyć się się na dużo więcej niż w zwykłej, codziennej krytyce, ale i tak nad poprawnością i nieprzekraczaniem granic obyczajowych czy prawnych czuwa komitet karnawału. Najczęściej komentowane są wydarzenia i sprawy lokalne, choć w dobie globalizmu to się zmienia. W tym roku zauważyłam np. lampion przedstawiający  Putina w kontekście krymskim.

W bazylejskim dialekcie maski, które noszą przebierańcy nazywają się z łaciny „larwami”. Są obowiązkowym elementem stroju (tylko dzieci mogą pozwolić sobie na malowanie twarzy, reszta ubiera „larwy”). Wiele grup produkuje swoje własne, oryginalne maski. Są robione samodzielnie w technice papiermâché albo zamawiane w profesjonalnych wytwórniach, których w Bazylei nie brakuje. Są wśród nich maski – klasyki, powtarzające się od lat. Najpopularniejsza z nich to Waggis (prawdopodobnie parodia alzackiego chłopa), Alti Dante czyli „stary wuj” pochodzący z okresu biedermeier , Arlekin, Pierrot i inne postaci z komedii dell arte, maski przypominające żołnierzy napoleońskich, Dummbeeter – oryginalnie trębacz z czasów rococo, Blätzlibajass w kostiumie składającym się z setek albo i tysięcy kawałeczków materiału czy Ueli który swój rodowód ma w średniowiecznym błaźnie.

Poważne Morgenstreich

Pierwsze moje wrażenie, kiedy zobaczyłam Morgenstreich: czemu to takie smutne? Miałam wrażenie że oglądam raczej jakąś pokutną procesję (posłuchajcie tej muzyki na wideo poniżej). Było nastrojowo i niesamowicie. Nastrój potęgowała ciemność i muzyka. Potem w ciągu dnia na szczęście pojawiły się weselsze elementy.

Bo ten szwajcarski karnawał to i radość życia, i melancholia, i taniec śmierci, i radość Guggenmusik i projekty teatralne i parady dzieci.  Jest różnorodny. Podobno, bo nie wszystko miałam okazję zobaczyć. We wtorek, kiedy odbywał się karnawał dzieci oraz specjalne koncerty Guggenmusik byłam już w samolocie do domu. Wiem tylko, że Fasnacht kończy się podobnym rytuałem jak Morgenstreich. Tym razem nazywa się Endstreich i odbywa 72 godziny po Morgenstreich, krótko przed 4 rano w czwartek.

Tradycja karnawału w Bazylei ma tradycję bardzo długą – początki sięgają czasów celtyckich. Jak było we wczesnym średniowieczu, nie wiadomo, bo w roku 1356 miasto dotknęło trzęsienie ziemi i miejskie archiwum z dokumentami spłonęło. Ale jest dokument z roku 1376 – o Fasnacht dzień przed Środą Popielcową. Przeszedł do historii jakozły Fasnacht”, bo skończył się krwawą walką  mieszczan i części rycerzy. W czasach surowej Reformacji ucztowanie i wspólne swawole pomiędzy Bożym Narodzeniem a Wielkim Postem były raczej ograniczone. Potem karnawałowe parady odbywały się w kontekście przeglądów wojskowych organizowanych przez cechy i miejskie stowarzyszenia.

I tak przez kolejne wieki aż do XIX. Te XIX-wieczne parady stanowią wzór dla współczesnych. Tyle że z powodów bezpieczeństwa płonące pochodnie zastąpiono latarniami i lampionami. I stopniowo  muzycy, maski i kostiumy stawali się tacy jak dzisiaj. A tematyka nabierała bardziej satyrycznego charakteru i zaczęła dotykać także problemów politycznych. A skąd wziął się ten „postny” termin? W Bazylei postanowiono trzymać się starego, oryginalnego terminu Wielkiego Postu z roku 600. Data ta w innych obszarach Europy została przesunięta w roku 1091.

A zupełnie inną karnawałową paradę ogladałam w 2018 roku na portugalskiej wyspie Madera. Oto karnawał na Maderze

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Time limit is exhausted. Please reload the CAPTCHA.

*