Oficer rosyjski zobaczył na półkach jeszcze dość dużo pudełek blaszanych stojących obok siebie, zdjął jedno a — czytając na nim napis: „pasta do zapuszczania podłóg” z uśmiechem zwycięstwa rzekł dość głośno, niby sam do siebie: „o! pastet!” i wsunął w kieszeń. Brzmi znajomo? Nie, to nie opis wejścia Armii Czerwonej na Ślask w roku 1945. To opis okupacji rosyjskiej w Gorlicach sprzed stu lat. 

Gorlice (obecnie niecałe 30 tysięcy mieszkańców) byłyby pewnie do dziś słabo znanym miasteczkiem podkarpackim, gdyby nie dwa epizody. Pierwszy to skonstruowanie przez mieszkającego tu Ignacego Łukasiewicza lampy naftowej, dzięki czemu pod koniec wieku XIX miejsce to stało się kolebką i ważnym ośrodkiem przemysłu naftowego. Drugi epizod to wielka bitwa, która rozegrała się w okolicy w roku 1915 i do historii przeszła jako bitwa gorlicka. Za kilka  dni minie równo 100 lat od tego wydarzenia.

Bitwa gorlicka: rocznica

Powiat gorlicki i miasto Gorlice odliczają dni do 100 rocznicy wielkiej bitwy Wielkiej Wojny – bitwy gorlickiej. Z tej okazji na początek maja zaplanowano szereg uroczystości – i sesję naukową o cmentarzach Wielkiej Wojny (pisałam o nich, polecam wpis o nich pod tym linkiem: Cmentarze Wielkiej Wojny w Galicji) i parady orkiestr wojskowych i grup rekonstrukcyjnych, i specjalne wystawy w gorlickich , i koncerty patriotycznych pieśni, i rekonstrukcję bitwy (ma w niej wziąć udział ponad 500 rekonstruktorów), wreszcie wielkie widowisko „Gdy grzmią działa muzy nie milkną”. Zaplanowano wiele wydarzeń, które mają trwać od 30 kwietnia do 3 maja w Gorlicach, Sękowej, Łużnej. Wiecej tutaj: Obchody 100-lecia bitwy gorlickiej

O tym, jak ważna była bitwa gorlicka dla losów Wielkiej Wojny napisano wiele. Chcącym sobie odświeżyć historię podaję adres: Bitwa gorlicka, fakty

Teraz chciałabym przypomnieć nie samą bitwę, ale historię wojenną samych Gorlic i jego mieszkańców od czasów, kiedy do miasta weszli Rosjanie, aż po pierwsze dni maja 1915 roku, kiedy po bitwie (potem nazwanej gorlicką) pozostała z Gorlic kupa gruzu.  Ale na początek cytat

…kradli wszyscy bez wyjątku, bez względu na szarżę nawet i oficerską. Dla ilustracyi fakt, jaki miał miejsce 6 stycznia. W nocy z 5. na 6. miałem dyżur nocny w magistracie; wtem dają mi znać policyanci, że banda sołdatów wpadła do sklepu Kółka rolniczego tuż obok magistratu położonego i rabuje tam wszystko w niemożliwy sposób pustosząc całe urządzenie sklepowe. Wziąłem ze sobą naczelnika karaułu i poszedłem wraz z nim na miejsce czynu. Okazało się, że banda ta gospodarowała w sklepie przy spuszczonych żaluzyach, — tak, że na zewnątrz trudno to było zbadać — już od godz. 4. popołudniu aż do mego przybycia o godz. 2. w nocy. Można sobie wyobrazić, jak tam wyglądało. Beczki z oliwą rozbite, oliwa zalała całą podłogę w sklepie i w magazynie, a w niej kąpały się różne artykuły spożywcze powyrzucane z szuflad — więc i cukier i kawa i herbata i rodzynki i mąka rozsypana, która zmieszawszy się z oliwą utworzyła formalne błoto, tak że na widok tego spustoszenia sam naczelnik karaułu wypędzając rabusiów, krzyknął: „won sukinsyny”. Chcąc dać dowód oczywisty oficerowi, który wprawdzie nie jako komendant miasta, ale jako dowódzca tego oddziału wojsk mieszkał już w Gorlicach, a który już 2. dni przedtem, gdy zarzucałem wobec niego w magistracie rabunki sołdatom, powiedział mi wprost, że to nie prawda, gdyż dotychczas nikt się na to przed nim nie skarżył, prosiłem naczelnika karaułu, by posłał kogoś z żołnierzy karaulnych po tegoż pana oficera. Może za 20. minut zjawił się, wprawdzie nie on sam, ale jego zastępca — także oficer. Zrazu ujrzawszy to dzieło swych „walecznych” począł się oburzać, ale przechodząc obok lady sklepowej w mej obecności spostrzegł woreczek, w którym znajdowało się jeszcze może ze ¾ kg. mąki; otworzył ten woreczek, palcem spróbował, co w nim jest, i rzekłszy: „o! muka, bude na zacirku” schował woreczek z mąką do kieszeni. Ale nie koniec na tem! Ujrzawszy na półkach jeszcze dość dużo pudełek blaszanych stojących obok siebie, zdjął jedno a — czytając na niem napis: „pasta do zapuszczania podłóg” z uśmiechem zwycięstwa rzekł dość głośno, niby sam do siebie: „o! pastet!” i wsunął w kieszeń…

To fragment pamiętników księdza Świeykowskiego, wojennego burmistrza Gorlic.

A teraz kolejny cytat księdza Świeykowskiego:

Więc zaczęło się 16 listopada od świtu hulanie po mieście i trwało aż do 19.- zaledwo kilka sklepów między innemi bazar ludowy, księgarnię nauczycielską jakoś pominięto przy tem hulaniu, reszta wszystkie padły ofiarą dzikiej hordy kozackiej. Już 17 zrana widzieć można było po ulicach porozrzucane towary ze sklepów, nie pytano wcale czy to sklep katolicki czy żydowski, kacapi pragnęli widocznie zaspokoić tylko swoją naturę tak skłonną do kradzieży i rozboju. Gdy w prywatnych domach proszono ich o to, by nie rozbijali szaf, biurek, stołów, kredensów i chciano je nawet dobrowolnie otwierać, odpychali brutalnie właścicieli i w ich oczach psując nieraz i drogie meble przemocą odrywali zamki i rozbijali wszystko, co im pod rękę wpadło. — W dniu 19 listopada wieczorem zjechał prawdziwy komendant miasta „gradonaczelnik” sztabskapitan Czakir — rodem z Bessarabii z matki Polki i katoliczki urodzony. — Ten dopiero zaprowadził jaki taki porządek w mieście; ustały przynajmniej rabunki — ale wizyty nocne sołdatów a zwłaszcza Kozaków i Czerkiesów w domach prywatnych, były na porządku dziennym. — W nocy z 19. na 20. listopada urządzili sołdaci taką wizytę handlarzowi skór mieszkającemu tuż niedaleko Rynku — a gdy stawiał opór i nie chciał ich wpuścić do alkierza gdzie spała jego córka — szablami zarąbali go na śmierć a z córką 20-letnią wobec trupa ojca w najbezwstydniejszy  sposób się obeszli; podobnych zbezczeszczeń dopuścili się Czerkiesi — istne bestye w ludzkich ciałach — w czasie od 16 do 18 listopada więcej —do wiadomości urzędowej podano 8 tego rodzaju wstrętnych zbrodni przyczem jedna z dziewcząt 17-letnia mieszkająca z matką — ojciec służy przy wojsku — po dokonanym przez kilku Czerkiesów gwałcie — z rana 18 listopada zupełnie bez odzieży w ogrodzie nieżywa znalezioną została.

Ksiądz Bronisław Świeykowski, autor cytowanych wspomnień to…

…jedna z najważniejszych postaci z historii Gorlic czasów Wielkiej Wojny. Jego figurę można zobaczyć pośród postaci w wojskowych mundurach na wystawie w gorlickim muzeum – znalazł się tam, bo był wojennym burmistrzem Gorlic. Jego historia naprawdę jest niezwykła. Przed wojną był po prostu księdzem – uczył religii w gimnazjum, prowadził Towarzystwo Dam Miłosierdzia (organizacja charytatywna zajmująca się pomocą ubogim) ale i udzielał się społecznie (założył np. towarzystwo Rybackie w miasteczku) i politycznie (o mały włos, a zostałby poslem do sejmu w Wiedniu). Znane były też jego zainteresowania entomologiczne. Tuż przed wojną jego kolekcja owadów liczyła około 32 tysiące eksponatów.

W muzeum gorlickim, na wystawie poświęconej księdzu przewodnicy pokazują wypchaną małpkę Koko i opowiadają o zwierzętach, które mieszkały w domu księdza.

W sierpniu 1914 roku wybuchła wojna. Rosjanie błyskawicznie zajęli prawie całą Galicję. Kiedy mieli już Lwów, minęli Przemyśl (twierdza pozostała okrążona na tyłach) i byli coraz bliżej Gorlic, władze miejskie na czele ze starostą i burmistrzem zwyczajnie uciekły. Ewakuowali się też co zamożniejsi mieszczanie i urzędnicy, ale na pozostanie w Gorlicach zdecydowało się około dwóch tysięcy osób. W tym ksiądz Świeykowski, którego wybrano na komisarycznego burmistrza.

Tymczasem ofensywa rosyjska została zatrzymana w okolicach Gorlic. Miasto znalazło się na linii frontu. Rosjanie je zajęli, potem na krótko Austriacy odbili. Potem znowu weszli Rosjanie. Za drugim razem okupowali Gorlice od końca grudnia 1914 roku do początków maja 1915, do bitwy gorlickiej, która ostatecznie przełamała front i odsunęła Rosjan aż za Lwów.

A teraz łatwo sobie wyobrazić takie okupowane przez Rosjan miasteczko: gwałty, rabunki, awantury, szukanie przez Rosjan „szpiegów”, ciągły ostrzał. Do tego w mieście brakuje żywności. No i jest zima, a wiele budynków jest już zniszczonych bombami, inne zajęte przez wojsko. Zimno i epidemie. A linia frontu przebiega zaledwie kilka kilometrów dalej. W takich warunkach ksiądz burmistrz miał ręce pełne roboty, musiał zadbać nie tylko o dusze ale i o bezpieczeństwo doczesne mieszkańców. Ksiądz opisał to wszystko we wspomnieniach, których fragmenty zacytowałam, całość poczytać można pod tym linkiem: Z dni grozy w Gorlicach

Wywiązywał się z administrowania miastem tak dobrze, że i po słynnej bitwie gorlickiej z 2 maja 1915 pozostał na stanowisku, tym razem już namaszczony przez CK Monarchię. Pełnił urząd komisarza rządowego miasta Gorlice aż do roku 1920. Nie bez zawirowań – jeszcze w czasie wojny zmuszony był stanąć przed austriackim sądem wojennym. Powód – oskarżenie o szpiegostwo, na rzecz Rosji oczywiście… Szczęśliwie został uniewinniony. W działąlność polityczną Świeykowski zaangażował się mocno jeszcze tylko jeden raz: podczas wojny polsko-bolszewickiej, agitując za wstępowaniem do armii polskiej.

Ten pokaz slajdów wymaga włączonego JavaScript.

Komentarze (2):

  1. Chrisraf

    Szanowna Pani Redaktor,

    coz to za „cudo”: ” Za drugim razem okupowali Gorlice od końca grudnia 1914 roku do początków maja 1915, do bitwy gorlickiej, która ostatecznie przełamała front i odsunęła Rosjan aż za Lwów.”

    Bitwa, „która ostatecznie przełamała front i odsunęła Rosjan aż za Lwów”????

    Komu zawdziecza ksiadz Swieykowski wsparcie i zaopatrzenie mieszkancow??? Kto wyzwolil ich od rosyjskich gwaltow i innych zbrodni??? Bitwa???

    Z czym ma problem?

    Z poszanowaniem
    Chrisraf

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Time limit is exhausted. Please reload the CAPTCHA.

*