Kasina Wielka słynie w Polsce, bo tu urodziła się Justyna Kowalczyk. Tymbark to popularne napoje. Rabka – wielu Ślązaków kojarzy tę nazwę z sanatorium dziecięcym. A co poza tym wiemy o Beskidzie Wyspowym? Pojechałam tam w ostatni weekend i…

Nocą w górach najpiękniej

Jest sobota, 4 lipca. Godzina 21. Jeszcze jasno, ale a kilkanaście minut będzie zapadał zmrok. Na Luboń Wielki, jeden z najważniejszych szczytów Beskidu Wyspowego, różnymi szlakami wchodzą turyści. Kiedy się ściemni, na leśnych ścieżkach rozbłyskują na zmianę, albo robaczki świętojańskie, albo turystyczne latarki. Trasa nie jest specjalnie trudna, w końcu Luboń Wielki ma tylko 1022 metry nad poziom morza, ale po godzinie tej wieczorno-nocnej wędrówki niektórzy już z utęsknieniem oczekują szczytu. Wejście trwa od półtorej do dwóch godzin, w zależności od kondycji i wybranej trasy. Po 11 w nocy, kiedy większość jest już na miejscu, zaczyna się program przygotowany przez zespół regionalny Robcusie. Turyści porozkładali się wokół naprędce przygotowanej estrady, inni posilają przy schronisku (kwaśnica i herbata od organizatorów albo własny prowiant) Są konkursy i są nagrody. Ze szczytu oprócz gwiazd widać światła okolicznych wsi i miasteczek oraz… Krakowa. Tak! W nocy ze szczytu Lubonia Kraków jest na wyciągnięcie ręki. Zbiera się coraz więcej osób. Tuż przed północą jest ich tu już kilkaset. Starzy i młodzież, rodziny z dziećmi, dla których taka noc w górach to frajda. A kilka minut po północy rozpoczyna się… msza święta. Góralska. W las niosą się piękne słowa góralskich pieśni, pod rozgwieżdżonym niebem wzruszająco brzmią charakterystyczne rytmy i głosy. Po pierwszej w nocy wszyscy powoli zaczynają ruszać w dół. Choć, jak wiadomo, droga w dół jest krótsza, ale i tak potrwa co najmniej godzinę, a potem jeszcze trzeba dojechać do domu albo do kwatery – w Mszanie, w Rabce, Dobrej, Kasinie czy innym miejscu gdzieś w Beskidzie Wyspowym.

Odkryj Beskid Wyspowy

Sobotnie wydarzenie było kolejnym z cyklu „Odkryj Beskidu Wyspowego”. Kilka lat temu grono lokalnych społeczników postanowiło wypromować ten region i ściągnąć turystów. Mamy tu piękne góry, mamy nieskażoną przyrodę, mamy lokalne produkty kulinarne i kapitał najważniejszy – ludzi chętnych do współpracy – pomyśleli i zaczęli powolutku, krok po kroku, odkrywać ten swój Beskid.

Za symbol akcji wybrali sobie rysia (widnieje na wszystkich materiałach promocyjnych). Trochę przewrotnie, jak mówi Czesław Szynalik, jeden z inicjatorów akcji bo rysie w Beskidzie Wyspowym można co prawda spotkać, ale jest ich tak samo mało jak turystów.

Ten pokaz slajdów wymaga włączonego JavaScript.

W tym roku wspólne odkrywanie Beskidu trwa już od połowy czerwca, a zakończenie zaplanowane jest na koniec września (kiedy w Czasławiu odbywać się będzie Święto Jabłka i Gruszki.

A do tego czasu w każdy weekend turyści mogą wędrować wspólnie na kolejne beskidzkie szczyty. W najbliższą niedzielę Kamionna, a potem Łyżka, Kostrza, Potaczkowa, Szczebel, Jasień i kolejne. Nocna wędrówka, jak opisany na wstępie Luboń Wielki, odbędzie się jeszcze 1 sierpnia na Potaczkową. Wszystkie plany turystyczne „Odkrywania Beskidu Wyspowego” można znaleźć na ich stronie internetowej Odkryj Beskid Wyspowy. Uczestnictwo we wszystkich wydarzeniach jest bezpłatne, nie trzeba się wcześniej rejestrować. Wystarczy przyjść na miejsce zbiórki i po prostu iść…

Szczyty Beskidu Wyspowego nie są specjalnie wysokie – tylko niektóre przekraczają 1000 metrów n.p.m. (najwyższy, Mogielica, ma 1171 m n.p.m.), ale ze względu na specyficzne, wyspowe ukształtowanie terenu, trzeba się trochę zmęczyć, by wejść na górę. A o co chodzi z tymi wyspami? Po prostu: w tym miejscu góry nie układają się w pasma, widzimy pojedyncze, odosobnione szczyty. Podobno najbardziej widoczne jest to jesienią, kiedy w dolinach ścielą się mgły. Wtedy z góry widoczne są tylko szczyty, płynace w morzu mgieł jak małe wyspy.

Zabytki, konie i Indianie oraz tradycyjna kuchnia

A co jest jeszcze, poza chodzeniem w góry, w Beskidzie Wyspowym do odkrycia? Dla mnie – zabytki. Lubię architekturę drewnianą, a tutaj jest kilka kościółków, wpisanych na szlak architektury drewnianej województwa małopolskiego (zwiedzałam 3 lata temu XVII-wieczny kościół z barokowym wnętrzem w Dobrej, ale podobnie cenne drewniane kościoły są także m.in. w Łososinie Górnej, Jodłowniku, Skrzydlnej, Wilkowisku, Kasinie Wielkiej). Zainteresowanym polecam także kompleks cysterski z muzeum klasztornym w Szczyrzycu. Cystersi są tu od wczesnego średniowiecza!

I jeszcze jedna interesująca dla mnie ciekawostka: w Kasinie Wielkiej niedaleko dworca znalazłam niewielki cmentarz wojenny z czasów Wielkiej Wojny. Według źródeł pochowano tu 20 żołnierzy austriackich i jednego niemieckiego, poległych w grudniu 1914 roku. Więcej na temat cmentarzy i Wielkiej Wojny na terenach Galicji pisałam przed rokiem, tekst można znaleźć tutaj: Cmentarze Wielkiej Wojny

Wiem, nie wszyscy chcą oglądać zabytki. W takim razie – wioska indiańska. Może Indianie niewiele mają wspólnego z Beskidami, ale skoro robi się parki dinozaurów, to czemu by nie spędzić weekendu z Indianami Ameryki Północnej? W Pogorzanach państwo Włodarczykowie prowadzą ekofarmę i realizują swoje pasje: przyblizają chętnym kulturę Indian. W ich ogrodzie stoją namioty tipi, w nich eksponaty, o których gospodarz chętnie opowie. Do tego pokaźna kolekcja etnicznych instrumentów muzycznych z całego świata (można wziąć udział w warsztatach).

Z kolei polsko-szwajcarskie małżeństwo Meierów Beskid Wyspowy wybrało sobie na realizację swojej pasji „koniarskiej” i od kilku lat prowadzi w Mszanie Dolnej Stajnię pod Jemiołą. Jest niezwyczajna, bo wszystkie konie trafiły tu po przejściach, najczęściej zostały odebrane poprzednim właścicielom.

Na festynie we wsi Dobra usłyszałam, że miód tu sprzedawany pochodzi od specjalnych, miejscowych pszczół linii „Dobra”. Poszukałam informacji i rzeczywiście: dowiedziałam się, że w okolicy Dobrej i Tymbarku psczelarze hodują specjalną, miejscową odmianę, łagodną, odporną na choroby i długowieczną. Mają zatem w Beskidzie miód od „dobrych” pszczół – a ten rok zapowiada się wyjątkowo dobrze dla okolicznych pszczelarzy, w ostatnim tygodniu trwał właśnie zbiór miodu spadziowego…

Wróciłam z Beskidu Wyspowego obładowana tym miodem, domowym serem i chlebem z domowego wypieku, bo tutejsze gospodynie promują i proponują produkty naturalne i tradycyjne (a przodują w tym panie z miejscowych kół gospodyń wiejskich, które ze swoimi specjałami jeżdżą na kulinarne festiwale i wracają z nagrodami).

W sobotę w góry, w niedzielę na stację

Być może  turystów byłoby więcej, gdyby udało się przywrócić połączenie kolejowe z Chabówki do Nowego Sącza – wzdychają organizatorzy akcji „Odkryj Beskid Wyspowy”. Dlatego od kilku lat uparcie walczą o pociąg. Różnymi sposobami. W ostatnią niedzielę, tuż po tym jak zeszli ze Śnieżnicy z kolejnego wsólnego wyjścia w góry, zebrali się na stacji kolejowej w Kasinie Wielkiej (słynnej, bo Spielberg kręcił tu sceny do „Listy Schindlera” a Wajda do „Katynia”) i wspólnie śpiewając „Wars wita was” i inne piosenki o pociągach bili rekord świata w śpiewaniu piosenki kolejowej. Wierzą, że pociąg wróci nie tylko na trasę z Chabówki do Nowego Sącza, ale i uda się zbudować linię z Krakowa do Szczyrzyca, z odnogą do Mszany Dolnej i Tymbarku, a potem do Nowego Sącza i Zakopanego. To byłaby prawdziwa rewolucja, bo z Krakowa do Zakopanego jechałoby się pociągiem półtorej godziny, w Beskid Sądecki godzinę a do nich, w Beskid Wyspowy – 45 minut.

 

Komentarze (1):

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Time limit is exhausted. Please reload the CAPTCHA.

*