Irun – Pasajes de San Juan – San Sebastian – Orio – Zarautz – Getaria – Zumaia – Deba – Marquina-Xemein – Mendata – Guernica – Bilbao. Te miejsca wyznaczają pierwszy, niewieleponadstukilometrowy odcinek camino del norte, północnej drogi do Santiago de Compostela. A potem kolejno: Portugalete, Castro Urdiales, Santander, Gijon i kolejne kilometry. Do Santiago – ponad 800. W połowie lipca tego roku, po wcześniejszych doświadczeniach na camino francuskim i portugalskim (tutaj o nich pisałam), postanowiłam zmierzyć się z camino północnym (norte), ciągnącym się przez Kraj Basków, Kantabrię, Asturię i Galicję, wzdłuż wybrzeża Zatoki Biskajskiej (Morza Kantabryjskiego). Całej 800-kilometrowej trasy nie miałam czasu pokonać, wybrałam dwa etapy: pierwszy od Irun do Bilbao, a drugi – z Baamonte w Galicji do Santiago i dalej na Finisterrę.  Rok później (w 2016) przeszłam jeszcze z Bilbao do Santander .

Było to zupełnie inne dla mnie camino niż dwa poprzednie także w kontekście towarzyskim – zarówno na camino francuskim jak i portugalskim wędrowałyśmy we dwójkę. Teraz dołączyły do nas jeszcze trzy znajome, dla których camino było nowością.

Trasę z Irun do Bilbao i z Baamonte do Santiago trudno porównać. To dwa zupełnie różne etapy. Pierwszy kameralny, biegnie w większości wzdłuż wybrzeża. Trasa prowadzi bezustannie w górę i w dół, i choć przewyższenia sięgają najwyżej 500 metrów, to codzienne wspinanie się od poziomu morza (bo na noclegi wybierałyśmy  miejscowości nadmorskie) a potem schodzenie kilkaset metrów w dół dawało w kość. A jeśli do tego dołoży się lipcową temperaturę i pełne słońce, które wychodziło około 9 rano… Odcinek kameralny, bo choć na trasie spotykało się innych pielgrzymów, to było to najwyżej kilkanaście osób jednego dnia. Tego samego nie można powiedzieć o odcinku drugim – z Baamonte. Trasa raczej płaska, urozmaiceniem bywały jedynie wąwozy w eukaliptusowych w większości lasach. A kiedy w Arzua trasa norte połączyła się z camino francuskim – zrobił się tłok jak na Marszałkowskiej…

Wtedy już tylko można było wspominać piękne krajobrazy, nadmorskie klify, sosnowe lasy, leśne ścieżki i Góry Kantabryjskie na wyciągnięcie ręki, które zostawiłyśmy pomiędzy Irun a Bilbao.

Dla tych, którzy skuszą się na camino norte kilka wskazówek, aktualnych latem 2015:

Irun – uwaga przy wyjściu z miasta. Zanim znalazłyśmy właściwe znaki (na manowce wyprowadził nas znak camino dla rowerzystów) upłynęło trochę czasu i niepotrzebnych kilometrów, a wędrówka po mieście do przyjemnych nie należy, zwłaszcza jak chce się jak najszybciej wyjść na szlak. Ten pierwszy dzień okazał się bardzo trudny – może też dlatego, że był po nieprzespanej nocy w autobusie (kurs Barcelona – Irun, odjazd 22. 10 z Barcelony). W każdym razie kiedy dotarłyśmy do albergue w Pasajes de San Juan, szklanka zimnej wody, którą na dzień dobry podał hospitaliero, smakowała wyjątkowo. Ten sam hospitaliero na pożegnanie rano przygotowywał kawę. Opłata w Pasajes de San Juan – donativo.

W San Sebastian polecam albergue miejskie – otwarte od 15, trzeba przejść przez całe miasto, obok obydwu plaż (ta druga to słynna „muszla”. Ale nie ma się co zrażać, w gruncie rzeczy schronisko znajduje się zaledwie kilkaset metrów od plaży. Na nocleg w hostelu w centrum San Sebastian (choć jest ich tu niemało) nie ma co liczyć, jeśli nie rezerwowaliście wcześniej miejsca. I moja rada: niech was nie skusi, żeby przejść przez San Sebastian i iść dalej. Tu koniecznie trzeba zostać na kilka godzin, np. na noc! Klimatyczne eleganckie stare miasto, ogromne plaże – klimat kurortu z pierwszej połowy XX wieku. Momentami miałam wrażenie, że w tej architekturze wystarczy przebrać spacerowiczów w inne kostiumy i mamy gotowe obrazy historyczne. Na promenadzie mają tu nawet ławki zaprojektowane w końcu wieku XIX.

Następne klimatyczne już nie miast, ale miasteczko na trasie to Orio. Przed miasteczkiem – albergue (tuż przy drodze, po lewej stronie, nie sposób przegapić), ale ci, co idą tego dnia dalej, przystanek powinni zrobić sobie w samym miasteczku. Są bary, jest klimat do pospacerowania, maleńkie wąskie i strome uliczki i przedziwnie usytuowany kilkupoziomowy kościół (miał pierwotnie funkcję obronną, stąd dziwna architektura). Od Orio do Zarautz droga biegnie w dużej mierze wzdłuż szosy, po asfalcie, więc mało ciekawie.

W Zarautz schronisko na 50 osób. To wazna informacja, bo w przewodnikach pojawiają się różne mniejsze liczby. Moja informacja jest z lipca 2015 roku: miejsc 50, otwarte od 15. Ale, może to my mieliśmy pecha, może hospitaliero miał gorszy dzień… Starszy pan jest bardzo sympatyczny, ale przeraźliwie opieszały. Kolejka stała pod drzwiami, pan wpuszczał po 3 osoby. Minęła godzina, a swoje łóżka miało szczęście obejrzeć kilkanaście osób. My (byliśmy prawie na końcu kolejki) weszliśmy do środka dopiero tuż przed 17. Co jeszcze warto wiedzieć o Zarautz? Że plaża jest blisko i że przy promenadzie mnóstwo barów z przystępnymi cenami. (menu del dia latem 2015 roku w Kraju Basków i Galicji od 8 do 10 euro). Z plaży w Zarautz widać Getarię. To około 6 km. Tam też można zostać na noc w albergue – mało brakowało, a poszłybyśmy tam, bo wyglądało na to, że zabraknie miejsc w Zarautz (nocleg w Getarii kosztował 12 euro, podobno można przyjść późno, zawsze są wolne miejsca). Szlak camino z Zarautz do Zumai omija Getarię, polecam jednak trasę wzdłuż morza – najpierw do końca promenadą, a potem ścieżką spacerowo-rowerową. Prowadzi do samej Getarii. Miasteczko bardzo ładne. Stamtąd wspinaczka, jak co dzień, na górę i trasa do Zumai. I znowu: niektórzy idą dalej, do Deby.

My zostałyśmy w albergue w dawnym klasztorze w Zumaia. Albergue znajduje się przy samej trasie camino, ale jeśli przechodzi się tamtędy przed 12 (o tej porze otwierają), można je przeoczyć, bo nie ma żadnego oznaczenia na budynku. Dopiero po 12 przed niewielką boczną bramą wystawiana jest tablica z nazwą i zaproszeniem. Warunki idealne: pokoje dwu- i trzyosobowe. Cena wyższa niż w innych schroniskach (8 euro), ale warto. Warto też zostać w Zumaia dla samego miasteczka i klifów na jego plaży. W przewodnikach reklamowane jest muzeum urodzonego tu malarza i rzeźbiarza Zuolagi – jest prywatne,drogie, a eksponatów co kot napłakał, ale można zajrzeć. Za to konieczny jest spacer do kościółka San Telmo na klifie nad plażą i dalej klifem… Ukształtowanie skał jest tu niepowtarzalne…

Deba ma albergue miejskie w budynku dworca kolejowego. Dziwne wrażenie, kiedy wygląda się przez okno wprost na peron. Przy tym dworzec dalej pełni swoją funkcję. Są kasy, jest poczekalnia. A schronisko na pięterku…Klucz i meldunek – w informacji turystycznej kilkaset metrów dalej, w centrum w okolicach kościoła. I znów plaża otoczona skałami.

Albergue w Marquina-Xemein znów znajduje się w byłym klasztorze. Ale to całkiem inne albergue niż w Zumaia. Bo tez i klasztor ma inną architekturę. Tu mamy sale zbiorowe, łóżka piętrowe (czyli standard na camino, no i donativo, jak w większości schronisk w Kraju Basków). W Marquina-Xemein w kilku miejscach rozwieszone były informacje, że albergue w Guernice (gdzie wielu chciało zakończyć następny etap) jest nieczynne. Polecano Mendatę (kilka kilometrów przed Guernicą).

Mendata oddalona jest od szlaku camino 1 km (tak wskazuje znak, moje nogi wskazywałyby raczej co najmniej półtora kilometra). Schronisko znajduje się na poddaszu dużego budynku mieszczącego i bar (tu się meldujemy i załatwiamy formalności), i informację turystyczną i coś na kształt świetlicy dla dzieci (w lipcu organizowane były tu półkolonie).

Następnego dnia po drodze zajrzałyśmy do albergue w Guernice. Rzeczywiście było zamknięte, bez informacji do kiedy. Ale sama Guernica do zwiedzenia. Historię słynnego bombarodowania można przeczytać TUTAJ: Guernica a ja przypomnę tylko, że gmach parlamentu, niewielkie muzeum i słynne dęby można oglądać i zwiedzać – są usytuowane tuż przy trasie camino, już za centrum miasta, w okolicy parku (i wstęp jest wolny, co jest istotne)

Po drodze do Bilbao można jeszcze zatrzymać się w Lezama.

W samym Bilbao nie zatrzymałyśmy się w żadnym albergue, po intensywnym zwiedzaniu miasta, żeby nie tracić czasu, nocnym autobusem pojechałyśmy do Lugo, żeby zacząć drugi odcinek naszego camino.

Ciąg dalszy po roku – z Bilbao do Santander pod tym linkiem: Bilbao – Santander

 Uwaga! Czytajcie opisy przy zdjęciach poniżej. Są tam przydatne informacje

KRAJOBRAZY CAMINO NORTE

 

SYMBOLE CAMINO

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Time limit is exhausted. Please reload the CAPTCHA.

*