Cabo Finisterre albo po galicyjsku Cabo Fisterra – taka jest oficjalna nazwa niewielkiego przylądka w północno-zachodniej Hiszpanii (w Galicji). W dosłownym tłumaczeniu -„koniec ziemi”. To miejsce kultowe dla wszystkich caminowiczów, czyli tych, którzy idą pieszo którąś z dróg św. Jakuba (camino) do Santiago de Compostela.

Średniowieczny pielgrzym, który przychodził, czasem po kilkumiesięcznej wędrówce do Santiago najczęściej wiedział już, że niedaleko (90 kilometrów od sanktuarium) jest koniec świata. O tym miejscu krążyły legendy – przylądek, wysokie skały, w dole spienione morze, za którym nie ma już nic. To costa da morte, wybrzeże śmierci. Średniowieczny koniec świata. I wielu pielgrzymów gnanych ciekawością szło obejrzeć ten kraniec ziemi. Mieli też powód inny, ważniejszy, by ruszyć jeszcze dalej od Santiago na zachód – wg Kodeksu Calixtino (to XII-wieczny rękopis poświęcony kultowi Santiago i pielgrzymowaniu)  uczniowie św. Jakuba powędrowali na Finisterrę w poszukiwaniu legata rzymskiego, który miał im dać zgodę na pochowanie Jakuba w Compostela. Zostali uwięzieni, uciekli, a pogoń nie zdołałą ich dogonić tylko cudem. Miejsce – legenda.

Z czasem ten ostatni etap   stał się dla średniowiecznych pielgrzymów rytuałem. Przychodzili na wybrzeże, palili ubrania w których maszerowali przez wiele tygodni i kąpali się w oceanie (takie symboliczne oczyszczenie), a na koniec zabierali ze sobą muszlę na dowód, że „byli i widzieli”.

Dziś wiadomo nie tylko, że to nie koniec świata, ale nawet nie koniec Europy (najdalej wysuniętym punktem na zachód jest Cabo da Roca w Portugalii). Ale symbol pozostał. I to właśnie na przylądku Finisterra ustawiono ostatni słupek camino z oznaczeniem 0,00 km.

Wędrowałam camino trzy razy – trasą francuską, portugalską i północną (norte). Ale dopiero za trzecim razem miałam dość czasu, żeby zobaczyć Finisterrę. Ale i tym razem musiałam zadowolić się „półproduktem”, to znaczy nie miałam już 4 dni, żeby pójść pieszo, ale tylko 1 dzień na podróż autobusem. Tylko ostatnie trzy kilometry – z miasteczka na przylądek – pokonałam jak typowy pielgrzym camino, czyli pieszo.

Ten pokaz slajdów wymaga włączonego JavaScript.

Autobus na Finisterrę jedzie prawie 3 godziny, ale nie jest to czas stracony. Cały czas za oknem przewijają się wspaniałe widoki – głównie wybrzeża. Odjazd z dworca autobusowego w Santiago, podróż w dwie strony około 24 euro, biletu nie można kupić w przedsprzedaży. Pierwszy autobus w końcu lipca 2015 roku, a więc w środku sezonu pielgrzymkowego, wyjeżdżający o 9 rano, zapełniony był zaledwie gdzieś w jednej trzeciej.

Poranek, jak to w Galicji, był pochmurny. Już na przedmieściach Santiago zaczął padać deszcz. Godzinę później nieśmiało wyjrzało słońce, by za chwilę znów przegrać z mżawką. Kiedy w południe w gęstej mgle szłam w stronę końca przylądka (i końca camino), myślałam tylko, czy po dotarciu na ten koniec świata zobaczę cokolwiek poza mgłą. I rzeczywiście – widoczność najwyżej na 50 metrów. We mgle spowite wszystko, skały latarnia, krzyż… I w tej mgle nieliczni pielgrzymi i turyści, błądzący po skałach i szukający najlepszego widoku „na morze”. Najlepszego, czyli jakiegokolwiek. Bo trzeba się było dobrze wpatrywać, żeby dostrzec szaroburą wodę w dole. Właściwie to można ją było usłyszeć, jak uderza o skały. Mniej więcej godzinę później mgły zaczęły się podnosić, a w zasięgu wzroku zaczął być coraz większy kawałęk oceanu, a nawet niewielki statek przepływający nieopodal. Wynurzyła się z mgieł samotna skała. Dwójka młodych hiszpańskich pielgrzymów, z plecakami, prosto z camino, zgodnie z tradycją rozpaliła ognisko.  Ślady po ogniu wśród skał Finisterry można zresztą zauważyć w wielu miejscach. A na jednej ze skał – metalowy but – pomnik, symbol pielgrzymowania w to miejsce.

Co ciekawe – komercja jeszcze na Finisterrę nie wkroczyła zbyt nachalnie. U wejścia na cypel jeden bar i sklep z pamiątkami, jakiś mężczyzna sprzedający po 50 centów „ostatnią pieczątkę” na camino – to wszystko.  I niech tak zostanie jak najdłużej…

Powrót do miasteczka Fisterra, ścieżką ograniczoną z jednej strony szosą a z drugiej wysokim brzegiem morza. To typowa kiedyś miejscowość rybacka, a teraz rybacko-turystyczna, 5 tysięcy mieszkańców, kilkadziesiąt hoteli, port, ładna plaża, mrowie barów i restauracji. No i kilka schronisk dla tych, którzy docierają tu pieszo. Oni mają prawo do kolejnego, po Santiago certyfikatu: Fisterrana (można go dostać np. w albergue).

Sierpień 2016 – uzupełnienie

Finisterra 2016

W sierpniu 2016 roku miałam okazję wrócić na Finisterrę, dlatego pozwalam sobie na to uzupełnienie. Przede wszystkim miałam okazję pozostać tu na dłużej – z noclegiem. Nie ma problemu. Schronisko miejskie zaczyna przyjmować od 13 30, ale w miasteczku jest mnóstwo albergue prywatnych (ceny 10 i więcej euro za łóżko). Konkurencja jest tak duża, że zmusza ich właścicieli do przychodzenia na przystanek autobusowy kiedy przyjeżdża autobus z Santiago i „zapraszania” do siebie. Warto wiedzieć, że i standard tych schronisk jest tu wyższy niż na trasie. My spaliśmy w albergue prywatnym Fin de Terra, w centrum (choć to nie ma znaczenia, bo Fisterra to małe miasteczko i wszędzie tu blisko). Pokoje 2, 3, 4-osobowe, dwie w pełni wyposażone kuchnie, pralki, czyściutkie łazienki. Płaciliśmy po 10 euro.

Plaża

Kiedy byłam pierwszy raz na Finisterze myślałam, że skalisty cypel jest jej pozbawiony, że jedyna możliwość (oprócz maleństwa w centrum, obok merkado przed portem) to przejść za port, w stronę Cee – tam widoczna z drogi jest długa, piaszczysta plaża. Ale kiedy dokładnie przyjrzy się mapie, znajdzie się piaszczystą łezkę po drugiej stronie cypla. Warto przejść Fisterrę w poprzek, odnaleźć ścieżkę, przejść przez drewniane pomosty i zobaczy się niesamowity widok: piękną, pustą plażę pośród skał. Zachód słońca w tym miejscu – niezapomniany.

Inna droga z Finisterry do miasteczka

Polecam również inną drogę powrotną z końca cypla do miasteczka. Nie trzeba iść cały czas wzdłuż szosy. Trzeba zamiast trzymać się szosy tuż po opuszczeniu cypla (przy parkingu) skierować się w lewo na górę – tam wyznaczona jest trasa wzdłuż wybrzeża, o wiele ciekawsza widokowo. Idąc nią także dochodzi się do najpierw jednej malutkiej, a potem drugiej, opisanej przeze mnie plaży. A potem można wędrować dalej i dalej wzdłuż wybrzeża Atlantyku.

Komentarze (2):

  1. Maria

    Witaj,
    W sierpniu 2016 jestem na Camino w Santiago. Proszę o informację, dot. „końca świata”. Jadąc autobusem o godz.9-tej rano ile czasu zajęła Ci ta podróż tam i z powrotem (w tym pieszo od przystanku i z powrotem). Ile należy przeznaczyć czasu? Pamiętasz godz. powrotne autobusów do Santiago? Nie było problemów z powrotem?.
    pozdrawiam
    Maria

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Time limit is exhausted. Please reload the CAPTCHA.

*