Anna German pochodziła z rodziny mennonickiej – usłyszałam kiedyś, ale specjalnie nie wnikałam w szczegóły, ani co to za religia, ani jak ta rodzina znalazła się w Rosji Sowieckiej.

Ale w tym roku miałam okazję zwiedzać Muzeum Reformacji w Genewie, gdzie znowu usłyszałam hasło „mennonici” (swoja drogą polecam to muzeum – bardzo ciekawie zaaranżowane, znajduje się na starym mieście w Genewie, szczegóły: Muzeum Reformacji w Genewie

No i w końcu, po raz pierwszy w życiu, wiosną tego roku pojechałam na Żuławy szukać śladów mennonitów. Dopiero kiedy sobie po Żuławach pojeździłam, poczytałam, odwiedziłam muzeum w Nowym Dworze Gdańskim, przypomniałam sobie o Annie German i zrozumiałam, o co chodzi z tymi mennonitami. I że nie wszystko, co na Żuławach zbudowano, to ich dzieło. Mennonici na Żuławach, choć to łatwy marketingowo wabik na turystów, są tylko jednym z elementów tutejszej kultury.

Na przykład słynne domy podcieniowe, charakterystyczne dla żuławskiej architektury. To nie mennonici je tutaj „przynieśli”!

Żuławy rozciągają się tak mniej więcej od Malborka na południu aż po Gdańsk z jednej strony i Elblag z drugiej. Są płaskie i w dużej części depresyjne. Przez wieki próbowano je zagospodarować, ale nie było to łatwe na terenach zalewowych… Jest kilka etapów kolonizacji i zagospodarowywania Żuław, począwszy od średniowiecza. Jednym z takich etapów jest osiedlenie się na Żuławach mennonitów.

Mennonici – historia

Na początek historia i „wyprostowanie” kolejnego stereotypu: Utarło się, że mennonici to religia wywodząca się z Niderlandów. To część prawdy.

Wprawdzie mennonici przyjechali na Żuławy z Holandii, ale ich ruch wywodzi się ze Szwajcarii. To jeden z odłamów anabaptyzmu (negowanie chrztu niemowląt i małych dzieci i zastąpienie go świadomym chrztem dorosłych). To w Zurychu w roku 1525 powstał oficjalnie kościół mennonitów, choć wtedy tak się jeszcze nie nazywał. Jego twórcy zapłacili życiem za bunt przeciw Kościołowi katolickiemu: Conrad Grebel (1498-1526) spędził kilka miesięcy w więzieniu, uciekł, ale wkrótce zmarł, Felix Manz (1498-1527), został uwięziony i stracony (przez utopienie), wreszcie Jörg Blaurock, znany również jako Georg Cajabok (1490-1529) zginął spalony na stosie w Clausen w Tyrolu. Mimo prześladowań ruch nie zamarł, przeciwnie, zaczął przenikać do innych części Europy. Nowa wiara już w 1530 roku (a więc zaledwie 5 lat po powstaniu) była obecna w północno-zachodnich Niemczech i Holandii. W tym czasie była też już podzielona na dwa nurty – radykalny nurt rewolucyjny (jego przywódcami byli Jan von Haarlem nazywany też Johanem Matthysem (1500-1534) i Jan van Leyden (1509-1536). Drugi nurt był zdecydowanie bardziej pokojowy, wręcz pacyfistyczny. Jego przywódcami byli bracia Obbe (1500-1568) i Dirk (1504-1568) Philips.

W roku 1535 „rewolucjoniści” opanowali Münster i ogłosili miasto Nowym Jeruzalem. Ten bunt przeciw władzy świeckiej i kościelnej został krwawo stłumiony, przywódcy straceni, a ich ciała zawieszone w żelaznych klatkach na wieży kościoła. Podobnie krwawo rozprawiano się z innymi grupami zwolenników Matthysa i Leydena.

Rozproszeni wyznawcy nowej wiary potrzebowali nowego przywódcy. Stał się nim były ksiądz katolicki z Fryzji – Menno Simons. I to właśnie Menno dał nazwę całemu ruchowi – mennonici.

W głoszonej przez Menno doktrynie bardzo ważną rolę odgrywał pacyfizm, a zatem zakaz brania udziału w wojnach oraz pełnienia służby wojskowej (dosłowne traktowanie przykazania „nie zabijaj”). Menno poszedł jeszcze dalej: ponieważ przemoc rodzi się z władzy człowieka nad człowiekiem, wyznawcy wiary mennonickiej, żeby uniknąć pokus, nie mogą również sprawować żadnych urzędów. Jednym z podstawowych założeń wiary mennonitów, wywodzących się przecież z nurtu anabaptystycznego. było odrzucenie chrztu niemowląt i zastąpienie go chrztem dorosłych. Chrzest był tożsamy z przyjęciem do wspólnoty, ale nie bezwarunkowo i nie na zawsze. Można było zostać z tej wspólnoty wykluczonym w razie nieprzestrzegania surowych zasad i norm społecznych i religijnych.

Mennonici odrzucali instytucję kapłaństwa, organizowali się we wspólnotach (zborach), rygorystycznie przestrzegali zasad ewangelicznych.

Jak mennonici trafili na Żuławy?

Po pierwsze uciekali przed prześladowaniami. Po drugie – w Holandii brakowało ziemi pod uprawy. W tym czasie (koniec wieku XVI) Polska potrzebowała siły roboczej osadników do kolonizacji, melioracji i utrzymania Żuław, a do tego była w porównaniu z innymi państwami Europy bardziej tolerancyjna wobec innych religii. Tak pojawili się osadnicy „olęderscy” i na Żuławach malborskich, i w okolicy Elblaga i na Żuławach Wiślanych w okolicach Gdańska.

W historii osadnictwa mennonickiego na Żuławach były dwa epizody, które kazały im znowu pakować się i wyjeżdżać. Pierwszy raz, kiedy król pruski, pod którego panowanie trafili w XVIII wieku postanowił powołać ich do wojska ( a przecież zakaz brania udziału w wojnach oraz pełnienia służby wojskowej był jedną z ich ważnych zasad religijnych). Wtedy wiele rodzin mennonickich wyemigrowało do… carskiej Rosji. Caryca Katarzyna zaoferowała im korzystne warunki osiedlenia. Przynajmniej na początku. I tu znowu wracamy do przodków Anny German. Jej matka, Irma z domu Martens, wywodziła się z rodziny holenderskich mennonitów, którzy w podobny sposób trafili do Rosji.

Drugi raz historia zatrzęsła mennonickim światem na Żuławach w roku 1945, kiedy jako „Niemcy” zostali zmuszeni do wyjazdu z Polski.

Dziś po mennonitach na Żuławach pozostały nieliczne cmentarze. Byłam na dwóch z nich. Największy, najlepiej utrzymany i najbardziej dostępny znajduje się w Stogach, kilka kilometrów od Malborka. Łatwo trafić, bo z głównych dróg prowadzą tam charakterystyczne brązowe drogowskazy. Przed cmentarzem jest parking, tablica z obszerną informacją, cmentarz ogrodzono.

Zdecydowanie inaczej jest w Orłowie, niedaleko Nowego Dworu Gdańskiego. Do cmentarza prowadzi polna droga, a samo miejsce  jest już za wsią, w polu. Kiedy byłam tam w końcu maja, teren był nawet zadbany, trawa wykoszona, ale gdzie mu tam do takiego stanu utrzymania jak w Stogach.

Nagrobki mennonickie w kształcie stel, często poprzekrzywiane, połamane, obrosłe mchem, ciągle przypominają historie mennonickich rodzin. Na nagrobkach można wyczytać nie tylko imiona i nazwiska oraz daty urodzin i śmierci, ale zwykle także liczbę dzieci, które zmarły pozostawił. Kiedy tak patrzy się na te informacje widać, że były to duże rodziny…

W Nowym Dworze Gdańskim odnalazłam muzeum poświęcone kulturze mennonitów. Niewielkie, w bocznej uliczce. W środku – wycieczka szkolna. Pracownik muzeum tłumaczył młodzieży historię mennonitów.

I jeszcze na koniec domy podcieniowe, o których wcześniej myślałam, ze naoglądam się ich na Żuławach. Okazało się w praktyce, że trzeba się ich nieźle naszukać… W jednej wsi jeden, w innej dwa lub trzy – nie pozostało tego wiele. I są w różnym stanie technicznym. W Marynowach właścicielka oprowadziła mnie po jednym z nich, właśnie odnawianym pod pieczą konserwatora (wspaniała oryginalna stolarka drzwiowa wewnątrz), w  kolejnym, w innej wsi właściciel narzekał, że brak mu sił już na tę studnię bez dna, jaką jest ciągłe łatanie kilkusetletnich domów.

Orłów (2) dom podcieniowy Marynowy (3) dom podcieniowy Marynowy (2) dom podcieniowy Lubieszewo dom podcieniowy Lubieszewo (2) Orłów

A tak naprawdę nie pozostało ich już na Żuławach wiele…

I sprostowanie: takie domy to nie jest specjalny wyróżnik dla kultury mennonitów, to nie oni sprowadzili na Żuławy domy podcieniowe. Tak budowano tutaj jeszcze zanim zjawili się mennonici.

 

Komentarze (2):

  1. Zofia

    Mennonici dotarli aż pod Puszczę Kampinoską. W Secyminie jest zbór obecnie odkupiony przez kościół katolicki od protestantów, ładnie odnowiony. Tylko w pobliżu zbudowano nowy kościół i ten drewniany jest właściwie nie używany. W pobliżu są cmentarze tylko tak zarośnięte chwastami, że trzeba tam jechać wczesną wiosną. Jest też dom menonicki tylko w tragicznym stanie, jeszcze w nim ktoś mieszka, część gospodarcza już się wali, część mieszkalna jeszcze stoi. Trafiliśmy tam przy pomocy księdza z Secymina.
    Bardzo by było dobrze gdyby ktoś się tym zajął bo to już ostatnie chwile tych zabytków.

  2. Kris Beskidzki

    Świetny artykuł. Szkoda, że po wojnie władza ludowa postanowiła wszystkich mądrych i przedsiębiorczych ludzi obezwładnić lub deportować. Najczęściej sami uciekli, dlatego w tej chwili pozostałości po ich kulturze, tradycji i religii służy jako wabik do zarabiania pieniędzy.
    Pisałem też na ten temat w watku: Mieroszyno dwór Hannemannów lub Bałtyckie wspomnienia – Karwieńskie Błota
    Serdecznie pozdrawiam 😀

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Time limit is exhausted. Please reload the CAPTCHA.

*