Konwencja Genewska i Muzeum Czerwonego Krzyża i Czerwonego Półksiężyca w Genewie

Kategorie: Europa, Historia, Podróże - historia, Podróże świat

Tagi: , , , ,

22 sierpnia 1864 roku podpisano Konwencję genewską – porozumienie między przedstawicielami 16 rządów, które zapewniało lepsze warunki i traktowanie rannym i pojmanym podczas wojen żołnierzom. Niektórzy uważają tę datę za początek Czerwonego Krzyża. Ale historia powstawania organizacji zaczęła się 5 lat wcześniej. O tym, jak to było i jak działa dzisiaj organizacja można zobaczyć w Muzeum Czerwonego Krzyża i Czerwonego Półksiężyca w Genewie. Zwiedzałam je latem tego roku.

Genewa, niedaleko siedziby ONZ znajduje się niezwykłe muzeum – Muzeum Czerwonego Krzyża i Czerwonego Półksiężyca. Miejsce niezwykłe i poruszające. Nowocześnie zaaranżowane pokazuje historię organizacji, którą wprawdzie znamy wszyscy. A na początku był Henry Dunant i była bitwa pod Solferino Pierwszy to szwajcarski przemysłowiec i filantrop. Drugie – to wielka bitwa stoczona w czerwcu 1859 roku pomiędzy wojskami francusko-włoskimi a austriackimi. Jedna z najkrwawszych bitew XIX wieku.

Poczatek: Bitwa pod Solferino

W bitwie pod Solferino przeciwko sobie stanęła armia francuska i królestwa Piemontu oraz cesarza Austro-Węgier. Było to w czasach, kiedy na Półwyspie Apenińskim nie było jeszcze zjednoczonych Włoch. Północ kraju była zależna od Austro Wegier, Cesarz Austrii utrzymywał też wpływy w Państwie Kościelnym. Królestwem Piemontu i Sardynii rządził król Wiktor Emanuel II i to on właśnie miał ochotę na poszerzenie swoich wpływów i uszczuplenie wpływów Austro-Wegier.  Sprzymierzył się z Francją. Doszło do wojny, której efektem była m.in. bitwa pod Solferino. Starcie nierozstrzygnięte, ale uruchomiło lawinę wydarzeń, które doprowadziły w efekcie w ciągu następnych lat do zjednoczenie Włoch.

Bitwa pod Solferino była jedną z najkrwawszych w XIX wieku – pochłonęła prawie 5 tysięcy ofiar po obu stronach, ale co ważne –  na polu bitwy armia austriacka pozostawiła ponad 10 tysięcy rannych (do tego 6 944 uznano za zaginionych), a połączone siły francusko-sardyńskie pozostawiły 12 tysięcy rannych  (oprócz tego 2 786 uznano potem za zaginionych). Rannymi nikt się nie zajmował. dogorywali w strasznych warunkach. Świadkiem tego był Szwajcar, Henry Dunant – zaczął spontanicznie organizować pomoc dla rannych. Zorganizował prowizoryczny szpital, mobilizował do pomocy okoliczną ludność.

To doświadczenie sprawiło, że zaczął myśleć o instytucjonalnej tego typu pomocy na przyszłość i przekonywać możnych tamtego świata o konieczności pomocy humanitarnej dla ofiar wojny, niezależnie od rasy, religii, strony konfliktu. W kilka lat doprowadził  do tego, że w roku 1864 16 państw podpisało tzw. konwencję genewską. Do chwili obecnej konwencja miała wiele odsłon: dziś mówi się nie o jednej, ale kilku konwencjach, bo były „uzupełniane” i w roku 1906, i w 1929 i już po wojnie – w roku 1949.

Ta pierwsza, z roku 1864 zakładała w dużym skrócie że: personel sanitarny w każdym konflikcie jest neutralny. Nie walczy ale także nie może być atakowany. Ranni  powinni być traktowani jednakowo. Nie liczy się ich narodowość. W tym roku ustanowiono także znak: czerwony krzyża, którym  oznaczane mają być formacje medyczne.

Henry Dunant stworzył dzieło wielkie – został za to nagrodzony pierwszą w historii pokojową Nagrodą Nobla. Z tym, że stało się to dopiero w roku 1901, a laureat był wtedy od lat pensjonariuszem przytułku dla ubogich. I pewnie pozostałby w zapomnieniu, gdyby nie odnalazł go tam pewien dziennikarz i nie przypomniał światu o żyjącym w ubóstwie i zapomnieniu twórcy Czerwonego Krzyża. I jeszcze jedno: zanim Dunant nie wycofał się z życia publicznego, zabiegał o utworzenie jeszcze innych międzynarodowych organizacji: światowej organizacji zdrowia i międzynarodowego trybunału sprawiedliwości. Wtedy, w kńcu XIX wieku nie znalazł poparcia dla tych pomysłów.

Muzeum Czerwonego Krzyża i Czerwonego Półksiężyca znajduje się w Genewie, mieście rodzinnym Henryego Dunanta. To muzeum – archiwum, które gromadzi setki tysięcy kartotek osób zaginionych podczas wojen a dla zwiedzających jest lekcją historii także najnowszej. Dużą część ekspozycji (w większości multimedialnych) stanowią bowiem tematy z wojny na terenie byłej Jugosławii (lata 90. ubiegłego wieku) czy w Ruandzie (ten sam okres). Wstrząsające są zwłaszcza relacje świadków…

To nie jest przyjemne muzeum do zwiedzania. Muszę to napisać. Jeśli ktoś chce spędzić miłe, beztroskie popołudnie w genewie, niedch szuka innych miejsc i muzeów, Genewa ma ich wiele (jak choćby muzeum zegarków firmy Patek – o którym pisałam TUTAJ). Ale kiedy chce się poznać kawał najnowszej europejskiej przede wszystkim, choć nie tylko, historii – Muzeum Czerwonego Krzyża w tym pomoże. I sprawi jedno: na pewno nie wyjdzie się stamtąd obojętnym.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Time limit is exhausted. Please reload the CAPTCHA.

*