Czarno-biała fotografia. Przedstawia grupę kilkunastu osób. Ubrani odświętnie, wśród nich ksiądz. Za tło służy im świeżo wybudowany kościół. Na odwrocie data – 13 października 1937 roku. Kolano. Jest jeszcze dedykacja od księdza: „Swemu pomocnikowi przy budowie kościoła, ks. Tadeusz Wądołowski”. Ta fotografia oprawiona w ramki przez wiele lat wisiała na ścianie w domu moich rodziców, wcześniej dziadków, takie same widywałam także w innych domach w Kolanie. Na zdjęciu jest mój dziadek (stoi pierwszy z prawej) oraz ojciec (to ten bosy dzieciak, miał wtedy trzy i pół roku).
To było jedno z najważniejszych wydarzeń w dziejach wsi. Budowa kościoła (rozpoczęto ją w roku 1930). Ale i wtedy, i wiele jeszcze lat potem słuchałam o innych ważnych epizodach z dziejów Kolana. Postanowiłam te opowieści uporządkować, korzystając z dostępnych źródeł.

Dwór
Słowo klucz, które powtarza się we wszystkich wspomnieniach to „Łubieńscy”, a najczęściej: „Amelia Łubieńska”. Jej imię nosi zresztą dziś szkoła podstawowa we wsi.
Rzeczywiście, to od przyjazdu na Podlasie i do Kolana małżeństwa Amelii i Seweryna Łubieńskich w połowie XIX wieku zaczyna się „pisana” historia wsi. Drugą połowę XIX wieku opisano w kilku źródłach z nich najważniejsze to pamiętniki Marii z Łubieńskich Górskiej – córki Amelii, wspomnienia zakonnika jezuity ks. Jana Urbana, który podczas prześladowań unitów wędrował po kryjomu po Podlasiu i pamiętniki Jadwigi Łubieńskiej, synowej Amelii.
W końcu XVIII wieku wieś należała do Potockich, rodziny z majątkami nie tylko na Podlasiu. Potoccy kupili Kolano od Firlejów, a jeszcze wcześniej dobra na terenie których znajduje się wieś należały i do Stanisława Naruszewicza i m.in. rodziny Dębińskich, i Pałubińskich.(to w XVI wieku).
Na początku XIX wieku Seweryn Potocki, brat słynnego podróżnika Jana, ożeniony z Sapieżanką, córką Aleksandra Sapiehy, poseł na Sejm Czteroletni, urzędujący w niedalekim Milanowie, podzielił swój podlaski majątek jako wiano dla córek. Najstarsza Emma dostała Jabłoń, Paulina otrzymała Rudzieniec, Seweryna Emilia – Kolano. Najmłodsza Wanda Julianna – Milanów, Gęś i Celejów.
Paulina, (ta, która dostała w posagu Rudzieniec), wyszła za mąż za Franciszka Łubieńskiego. To jej syn, Seweryn ożenił się w roku 1836 ze swoją dalszą krewną (matki były ciotecznymi siostrami), Amelią z Jezierskich.

Młodzi mieszkali na początku w majątku posagowym Amelii w Sobieniach, po czym postanowili osiedlić się na Podlasiu. Seweryn i Amelia Łubieńscy sprowadzając się pod koniec lat 30. na Podlasie na miejsce zamieszkania wybrali jednak nie Rudzieniec, ale Kolano (odkupili je od ciotki Seweryny Emilii).
I tak zaczęła się historia Łubieńskich w Kolanie i Rudzieńcu, potem także Gęsi, i Jabłoniu. Ale kiedy w roku 1900 Jadwiga Łubieńska, synowa Amelii (żona jednego z jej z synów – Zdzisława) sprzedawała Kolano Leonowi Lipczyńskiemu, w Jabłoniu mieszkali już Zamojscy, a Rudzieniec wiele lat wcześniej sprzedali.

Ciotki Łubieńskich (wszystkie Potockie z domu) i ich dobra

No to uporządkujmy jeszcze raz, która córka Potockiego co dostała w posagu:
Gęś, Milanów, Celejów – Wanda Julianna. Była 3 razy zamężna – od pierwszego męża Wielopolskiego uciekła w dniu ślubu (kiedy odkryła jego jakąś skrywaną chorobę), drugim był Uruski, trzecim hr. Caboga z Raguzy, nauczyciel cesarza Austrii i generał artylerii. W 1854 roku osiadła na stałe we Lwowie. Na lato przyjeżdżała czasem do Milanowa, Łubieńscy z Kolana odwiedzali wtedy ciotkę. Wanda Julianna Caboga założyła w Milanowie szpital. Wspomina o nim wiele lat potem, na początku XX wieku misjonarz, który jeździł na Podlasie ewangelizować unitów. Milanów potem odziedziczył syn z drugiego małżeństwa, Seweryn Uruski. Uruski miał też już wtedy Rudzieniec (kupił od Amelii Łubieńskiej), potem majątek milanowski przejęła jego córka Maria Wanda, po mężu Czetwertyńska. (to o hrabinie Czetwertyńskiej pisze w pamiętnikach misjonarz na początku XX w.). Gęś trafiła do Łubieńskich z Kolana – w roku 1857 Wanda Julianna sprzedała ją Amelii Łubieńskiej (za 10 tys. rubli, 6 tys. gotówką, resztę Amelia była dłużna).

Jabłoń – Emma z Potockich (po mężu Strzyżewska). Jak pisze po latach Maria z Łubieńskich Górska, „Emma, bardzo już niemłoda, poszła za pułkownika wojsk polskich Piotra Strzyżewskiego, o którym mówiono, że będąc synem kowala szlachectwa nawet nie miał. Za wojen napoleońskich męstwem się odznaczał, a że Puławy stały zawsze otworem zasłudze, przyjmowali go chętnie. Tam poznał (…) pannę Potocką”. Pobrali się prawdopodobnie około roku 1810. Wspólne małżeńskie życie im nie wyszło, pani nie lubiła wsi, wyjechała na kongres wiedeński w 1815 roku i nigdy już do Jabłonia nie wróciła. Ostatnie 30 lat życia mieszkała we Florencji. W jej imieniu majątkiem zarządzał mąż. Wypłacał jej rocznie 30 tys.zł.. Po śmierci (nie miała dzieci), majątek trafił do Łubieńskich z Kolana.
Kolano – Seweryna Emilia z Potockich Sobańska, potem Coloredo (drugi mąż to ambasador austriacki w Londynie, potem w Rzymie). Maria Górska (Gdybym mniej kochała, Dziennik lat 1888 – 1896, wyd. Twój Styl, Warszawa 1996) pisze o niej niepochlebnie: że złośliwa, że egoistka, że postrach salonów. I na koniec – że cały swój majątek zapisała żonie ministra Walewskiego pomijając najbliższych. Kolano sprzedała Amelii i Sewerynowi Łubieńskim (Amelia przeznaczyła na to swój posag, dlatego de facto Kolano należało do niej, a nie Seweryna, który odziedziczył Rudzieniec).
Rudzieniec – Paulina z Potockich Łubieńska. Wyszła za mąż za Franciszka Łubieńskiego, najstarszego syna Feliksa Łubieńskiego.
W tym miejscu konieczne jest przypomnienie tej ostatniej postaci. Feliks to najsławniejszy z Łubieńskich: poseł na sejm czteroletni, potem zwolennik Konstytucji 3 maja. Po drugim rozbiorze jego majątek trafił do Prus – więc przyjmował u siebie króla pruskiego Fryderyka Wilhelma II, który wybrał się na objazd nowych zdobyczy terytorialnych. Jednocześnie Łubieński był członkiem sprzysiężenia, przygotowującego wybuch powstania kościuszkowskiego a potem uczestnikiem insurekcji. W roku 1798 przyjął od króla Prus, Fryderyka Wilhelma III, tytuł hrabiowski. Kilka lat potem był już po stronie Napoleona: w roku 1806 wszedł w skład Komisji Rządzącej Księstwa Warszawskiego jako dyrektor sprawiedliwości i wyznań. Przygotował wprowadzenie do Księstwa Kodeksu Napoleona. Od 1807 do 1813 roku był ministrem sprawiedliwości. W roku 1808 założył ze swoich funduszy Szkołę Prawa w Warszawie, która w 1811 przekształciła się w Szkołę Prawa i Administracji. Sprzeciwiał się uwłaszczeniu chłopów, był jednym z inicjatorów dekretu grudniowego (wprowadzony 21 grudnia 1807 roku przez władze Księstwa Warszawskiego nadawał wolność osobistą wszystkim mieszkańcom Księstwa. Wprowadzał zasady kapitalistycznej własności ziemi zamiast poprzedniej feudalnej, ale jednocześnie pozbawiał chłopów prawa do ziemi. Artykuł trzeci dekretu zezwalał dziedzicowi na usunięcie chłopa z ziemi wedle własnego uznania, z warunkiem półrocznego wymówienia gruntu. Na mocy dekretu grudniowego chłop mógł dowolnie przemieszczać się po terenie państwa, jednak był zobowiązany do pozostawienia swemu panu inwentarza żywego, budynków i narzędzi, a także zasiewów. Z drugiej strony dekret stawiając jako warunek korzystania z ziemi wykonywanie „dotychczasowych powinności” utrzymywał pańszczyznę).
Do tej właśnie rodziny weszła Paulina Potocka. Jej mąż Franciszek był już rozwiedziony z Anną Miłkowską (wnuczka Pauliny, Julia Górska (1838 – 1926) opisuje pierwszą żonę swojego dziadka jako osobę oryginalną i dziwaczną – czego dowodem było m.in. to że ubrana po męsku jeździła konno. Pewnie powodów do rozwodu było więcej, bo Franciszek rozwód dostał z łatwością). Po ślubie Franciszek i Paulina zamieszkali w Rudzieńcu, ale, jak pisze Julia Górska „w tej wojennej epoce (wojny napoleońskie – przyp. red.) ani ludzi do pracy, ani możliwości zbytu nie było. (…) nieraz gdyby nie kaczki dzikie, które zapadały na bagnach, nie mieliby obiadu. Wrócił więc mój dziad do wojska, za którym tęsknił, a babka z synem Sewerynem to w Krakowie, to za granicą mieszkała”. Po wojnach napoleońskich Franciszek zatrzymał się (wizyta przeciągnęła się do dwóch lat) u brata ciotecznego, księcia Michała Ogińskiego na Litwie, tam nagle zmarł. Wdowa oddała syna na pensję we Fryburgu, sama mieszkała głównie za granicą. Podobno była skromna, mądra i poważana. Głównie przesiadywała w Sabaudii i Tyrolu, jeździła na Śląsk do Schaffgotschów, do Potulickich z Babska, zdążyła pomieszkiwać też u wnuczki Marii (Górskiej), bywała też w Kolanie. Umarła w Krakowie w 1858 roku.
Jej syn Seweryn osiadł ostatecznie w Kolanie…

Seweryn, syn Pauliny, mąż Amelii
Maria Górska pisze o nim, że smutną miał młodość i że podobny był z usposobienia do ojca. Ożenił się w wieku 24 lat z Amelią z Jezierskich 28.01.1836 r. W tym czasie Rudzieniec był w dzierżawie (u Żyda Matysa – jak pisze Maria Górska), a młodzi Amelia i Seweryn zamieszkali w majątku Sobienie, który Amelia dostała w posagu.
Po kilku latach Amelia sprzedała Sobienie, suma wystarczyła jej na kupno Kolana (od pani Coloredo, ciotki Seweryna).
I tak około 1840 roku zaczyna się historia Łubieńskich w Kolanie (o którym ze Słownika Geograficznego Królestwa Polskiego i innych krajów słowiańskich wiadomo, że w 1827 liczyło 64 domów i 354 mieszkańców). Z kolei na mapie Kwatermistrzostwa Wojska Polskiego z 1839 r. zaznaczony jest folwark w Kolanie,  widoczne są zabudowania gospodarcze, cegielnia i owczarnia.

Dwór
„Nic w Kolanie nie było, jak kupili go moi rodzice, ani domu, ani ogrodu, ani inwentarza, o wszystkim trzeba było myśleć, wszystko stworzyć” (Maria z Łubieńskich Górska, Gdybym mniej kochała, Dziennik lat 1888 – 1896, wyd. Twój Styl, Warszawa 1996). I dalej: „Mój dziad Jezierski przyjechawszy pierwszy raz do Kolana i zobaczywszy nasz dom pod strzechą, rozpłakał się nad losem córki. Nie było tam jednak biedy – ziemia dobra, lasy dębowe stare, łąki żyzne. Zabrali się więc moi rodzice do pracy i w kilka lat (około 1845 roku – przyp. mój) stanął dom, folwark i kontur ogrodu.” . Dom to piętrowy dwór w stylu romantycznym. Park składał się głównie z drzew gatunków krajowych, choć było też kilka egzemplarzy obcych, np. drzewa morwy, które rosły na obrzeżach jeszcze w latach 70. Ubiegłego wieku. Z innych cennych egzemplarzy które przetrwały dwie wojny uwagę przykuwała okazała limba, znajdująca się w latach 60. ub. wieku w ogródku przedszkolnym, a potem na terenie kościelnym. Park zajmował teren od skrzyżowania dróg do Jabłonia i Gęsi przez teren dzisiejszego kościoła i organistówki, znajdował się tam także staw. Od skrzyżowania dróg do Jabłonia i Gęsi biegła przez park droga prowadząca na podjazd przed dworem. Na południowy wschód od parku znajdował się sad, a pomiędzy sadem i parkiem dwie oficyny i stajnia. Po przeciwnej stronie drogi do wsi – czworaki. Zabudowania gospodarcze ulokowano za dworem i parkiem, patrząc od strony drogi, a znajdowały się tam ustawione w czworobok dwie obory, stajnia, spichrz i warsztat stelmacha. Pośrodku podwórza gospodarczego stała studnia. Tak ukształtowane założenie, zajmujące obszar o powierzchni około 17 ha, przetrwało do pierwszej wojny światowej.

Dwór stoi do dziś. Od kilku lat opuszczony. Znowu. Kiedy w latach dwudziestych majątek Kolano zostanie rozparcelowany wieś odkupuje dwór z przeznaczeniem na szkołę. Pełnił tę funkcję do początku lat 70, ale bez generalnych remontów jego użytkowanie coraz bardziej zagrażało bezpieczeństwu, dlatego stopniowo poszczególne pomieszczenia były wyłączane. Na przełomie lat 60. i 70. dzieci wyprowadziły się ostatecznie do nowego budynku (powstał naprzeciwko, po drugiej stronie drogi, w miejscu sadu i oficyn). Przez wiele następnych lat stał opuszczony, niszczał. Po roku 1989 został przez gminę wyremontowany i ulokowano w nim dom opieki społecznej. Od kilku lat znowu jest „do wzięcia”, stoi pusty.

Maria Górska opisuje styl życia rodziny w Kolanie w latach 40. i 50. XIX wieku: „Życie nasze było nadzwyczaj skromne: trzy potrawy na obiad, siedzieliśmy przy łojówkach, tylko w stołowym pokoju wisiała lampa. Moja matka miała dwie jedwabne suknie. Ze zbytkownych zaprzęgów była tylko czwórka karych kucyków, ale służby było dużo: doskonały kamerdyner, dwóch lokajów, trzy panny służące do szycia i robienia sukien, bony, gospodyni, dla nas nauczycielka Polka, Angielka lub Francuzka, a bracia mieli też po dwóch guwernerów, metra rysunku, tańca. W zimie po 15, 18 osób siadało co dzień do stołu, przy tym był stały kapelan przy domowej kaplicy i miejscowy doktor Domaszewski.

Doktor w Kolanie
O Domaszewskim, uczniu Uniwersytetu Wileńskiego i Śniadeckich Maria Górska pisze, że był dobry zwłaszcza w leczeniu wścieklizny, cholery i czarnej krosty (ospy). Jego metody to np. odwar z tzw. trędownika (skrofularia nodosa). Dzisiaj wiadomo, że jego liście zawierają flawony o działaniu przeciwobrzękowym. Stosowany jest także w niewydolności krążenia żylnego, działa przeciwbólowo i przeciwzapalnie. Kuracja dra Domaszewskiego to 5 – 6 szklanek odwaru przez 14 dni. Podobno napój ten wprawiał pacjentów w taką senność, że przesypiali okres kuracji. Cholerę z kolei leczył tarciem – szczotkami, tak że chorym skórę zdzierał. A czarną ospę rozdrapywał i okładał chlebem rozdrobnionym z wodą gulardową. To roztwór wodny octanu ołowiu, który ma silne działanie ściągające i skurczowe. Na początku XX wieku okazało się, że woda gulardowa jest toksyczna i rakotwórcza. W połowie XIX wieku jednak doktor Domaszewski stosował ją i jak pisze Maria Górska „nie zdarzyło się, żeby kto przez niego leczony z tych chorób umarł”. Domaszewski był około 10 lat w Kolanie. Po śmierci Seweryna, kiedy trzeba było „zacisnąć pasa” i dworu nie było już stać na utrzymanie doktora, wyjechał do Siedlec. Tam zmarł po pożarze miasta (pożary Siedlec miały miejsce w roku 1854 i w roku 1865, ten pierwszy był groźniejszy, ale to raczej po tym drugim zmarł lekarz, bo w 1854 był jeszcze w Kolanie – przyp. mój). Maria Górska nie znała uposażenia doktora, ale pisze, że leczył chłopów za darmo i „nasze lekarstwa im dawał”. Miał za drogą, naprzeciw dworu (to pewnie tam, gdzie dziś szkoła, plebania albo remiza) dom, obórkę, stajnię, utrzymanie na parę koni, furmana. Zarabiał też nieźle w okolicy, bo wtedy (w połowie XIX w) i własność i zamożność były większe”. Ten dom doktora to prawdopodobnie budynek, który przetrwał do końca lat 60. XX wieku i służył jako organistówka. Jeszcze w 1967 a może i 1968 roku odbywały się tam też lekcje religii.

Cywilizowanie chłopów i inne zajęcia
Kiedy Łubieńscy zamieszkali w Kolanie zajęli się także „cywilizowaniem” chłopów. Zaczęli od zamiany chat kurnych i z maleńkimi okienkami na takie z kominami i widne. Seweryn sam dozorował przebudowy, z dworskiej cegły robiono kominy, dworski cieśla wyrzynał okna. Chłopów nikt o zdanie nie pytał. Ale że, jak pisze Maria Górska, „były to czasy pańszczyźniane i władza pana nad chłopem prawie nieograniczona, pomimo ich oporu i łez robiono swoje”.
Po kominach i oknach zabrali się za rozwój duchowy chłopskich dzieci i założyli dwie ochronki: w Kolanie i Gęsi. Nauczyciele byli świeccy, uczyli czytania i pisania, rachunków, podobno nawet historii i geografii. Katechizmu uczyła sama hrabina Amelia. Do tej samej ochronki chodziły też dzieci Łubieńskich.
Co ważne: miejscowi chłopi byli unitami, ziemianie rzymskimi katolikami (łacinnikami, jak wtedy mówiono). Jedni i drudzy podlegali władzy papieskiej. Dopiero za kilka lat, po powstaniu styczniowym 1863 roku carska władza postanowi zrusyfikować podlaskich chłopów i przymusowo zacznie ich „wcielać” do cerkwi prawosławnej.
Co do religijnego wychowania chłopów w Kolanie: przy pałacu była kaplica, we dworze kapelan, w niedziele na nabożeństwa przychodziła cała wieś. „Unici chłopi spowiadali się u naszych kapelanów a szli komunikować do cerkwi (unickiej w Gęsi, Jabłoniu, Parczewie albo Radczu – przyp. mój). My też nieraz chodziliśmy się spowiadać do ruskich proboszczów, a oni dawali nam łacińską komunię. Wieleż to razy nasi kapelani odprawiali msze w cerkwiach, a unici przyjeżdżali z mszą do kaplicy w Kolanie i odprawiali ją w naszych miejscowych ornatach. A na odpustach w kaplicy kazania miewał kapucyn z Lublina a sumę unita, żeby lud widział, że łacinnicy kochają Unię i że ją uważają za swoją” (za Marią Górską).
Uwaga: ta kaplica tu opisywana nie jest tą, z której potem w latach 30 rozbudowano kościół. Ta pierwsza kaplica znajdowała się na terenie pałacu. Jak pisze Maria Górska: „ta kapliczka była jakby szafą między stołowym pokojem a salonem, z wejściem od dworu”.

Wyjazdy rodziny z Kolana? Do dziadków Jezierskich do Garbowa albo do Warszawy. Tam zatrzymywali się u ciotki Amelii – Antoniowej Potockiej (siostry babki Jezierskiej)
Z Warszawy raz w roku Łubieńscy sprowadzali sprawunki i zapasy (tymi furmankami, które odwoziły wełnę na jarmark). Rodzynki, migdały, kawa, cukier – wylicza Maria Górska. Pisze też o pomarańczach, które były za drogie i tylko kopę (60 sztuk) podawała babka z zastrzeżeniem: dla Amelii (pewnie dlatego, że ona regularnie zachodziła w ciążę – w ciągu 19 lat małżeństwa urodziła dziewięcioro dzieci).

Koniec idylli
W roku 1853 Seweryn Łubieński odbiera z dzierżawy Rudzieniec, mocno zaniedbany. Inne dobra Łubieńskich też są zadłużone. „W domu brakowało pieniędzy, mówiło się o długach” – pisze Maria Górska. Wtedy też Amelia, za radą teściowej, przeprowadza rozdzielność majątkową z mężem. Stosunki między małżonkami oziębiają się, Seweryn wyjeżdża do ciotki Strzyżewskiej do Włoch. Wkrótce za nim jedzie i Amelia (ponaglana listami że mąż choruje), ale wcześniej „rozdziela po rodzinie” dzieci, zwalnia część służby.
Bracia Zdzisław, Witold i Kazimierz trafiają do szkół w Warszawie, Mieczysław zostaje w Kolanie pod opieką doktora Domaszewskiego, Bogunię zabiera krewna – Karolowa Jezierska, dwoje najmłodszych – Jadwiga i Janek babka Jezierska w Garbowie . Najstarsze córki – Wanda i Maria jadą z matką. Na początek do Galicji: zwiedzają Kraków, potem pociągiem do Wiednia, stamtąd dyliżansem do Triestu, a dalej morzem do Wenecji. Tam miał czekać na nie ojciec. Dotarł dopiero po paru dniach, i jak się okazało – bardzo już chory. Zmarł 20 lutego 1855 roku. Ciało zabalsamowano i sprowadzono do Polski.
Seweryn zostawił wdowę z dziewięciorgiem nieletnich dzieci i długami. Aby nie stracić zadłużonego majątku, Amelia poczyniła ostre oszczędności, zaciągnęła także pożyczkę u bankiera Leopolda Kronenberga (30 tysięcy rubli na 5 lub 6 procent). Po kilku latach dług oddała i wyszła na prostą. Zresztą, pomógł jej w tym trochę los, bo wkrótce po śmierci Seweryna zmarł pułkownik Strzyżewski (mąż właścicielki Jabłonia) i Amelia przejęła zarząd nad dobrze utrzymanym i dochodowym Jabłoniem. Rok później zmarła i ciotka Strzyżewska, zapisując Łubieńskim majatek. Amelia Łubieńska miała wtedy razem około tysiąc włók ziemi (1 włóka to 16,8 ha). Zarządzała osobiście.
Nie miała już czasu na zajmowanie się ochronkami, ale w 1858 roku sprowadziła siostry Felicjanki, które przejęły to zadanie. W 1860 w pałacowym ogrodzie wybudowała kaplicę, która potem, po latach, już w wolnej Polsce, stała się częścią kościoła parafialnego.
Córki dorastały – w 1857 roku za mąż wyszła Maria (za Jana Górskiego, ziemianina, a wkrótce potem Wanda (za Michała Weyssenhoffa, pochodzącego z Inflantów, spolszczonego szlachcica). Z tego związku urodził się Józef Weyssenhoff, pisarz, apologeta ziemiaństwa.  Synowie Zdzisław, Kazimierz i Witold uczyli się we Francji, ale ze Zdzisławem już wtedy były kłopoty – pił i grał w karty. Miał też za sobą próbę samobójczą z powodu długów karcianych.

Powstanie styczniowe
Kiedy wybuchło powstanie styczniowe (1863) bracia Zdzisław i Witold poszli walczyć. 18-letni wtedy Zdzisław walczył pod różnymi dowódcami, był ranny, pełnił rolę kuriera, wreszcie – pojmany przez Rosjan, trafił na zamek lubelski. Po kilkumiesięcznym więzieniu został zesłany na Syberię. Jak długo był na zesłaniu? Nie ustaliłam, kolejne o nim informacje pochodzą z roku 1871 (wtedy się żeni).
Dwadzieścia parę lat potem jego siostra Maria w swoich pamiętnikach napisze, że paradoksalnie – te lata powstania i zesłania były najlepsze dla Zdzisława, dla jego awanturniczo-rycerskiej natury. Bo w życiu codziennym i zwyczajnym nie potrafił się odnaleźć.
Po powstaniu styczniowym znów zaczęły się kłopoty finansowe rodziny. Amelia, podobnie jak inni ziemianie w Królestwie Kongresowym nie potrafiła udźwignąć zobowiązań wynikłych z ukazu carskiego o uwłaszczeniu chłopów. Najpierw trzeba było chłopom rozdać 600 włók ziemi, potem zainwestować w inwentarz i maszyny rolnicze, których do tej pory dwór nie miał (załatwiali to chłopi pańszczyzną – ich zobowiązania były obliczone na 16 tysięcy dni sprzężajnych i 60 tysięcy dni pieszych). Strata na rzecz chłopów ziemi, inwestycje w maszyny, konieczność wynajmu robotników i kosztowne życie synów nadwerężyły mocno kondycję majątku.
W tym czasie Witold ożenił się i przejął Jabłoń (częściowo jako swój „dział”, resztę spłacił matce z posagu żony). Rudzieniec został sprzedany ciotce Cabogowej z Milanowa.
W 1871 roku i Zdzisław się ożenił: z Jadwigą Hausner, córką posła galicyjskiego do Rady Państwa w Wiedniu. Jadwiga była rzeźbiarką.

Zdzisław Łubieński, dziedzic Kolana
Zdzisław i Jadwiga zamieszkali w Kolanie, ale już rok później Zdzisław w ramach represji za udział w powstaniu dostał nakaz opuszczenia majątku – zatrzymał się wtedy we Lwowie (chwilowo zarządzał teatrem).
Po trzech latach małżeństwa Zdzisławowi i Jadwidze urodziła się córka Julietta. „Potem się rozeszli, potem znów pogodzili i rozeszli na dobre” – pisze w pamiętnikach Maria Górska. To rozejście na dobre miało miejsce około 1876 roku.
Około roku 1871 kończy się też pobyt w Kolanie Amelii. Zostawiła Kolano Zdzisławowi, sama przeniosła się do Jabłonia, zarządzać majątkiem Witolda, który za namową teścia i żony kupił drugi majątek Zimnawoda w Księstwie Poznańskim i tam się przeniósł z rodziną.
Po kilku latach znów zmiana: ożenił się Kazimierz. Teraz to on przeniósł się do Jabłonia, a Amelia – „na emeryturę” do Witolda do Zimnowody. Potem jeszcze kilka razy się przeprowadzała – tak jak rodzina Witolda, w końcu osiedli wszyscy w Zassowie w Galicji (obecnie Zasów, woj. podkarpackie, powiat dębicki).

„Zdzisław zaś po awanturniczym życiu i rozstaniu się zupełnym z żoną dojadał resztek swego majątku w Kolanie. Że jednak zalegał w ratach pożyczki i podatkach, Kolano wystawione zostało na sprzedaż. Kupiła go żona i tym sposobem uratowała dla dziecka. Zdzisław w Warszawie zamieszkał, ale nie umiał tam żyć.” – pisze Maria Górska. Pomogła rodzina – załatwiła mu zarządzanie gospodarstwem w Obodówce na Podolu. Na początku szło nieźle – przyjechała tam nawet matka Amelia i jego córka Julietta (z pamiętników Marii Górskiej wynika że w tym czasie Julietta wychowywała się u wuja i babki w Zassowie). Zdaje się jednak, że Zdzisłąw wdał się w romans z córką albo żoną właściciela Obidówki Feliksa Sobańskiego. Został z majątku usunięty – najpierw do folwarku Połanka, a potem w ogóle.
Następnym pomysłem Zdzisława na życie był klasztor: wstąpił do ojców zmartwychwstańców w Rzymie. Wytrzymał rok „a życie jego stało się gorsze niż wprzódy. Tylko matka nie opuściła go do ostatniej chwili swego życia”. Zmarła w styczniu 1885 roku w Zassowie (obecnie Zasów).
W książeczce do nabożeństwa mojego pradziadka był obrazek: fotografia Amelii Łubieńskiej. Zaginął gdzieś, tak jak i inne rodzinne pamiątki. Teraz lektura pamiętników Marii Górskiej potwierdziła mi, skąd mógł się wziąć. Amelia była bardzo poważana wśród chłopów w Kolanie. Jej syn Witold, wtedy kiedy już z nim mieszkała w Zassowie, wpadł na pomysł, żeby przygotować kilka (a może kilkanaście) reprodukcji fotografii matki i przekazać na pamiątkę do Kolana. Jedna z nich trafiła do naszej rodziny…

A w pamiętnikach księdza Jana Urbana, jezuity z Galicji, który w roku 1902 i 1903 jeździł po kryjomu z misją ewangelizacyjną na Podlasie i nocami w stodołach chrzcił, udzielał ślubów i odprawiał msze znalazłam opis, jak to zatrzymał się pewnego razu u Stefana Lewczuka w Gęsi i ten opowiadał mu „o prześladowaniach i cierpieniach przebytych, ze czcią wspominał rodzinę hr. Łubieńskich, którzy w tych stronach majątki posiadali i Unię świętą ratowali”. Pokazał także księdzu Urbanowi fotografię hrabiny Łubieńskiej „przechowywaną w książce do nabożeństwa jakoby relikwię jaką”. (Ks. Jan Urban, TJ, Wśród Unitów na Podlasiu. Pamiętniki wycieczek misyjnych, Kraków 1925, Wydawnictwo księży Jezuitów).

„14 maja 1996
Umarł nagle w Algierze mój brat Zdzisław, a choć od lat tylu wyszedł z kraju, a tym samym z naszego życia, śmierć ta boleśnie mnie dotknęła. Najdroższe dziecko mojej matki, syn łez tylu, żeby tak marnie, tak smutnie skończył, to okropne dla nas wszystkich. Od lat kilku sam jak ten rozbitek, którym rzucało życie, mieszkał w Afryce. Zrazu miał jakieś drobne zajęcie przy konsulacie austriackim, z czasem, dla choroby oczu i to stracił. Pragnął nade wszystko do kraju wrócić, ale nikt mu nie ufał, nikt nie zapomniał dawnego burzliwego życia. Nareszcie córka decyduje się wziąć go do Księstwa Poznańskiego, gdzie mieszka, a Pan Bóg właśnie wybiera tę chwilę, żeby go powołać do siebie. Może ten ból największy opuszczenia w śmierci wyjedna biedakowi miłosierdzie wieczne, może wstawią się za nim dusze wybrane unitów podlaskich, bo tym przez lat wiele pomagał, czym mógł, bronił od prześladowania, przechowywał ich bydło i zboże przeznaczone przez rząd na sprzedaż dla zaspokojenia kar i kontrybucji. Po wyjściu już z Kolana przyjeżdżał Zdzisław parę razy na Podlasie, przywoził unickim dzieciom metryki krakowskie i akty ślubne. Pamięć jego się dotąd u nich zachowuje, błogosławią go i kochają ci biedacy, opuszczeni i niekochani przez nikogo na ziemi.”
Ta informacja o chwalebnej karcie w życiu Zdzisława o pomocy unitom wymaga wyjaśnienia. Maria Górska ma na myśli okres drugiej połowy lat 70. Kiedy Zdzisław mieszkał w Kolanie sam, już po rozwodzie i „dojadał resztek swego majątku”. Podobno wtedy bardzo angażował się w pomoc chlopom, siłą przymuszanym do zmiany wiary z unickiej na prawosławną. Przechowywał im w dworskich stajniach bydło, by Rosjanie go nie rekwirowali, dawał zboże, pozwalające przetrwać.

Łubieńscy opuszczają Jabłoń, potem Kolano
W latach 80. Kazimierz Łubieński zmuszony został do sprzedaży Jabłonia i wyjazdu z Królestwa. Zaczęło się od konfliktu z przedstawicielem cerkwi prawosławnej – w tym czasie (lata 80. to najintensywniejszy okres rusyfikacji) w podobnym sporze Polak był na pozycji przegranej. Dostał nakaz opuszczenia Jabłonia. Po kilku miesiącach, które spędził z rodziną w Warszawie i bezskutecznych próbach uzyskania zgody na powrót – sprzedał Jabłoń Augustowi Zamojskiemu, właścicielowi Różanki, a sam kupił Krakowiec w Galicji(obecnie Ukraina, niedaleko przejścia w Korczowej) i stał się obywatelem austriackim.
W Kolanie tymczasem jeszcze przez kilkanaście lat gospodarowała Jadwiga Łubieńska, była żona Zdzisława. O tych latach najlepiej opowiada jej pamiętnik, który wydała pod pseudonimem Ottonówna w Krakowie w roku 1908 „ Podlaskie „Hospody Pomyłuj” 1872-1905 – Kronika 33 lat prześladowania unitów przez naocznego świadka”.

Jadwiga nie mieszkała w Kolanie na stałe – bywała tu tylko. Jej pasją było rzeźbiarstwo. Studiowała rzeźbę we Włoszech, potem latami całymi mieszkała we Florencji. Tworzyła na ogół w marmurze, głównie rzeźby portretowe i religijne. Jest autorką pracy pt. Teresina (1879), którą ofiarowała Towarzystwu Zachęty. Swoje rzeźby wystawiała także we Lwowie, Wiedniu, Turynie i Florencji. Zajmowała się także pisarstwem. Pamiętnik Podlaskie „Hospody Pomyłuj” to tylko jedna z kilku jej prac.
Jej czasy kolańskie przypadają na okres największej rusyfikacji. Z pamiętników wynika, że mimo zakazów próbowała kontynuować dzieło edukacyjne swojej teściowej. Np. z roku 1886 pochodzi taki wpis: „W pałacu urządziłam szkołę. Ja uczę zdolniejszych i najbardziej obiecujących. A w niedziele i święta, gdy wracam z dalekiego kościoła zastaję ich już wszystkich wyczekujących wzdłuż długiej, wężem ciągnacej się wsi, wzdłuż gościńca. Po obiedzie starszyzna schodzi się u mnie. Ja czytam głośno, tłumaczę, rozmawiam, Moja córka podejmuje małe dzieci, guwernantka średniaki. Uczą się pilnie, szybko, z wytężona uwagą. Ja mam 12 uczniów i 40 słuchaczy świątecznych. Moja córka ma 18 malutkich wychowanków, guwernantka 15. Oprócz tego mamy dziewczęta dorastające.” Potem pisze o tym, że wieczorami zbierają się dziewczęta gospodarskie na wspólne czytanie one przędą, jedna głośno czyta).
Z roku 1887 z kolei pochodzi opis, jak to pewnego poranku czerwcowego strażnik, przejeżdżając przez wieś zobaczył gromadkę dzieci podążającą w kierunku dworu. Wydało mu się to podejrzane i dlatego postanowił za jakiś czas zrobić nalot we dworze. Wpadł akurat wtedy, kiedy trwały lekcje. Szczęśliwie guwernantka zdążyła wypuścić dzieci bocznym wejściem, a córka usunąć „ślady przestępstwa” podczas gdy Jadwiga zatrzymywała nieproszonych gości.
Takich opisów i sytuacji w pamiętnikach Jadwigi Łubieńskiej jest więcej. Dowiadujemy się też przede wszystkim o prześladowaniach religijnych unitów, siłą zmuszanych do przejścia na prawosławie.

A co się tyczy pałacowej kaplicy, znalazłam taki opis z roku 1877. 12 listopada Jadwiga Łubieńska pisze: „Kaplica nasza łacińskiego obrządku, piękna, prywatna, w pałacowym ogrodzie pozbawiona kapelana od 1871 roku, zamknięta zupełnie w roku 1872, aby Broń Boże przy nas służba unicka się nie modliła, wystawiona jest na wielkie niebezpieczeństwo. Cerkwi nie ma we wsi naszej. Straszą wciąż iż zechcą zabrać naszą kaplicę na cerkiew. (…) Odesłałam kamień mszalny z relikwiami świętych do Radzynia, statuy św. Józefa i św. Józefata do Warszawy. Resztę sprzętów kościelnych zabrałam do pałacu. Łańcuch odczepiłam od dzwonnicy.

Pleśnią porastają mury. Jaskółki co wiosna zlatują się, tłuką szyby, obrały sobie w niej mieszkanie. Za niemi poszły gołębie i sowy. A tu reperować nie wolno. Nocą więc założyć każę kraty i druciane siatki, zastąpić drewnianą zmurszałą posadzkę  brukiem ceglanym, dreny wpuścić dokoła, zieleninę zeskrobać, ściany farbą olejną pociągnąć. A gdyby niebezpieczeństwo wzrosło, każę tam złożyć narzędzia gospodarcze, niby skład potrzebny, nie mogący być oddany na cerkiew.”

W końcu i ona zdecydowała się na sprzedaż majątku w Kolanie. Powodem, jak pisała było to, że jej córka, która w roku 1890 wyszła za mąż za poddanego pruskiego z Księstwa Poznańskiego – Ignacego Morawskiego z Oporowa (ojca Zdzisława na ślubie nie było, jak pisze Maria Górska) i tak nie osiedliłaby się w Kolanie.
Stało się to w roku 1900. Nabywcą był Leon Lipczyński. Jadwiga Łubieńska pisze o tej transakcji, że nastapiła „po dwuletniej męczarni, ze stratą”, ale sprzedaje „Polakowi, katolikowi, godnemu obywatelowi, znakomitemu agronomowi, dobremu ojcu rodziny i dzielnemu człowiekowi”. Sama przeniosła się do Księstwa Poznańskiego.

Majątek na sprzedaż
W czerwcu roku 1911 w magazynie „Wieś ilustrowana” ukazuje się obszerny atrykuł na temat Kolana. Dziś powiedzielibyśmy o nim: artykuł sponsorowany, bo z jego treści wynika jasno, że majątek można kupić…
Na zdjęciach pałac, zabudowania folwarczne, park pałacowy ze stawem, kaplica. Czytamy m.in., że: kaplica, zamknięta przez władze carskie po powstaniu styczniowym znów jest od sześciu lat otwarta (w 1905 r wyszedł tzw. ukaz o tolerancji religijnej, który zakończył prześladowania religijne na Podlasiu. Kolańscy chłopi wtedy masowo zadeklarowali wyznanie rzymsko-katolickie – przyp. mój). Autor pisze, że majątek po nabyciu go z rak Jadwigi Łubieńskiej był zapuszczony i niedochodowy, ale że nowy właściciel powiększył dwukrotnie hodowlę, „ulepszył sztucznymi nawozami glebę i wystawił gorzelnię parową, zaś budowle z drzewa, będące w ruinie rozebrał i pobudował nowe, (…) tak że większość jest z mieszaniny piasku z wapnem. Budowle te w niczym nie różnią się od budowli z cegły i są tańsze o 50 proc.”
Obszar duży, 90 włók (przypominam że 50 lat wcześniej Amelia Łubieńska miała tysiąc włók), w tym łąk dwukośnych 600 morgów i 100 morgów pięknych zagajników. Ziemia orna z natury bogata i w kulturze wielkiej. Kończono właśnie sadzenie ziemniaków, których na potrzeby miejscowej gorzelni sadzi się około 180 morgów. „Zdziwił mnie wyborny wygląd sprzężaju i doskonały stan najnowszych narzędzi rolniczych” – pisze autor tekstu i dodaje, że majątek jest na sprzedaż. Właściciel jako powód podaje: „Mamy drugi majątek w Lubelskiem. Zbytnia odległość utrudnia dozór. Ale w wyborze nabywcy muszę być ostrożnym, Nie chciałbym, aby ten szmat ziemi dostał się w ręce niepożądane, albo osób takich, które kupiły Kolano na parcelację”. Cena? I o tym też jest w tekście: 6 tysięcy rubli za włókę, ale z możliwością negocjacji.
Majątek jednak nie został wtedy sprzedany. Wkrótce wybucha Wielka Wojna, jej czas właściciele spędzają za granicą.

W roku 1919 Lipczyński przekazuje kaplicę razem z niewielkim terenem na potrzeby tworzonej właśnie parafii katolickiej. Oprócz części ogrodu i kaplicy parafia dostaje ziemię na samodzielne gospodarstwo rolne, plac pod plebanię oraz nieużytki w pobliżu dawnej cegielni, gdzie zlokalizowano cmentarz parafialny.
W 1923 r. Leon Lipczyński sprzedaje Kolano synowi Władysławowi (za 124 milionów marek). Od roku 1925 Władysław Lipczyński prowadzi parcelację majątku… Spod parcelacji wyłączono jedynie teren siedliska, które przeznaczono na szkołę. W latach 1930-1933 na bazie kaplicy zbudowano kościół.

Kolano, mieszkańcy przed pałacem. Rok 1928. Wieś już przejęła go na potrzeby szkoły, jest już parafia, ale nie zaczęła się jeszcze budowa kościoła. Powstał obok pałacu w latach 1930 – 1933 na bazie dworskiej kaplicy z roku 1860

Uzupełnienie: Dzieci Amelii i Seweryna Łubieńskich
Lubieńscy doczekali się dziewięciorga dzieci, których losy potoczyły się bardzo różnie: hulaka Zdzisław (ur.1845) zmarł w 1896 roku w zapomnieniu gdzieś w Algierze (jego  losy ponieważ to on miał być dziedzicem Kolana, opisałam powyżej) . Kazimierz (ur. 1843) i Witold (ur. 1841) gospodarowali, najpierw kolejno w Jabłoniu, a potem innych majątkach w Księstwie Poznańskim i Galicji (ostatecznie Zassowie i Krakowcu) , najstarsza Maria (po mężu Górska) ur. 1838 była związana z Wolą koło Skierniewic i pod koniec wieku zaczęła pisać pamiętniki (które tu cytuję). Wanda (ur. 1839) to matka Józefa Weissenhoffa, znanego pisarza pierwszej połowy XX wieku, Bogunia (Teofila) ur. w 1851 r wyszła za mąż za Jana Stadnickiego, najmłodsza Jadwiga (ur. 1853) została urszulanką – przez wiele lat przebywała we Freiwaldau (Jesionikach) na Śląsku. Losy dwóch najmłodszych braci opiszę szerzej, bo świetnie dokumentują deklasację polskiego ziemiaństwa, szczególnie w zaborze rosyjskim, po powstaniu styczniowym. Tak pisze o nich siostra Maria Górska:
Najmłodszy Janek (ur. 1854) naturę miał jak Zdzisław awanturniczą. Raz zniknął w Poznaniu ze szkół bez wieści, odnalazł się po paru miesiącach we Francji, zrobił sobie wycieczkę studencką „z mantelsaczkiem jak niemieccy studenci obchodził Europę”. Po powrocie uparł się jechać w świat do Ameryki lub Australii i nic go od tego nie odwiodło. Maria Górska pisze, że matka sama odwiozła go do portu do Hamburga. Wyjechał do Australii, tam osiedlił, założył rodzinę, imał się różnych zajęć (m.in. rzemieślnik, doktor homeopata, właściciel fabryki papierosów).
Mieczysław (ur. 1849) za swoją część majątku rodzinnego założył spółkową garbarnię we Wronkach (Łubieńscy uważali to za deklasację, „hrabia garbarz”), interes nie wyszedł, Mieczysław wyniósł się do Warszawy i tam na Gęsiej fabrykę budować zaczął, trzeba było na to pieniędzy których już nie miał – matka ratowała go, pożyczała, ujmowała sobie. Potem ożenił się, osiadł na niewielkim majątku, gospodarował.

Ten pokaz slajdów wymaga włączonego JavaScript.

Na zdjęciu grupowym na górze strony stoją od lewej: Józef Drabko, Jan Burzec, Jan Drabko, Stanisław Hurko, organista Jan Gałecki, Marcin Zieńczuk, Władysław Marciniuk, Józef Czornak, Stanisław Abramczuk, Jan Ładuniuk (z synem Stanisławem), siedzą od lewej: Teodor Hładuniuk, Michał Sweklej, budowniczy kościoła – nazwiska nie ustaliłam, ks. Tadeusz Wądołowski, Seweryna Kliszczewska, Paweł Sak, Kazimierz Abramczuk

Komentarze (2):

  1. Ann Kutek

    Dzień dobry, z racji że jestem potomkiem gen. Piotra łubienskiego, podaje te uzupełnienia o Zdzisławie, który był blisko z moim pradziadem, Teodorem Szymanowskim (1846-1901). Kiedy zaczał tułaczke po Europie, ZL zwiazal sie z Francuzką, Sophie Flandin z którą miał 3 dzieci. Pierwszy syn, Stanisław zmarłl jako niemowlę, potem była córka Sophie (ur.1899) i następny syn, którego też nazwali Stanisławem (ur.1890). Ich potomstwo żyje we Francji. Dlaczego znalazł sie w Algierze? Dlatego że bracia Jelowiccy mieli tam dom. A ze Aleksander Jelowicki (stryj mojej prababki Julii K-Szymanowskiej z Jelowickich) wstąpił do oo.Zmartwychstańców i po jego śmierci w 1870, ojcowie polożyli łapę na ten dom. Były na ten temat awantury, ale to inna sprawa. Z. tam trafił bo był spokrewniony z Sobańskimi – matką Feliksa Sob. z Obudowki, była Rozalia Łubienska, córka Feliksa W. L. i siostra gen. Piotra.
    Pozdrawiam, AK

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Time limit is exhausted. Please reload the CAPTCHA.

*