Ten pokaz slajdów wymaga włączonego JavaScript.

Urgencz – ta nazwa prawdopodobnie niewiele mówi przeciętnemu czytelnikowi. Ale może podpowiem: po pierwsze w mieście Urgencz w Uzbekistanie główna ulica nosi nazwisko Anny German (bo piosenkarka tam właśnie, w dolinie rzeki Amu-daria na pograniczu Uzbekistanu i Turkmenistanu, w latach 30. ubiegłego wieku się urodziła). Po drugie, to od Urgencz powstało słowo organza, oznaczające bardzo cienką jedwabną, bawełnianą albo poliestrową tkaninę używaną np. na welony ślubne, szale, firany itp. (nie wiem, czy to w związku z biegnącym tędy jedwabnym szlakiem, czy z istniejącymi tu od dawna fabrykami włókienniczymi)


A tak w ogóle są dwa miasta „Urgencz” – Urgencz w Uzbekistanie i Konia Urgencz w Turkmenistanie (do tej pory używałam polskiej fonetycznej pisowni, ale te nazwy można też spotkać pisane jako Urgench i Köneürgenç Kunia-Urgencz, Kunya Urgench, Konya-Urgench, a kiedyś nazywane też Gurgancz).

Konia Urgencz ma około 30 tys. mieszkańców, Urgencz ponad 4 razy wiecej
Choć dziś Urgencz i Konia Urgencz rozdziela granica, to ich historia jest wspólna, albo dokładniej – bez Konia Urgencz nie powstałoby Urgencz. Ale po kolei:
Konia Urgencz (Gurgancz) była kiedyś największym miastem Azji Środkowej, ważnym przystankiem jedwabnego szlaku, stolicą państwa Chorezm (Khoresm) – krainy nad Amu-darią, rozciagajacą się przez obszar dzisiejszego Uzbekistanu, Turkmenistanu i Iranu. I pozostałości po świetności tego miejsca są, wpisano je nawet na listę światowego dziedzictwa UNESCO, ale po tym, jak przejechałam Uzbekistan, i jak zobaczyłam Samarkandę, Bucharę i Chiwę, to co zobaczyłam w Konia Urgencz mnie nie powaliło. Może też dlatego, że zabytki, niewątpliwie bardzo cenne, porozrzucane są na dosyć rozległym terenie, na zaniedbanym ogromnym cmentarzysku, co sprawia że i one same sprawiają wrażenie zaniedbanych i opuszczonych…
Jeszcze kilka godzin wcześniej chodziłam po gwarnej, pełnej turystów, straganów i restauracji Chiwie, teraz stoję na pustkowiu, żar leje się z nieba (jest ponad 40 stopni), i widzę jedynie samotny minaret, obok niewielkie mauzoleum, kilkadziesiąt metrów dalej kolejne, i kolejne…
Czemu pozostało tak niewiele?

Chyngis-Chan
Pierwszy był Czyngis-Chan (Temudżin). Zanim najechał i spustoszył Europę, zjednoczył i podporządkował sobie plemiona mongolskie i ujgurskie, podbił ziemie chińskie i zaczął patrzeć na Chorezm. Co ciekawe – zaproponował władcy Chorezmu umowę handlową: wysłał do panującego chorezmszacha sułtana Ala ad-Din Muhammada II karawanę z darami. Niestety – karawana nie dotarła do sułtana – już na terenie Chorezmu została napadnięta, obrabowana, a posłowie pomordowani. Czyngis Chan wysłał kolejną delegację z prośbą o ukaranie winnych. Kiedy i ci posłowie zostali zabici – w roku 1220 wybuchła wojna, którą się określa jako jedną z najkrwawszych w dziejach. Mongołowie Czyngis Chana zdobywali i metodycznie zrównywali z ziemią miasto za miastem: plądrowali je, a mieszkańców mordowali. Niszczyli też systemy nawadniające. Chorezm upadł, a Gurgencz (Urgencz )został złupiony i spalony po raz pierwszy. Miasto podniosło się jakoś, odbudowało, ale sto pięćdziesiąt lat później w Azji pojawił się kolejny władca który ogniem i mieczem torował sobie drogę, jeszcze okrutniejszy od Czyngis-Chana – Timur, znany też jako Tamerlan (1370-1405), zdobywca większości Azji Środkowej, Iranu, Iraku i Zakaukazia. I jego armia splądrowała miasto… do dawnej świetności nie wróciło, a kiedy… zmienił się klimat, a  Amu-daria zmieniła bieg, miasto zostało opuszczone – mieszkańcy przenieśli się kawałek dalej, zbudowali dzisiejsze Urgencz (to było już w wieku XVII). Wiele lat później obok powstała osada, której mieszkańcy na terenie dawnego średniowiecznego miasta Chorezmu grzebali zmarłych.

To dlatego dziś  dawne mauzolea znajdują się pomiędzy grobami. Od kiedy Konia Urgencz jest na liście światowego dziedzictwa UNESCO zabytki są w jako takim poszanowaniu. Teren wokół uprzątnięty, porobione chodniki dla turystów. Ale w Turkmenistanie turyści to goście rzadko zaglądający, więc o sklepikach z pamiątkami można pomarzyć, a toalety… tylko dla bardzo odważnych i zdesperowanych. Fast foodów w okolicy też nie stwierdziłam. Jedno co jest – to kasa biletowa i potem strażnik,  pilnujący, czy na pewno został kupiony dodatkowy bilet upoważniający do robienia zdjęć.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Time limit is exhausted. Please reload the CAPTCHA.

*