Archiwa tagu: Anna Ładuniuk blog

Kilka banalnych rad dla tych, którzy wybierają się do Chin: głównie o podróżowaniu – bo choć o wszystkim można się przekonać samemu na miejscu, po co tracić tam czas albo się denerwować…

Moje generalne spostrzeżenie: Chiny są dobrze zorganizowane. System, który wydaje się „upierdliwy” działa jak maszynka.(patrz poniżej). Kiedy przypomniałam sobie chaos, brak informacji i kłopot z dopchaniem się do kas na dworcach w Indiach, doceniłam Chińczyków. I jednocześnie wyobraziłam sobie, jakie by było zamieszanie, gdyby ta cała masa ludzi, która codziennie przewija się przez chińskie dworce, nie była systemowo „rozprowadzona” …

1. Dworce kolejowe i poruszanie się koleją

  • Nie wejdziesz na dworzec kolejowy, jeśli nie masz ważnego biletu.
    Przy wejściu na dworzec przechodzisz przez kontrolę bezpieczeństwa – prześwietlany jest także bagaż, sprawdzany i bilet i paszport.
  • Wszystkie bilety są imienne.
  • Na większych dworcach konkretne poczekalnie dedykowane są odpowiednim peronom. I tak np. jeśli twój pociąg odjeżdża z peronu piątego, idziesz do poczekalni z numerem 5. I tylko do tej poczekalni wejdziesz. Bo znowu przed wejściem sprawdzany jest bilet. Tam czekasz na pociąg.
  • Na peron zostaniesz wpuszczony dopiero po przyjeździe pociągu. I wtedy znowu trzeba będzie pokazać bilet. Ostatni raz bilet sprawdzi konduktor, wpuszczając do wagonu.
  • Na większych dworcach na tablicach wyświetlają się rozkłady pociągów po chińsku i po angielsku, ale nie wszędzie to norma. Zapowiedzi najczęściej tylko po chińsku. Dlatego najpewniejsze jest szukanie swojego połączenia nie po nazwie stacji docelowej, ale numerze pociągu.

2.Chińska kolej dużych prędkości
1300 km w cztery i pół godziny? Tak, tyle trwa podróż np. z Szanghaju do Pekinu. Sieć linii szybkich kolei to w tej chwili w Chinach już ponad 20 tys. km, a do 2020 roku ma być ich ponad 30 tys. km. Przed wyjazdem do Chin słyszałam, że po katastrofie takiego szybkiego pociągu w Wenzhou z roku 2011, w której zginęło 40 osób, ze względów bezpieczeństwa ograniczono prędkość pociągów do 300 km/h. Ale uwierzcie – kiedy jechałam w kwietniu 2018 roku z Szanghaju do Pekinu, przez duże fragmenty trasy widziałam wyświetlaną na ekranie, umieszczonym w wagonie, prędkość oscylującą wokół 350 km/godz.
Jak podróżuje się takimi pociągami? Bardzo wygodnie. Nie ma siedzeń „tyłem do kierunku jazdy” – na każdej stacji końcowej obsługa sprawnie odwraca fotele. W każdym wagonie dostępny jest wrzątek, ale – co oczywiste – jest możliwość kupienia sobie przekąsek i napojów. Non stop kursuje pani sprzątająca. Toalety do wyboru – klasyczne sedesy „europejskie” oraz tzw. azjatyckie „kucane”.

3.Toalety
W Chinach klasyczne europejskie sedesy spotkamy zwykle jedynie w pokojach hotelowych. Bo już w hotelowych toaletach ogólnych (np. w pobliżu recepcji czy restauracji) są to najczęściej tzw. modele azjatyckie – „kucane” (miejsce na stopy i otwór ). To standard w większości toalet publicznych – na dworcach, lotniskach, w restauracjach, muzeach itp. Ale tam, gdzie są już „normalne” sedesy, nie zdziw się, kiedy będzie to supernowoczesne urządzenie z panelem jak pilot do telewizora…

4. Język
Nawet w miejscach turystycznych (albo dworcowych kasach) niewiele osób potrafi komunikować się w języku angielskim. Przyzwyczajeni jesteśmy, podróżując po Europie, że wiele słów czy zwrotów, czy to z języka włoskiego, hiszpańskiego czy angielskiego (o słowiańskich nie wspominając) potrafimy skojarzyć – w chińskim nic się z niczym nie skojarzy. Tutaj można być bezradnym. Trzeba przygotować się na niespodzianki.

5. Jedzenie i picie
Woda. Jest upał i wymyśliliście sobie wodę mineralną prosto z lodówki? Nic z tego. Zimna woda jest niezdrowa, szkodzi na żołądek – powie wam to każdy Chińczyk. Pije się wodę ciepłą.
Chleb albo bułeczki na śniadanie? Tylko gdzie je kupić… Chińczycy nie jedzą pieczywa takiego do jakiego przywykliśmy w Europie, albo nawet w Afryce. Mają makarony, mają pierożki, mają ryż, ale pszennego czy żytniego (a choćby i kukurydzianego) pieczywa nie uświadczysz. Najesz się po powrocie do Europy, a tymczasem węglowodany masz w makaronie (ryżowym).
Mleko i przetwory mleczne? A słyszałeś może, że w Chinach nie hodowało się nigdy krów (poza północą kraju). Ale mają Chińczycy swój patent – mleko sojowe i tofu. Wyobraź sobie, że tofu to taki trochę inny ser…
A propos krów: młodzi Chińczycy podobno chcą jeść wołowinę zamiast wieprzowiny (to w trosce o swoje zdrowie). Popyt rośnie tak szybko, że nie jest mu w stanie sprostać ani hodowla w Chinach, ani eksport z zagranicy. Dlatego całkiem serio prowadzi się badania (bardzo już zaawansowane) nad klonowaniem najlepszych mięsnych ras. Tak więc pewnie wkrótce Chińczycy rozwiążą problem z wołowiną nie tylko w swoim kraju…

I jeszcze coś, o czym wiedzą wszyscy, ale mało kto potrafi, czyli pałeczki
Jedziesz do Chin i chcesz „jeść na mieście”? Naucz się jeść pałeczkami. Widelec dostaniesz tylko w restauracji dla turystów. A nóż nie będzie ci potrzebny. W Chinach nie przygotowują żywności (mięsa) w dużych kawałkach. Wszystko jest rozdrobnione. To podobno wynika z kulinarnych tradycji. Kiedyś mało było opału, więc posiłki przygotowywało się tak, żeby proces trwał jak najkrócej: na dużym ogniu, smażone na tłuszczu i mocno rozdrobnione. A nie wiesz, jak zjeść zupę pałeczkami? To proste: trzymasz miseczkę blisko ust. Pałeczkami „zamiatasz” makaron, mięso i większe kawałki warzyw. Pozostały rosół wypijasz. Czasami do zupy podawane są porcelanowe niewielkie łyżki.

KOVOZOO. Adres: Stare Mesto (Staré Město ), ulica Brneńska, Czechy. Właściwie to przemysłowe przedmieścia. Jestem w samym środku dużego zakładu przemysłowego – kiedyś była tu cukrownia. Na początku mam wrażenie chaosu: wokół jeżdżą ciężarowe auta, budynki mnie otaczające to pozostałość po dawnej epoce, wyglądają trochę jak magazyny. Po katach stosy złomu, jakieś wraki. Ale przecież przyjechałam tu na wycieczkę! To ma być atrakcja turystyczna?!

Czytaj dalej

Kiedy przejeźdźa się autostradą przez czeską Ostravę na południe Europy, nie sposób nie zauważyć wielkiego kompleksu przemysłowego po lewej stronie. To Witkowice (Dolni Vitkovice), do lat 90. Jedna z największych hut w Czechach, jeden z największych kompleksów przemysłowych z hutą, kopalnią, elektrownią, a obecnie jeden z najlepszych przykładów, jak można zagospodarować z sensem obiekty poprzemysłowe.

Czytaj dalej

Wzgórze Landek koło Ostravy. Ściślej: część Ostravy, Petřkovice na wzgórzu Landek. Kiedyś była tu kopalnia, teraz jest muzeum – muzeum górnictwa Landek Park. A w hali gdzie winda zwożąca turystów na dół (choć ten zjazd do kopalni to iluzja, całe muzeum ulokowano 5 metrów pod ziemią) cały rząd „ostatnich wagoników”. Jeden nie robiłby wrażenia, ale cały rząd…

Ten pokaz slajdów wymaga włączonego JavaScript.

Wiele razy już w Dzienniku Zachodnim opisywaliśmy te ostatnie wagoniki, ostatni węgiel wywożony ze śląskich kopalni. Jechał dziennikarz, fotoreporter, górnicy ustawiali się do pamiątkowej fotografii. Kopalnia za kopalnią zamykana. Przez ostatnie dwadzieścia parę lat nazbierało się tego sporo. Ale gdzie podziały się te ostatnie wagoniki?

Ktoś coś wie?

Tak mi się przypomniało, kiedy zobaczyłam te wagoniki w muzeum w Czechach…

Księga Henrykowska wpisana na listę UNESCO . To wiadomość sprzed kilku dni. Chodzi o XIII-wieczny rękopis,  w którym pośród tekstu łacińskiego znajduje się pierwsze zdanie zapisane po polsku: Day ut ia pobrusa, a ti poziwai” („Daj, ać ja pobruszę, a ty poczywaj”). To zdanie miał powiedzieć rycerz Boguchwał do swojej żony pracującej przy żarnach.

Czytaj dalej

Winnice na liście UNESCO? Tak, bo to produkt kulturowy, wart specjalnej ochrony. Tak jest w Szwajcarii, w kantonie Vaud, na 830-hektarowym obszarze nazwanym Lavaux (na długości około 30 km nad Jeziorem Genewskim pomiędzy Lozanną a Montreaux). Kiedy jest się na miejscu i ogląda widoki zapierające dech w piersiach, nie dziwi już, dlaczego Lavaux znalazł się na liście światowego dziedzictwa.

Czytaj dalej

W ostatnich dniach pojawiły się informacje, że mieszkańcy Barcelony mają edość turystów i wywieszają na swoich balkonach transparenty w mało wybredny sposób dające im to odczuć. Bo turystów jest za dużo, są hałaśliwi, pętają się po centrum, tłoczą w barach i knajpach, pełno ich w metrze. Skandal. Dobrze, że przeczytałam tę wiadomość już po moim powrocie z Hiszpanii, bo chociaż w Barcelonie spędziłam tylko dwie godziny (tyle miałam czasu pomiędzy lądowaniem samolotu a wyjazdem z dworca autobusowego), ale przecież przyczyniłam się do tłoku w metrze. Gdybym wiedziała, jaki to kłopot byłoby mi głupio…

Ale przypomniałam sobie mój wcześniejszy pobyt w Barcelonie, na szczęście poza sezonem turystycznym (przełom stycznia i lutego) i zajrzałam do albumu ze zdjęciami. Ładne miasto, prawda?

Irun – Pasajes de San Juan – San Sebastian – Orio – Zarautz – Getaria – Zumaia – Deba – Marquina-Xemein – Mendata – Guernica – Bilbao. Te miejsca wyznaczają pierwszy, niewieleponadstukilometrowy odcinek camino del norte, północnej drogi do Santiago de Compostela. A potem kolejno: Portugalete, Castro Urdiales, Santander, Gijon i kolejne kilometry. Do Santiago – ponad 800. W połowie lipca tego roku, po wcześniejszych doświadczeniach na camino francuskim i portugalskim (tutaj o nich pisałam), postanowiłam zmierzyć się z camino północnym (norte), ciągnącym się przez Kraj Basków, Kantabrię, Asturię i Galicję, wzdłuż wybrzeża Zatoki Biskajskiej (Morza Kantabryjskiego). Całej 800-kilometrowej trasy nie miałam czasu pokonać, wybrałam dwa etapy: pierwszy od Irun do Bilbao, a drugi – z Baamonte w Galicji do Santiago i dalej na Finisterrę.  Rok później (w 2016) przeszłam jeszcze z Bilbao do Santander .

Czytaj dalej