Archiwa tagu: Anna Ładuniuk blog

KOVOZOO. Adres: Stare Mesto (Staré Město ), ulica Brneńska, Czechy. Właściwie to przemysłowe przedmieścia. Jestem w samym środku dużego zakładu przemysłowego – kiedyś była tu cukrownia. Na początku mam wrażenie chaosu: wokół jeżdżą ciężarowe auta, budynki mnie otaczające to pozostałość po dawnej epoce, wyglądają trochę jak magazyny. Po katach stosy złomu, jakieś wraki. Ale przecież przyjechałam tu na wycieczkę! To ma być atrakcja turystyczna?!

Czytaj dalej

Kiedy przejeźdźa się autostradą przez czeską Ostravę na południe Europy, nie sposób nie zauważyć wielkiego kompleksu przemysłowego po lewej stronie. To Witkowice (Dolni Vitkovice), do lat 90. Jedna z największych hut w Czechach, jeden z największych kompleksów przemysłowych z hutą, kopalnią, elektrownią, a obecnie jeden z najlepszych przykładów, jak można zagospodarować z sensem obiekty poprzemysłowe.

Czytaj dalej

Wzgórze Landek koło Ostravy. Ściślej: część Ostravy, Petřkovice na wzgórzu Landek. Kiedyś była tu kopalnia, teraz jest muzeum – muzeum górnictwa Landek Park. A w hali gdzie winda zwożąca turystów na dół (choć ten zjazd do kopalni to iluzja, całe muzeum ulokowano 5 metrów pod ziemią) cały rząd „ostatnich wagoników”. Jeden nie robiłby wrażenia, ale cały rząd…

Ten pokaz slajdów wymaga włączonego JavaScript.

Wiele razy już w Dzienniku Zachodnim opisywaliśmy te ostatnie wagoniki, ostatni węgiel wywożony ze śląskich kopalni. Jechał dziennikarz, fotoreporter, górnicy ustawiali się do pamiątkowej fotografii. Kopalnia za kopalnią zamykana. Przez ostatnie dwadzieścia parę lat nazbierało się tego sporo. Ale gdzie podziały się te ostatnie wagoniki?

Ktoś coś wie?

Tak mi się przypomniało, kiedy zobaczyłam te wagoniki w muzeum w Czechach…

Księga Henrykowska wpisana na listę UNESCO . To wiadomość sprzed kilku dni. Chodzi o XIII-wieczny rękopis,  w którym pośród tekstu łacińskiego znajduje się pierwsze zdanie zapisane po polsku: Day ut ia pobrusa, a ti poziwai” („Daj, ać ja pobruszę, a ty poczywaj”). To zdanie miał powiedzieć rycerz Boguchwał do swojej żony pracującej przy żarnach.

Czytaj dalej

Winnice na liście UNESCO? Tak, bo to produkt kulturowy, wart specjalnej ochrony. Tak jest w Szwajcarii, w kantonie Vaud, na 830-hektarowym obszarze nazwanym Lavaux (na długości około 30 km nad Jeziorem Genewskim pomiędzy Lozanną a Montreaux). Kiedy jest się na miejscu i ogląda widoki zapierające dech w piersiach, nie dziwi już, dlaczego Lavaux znalazł się na liście światowego dziedzictwa.

Czytaj dalej

W ostatnich dniach pojawiły się informacje, że mieszkańcy Barcelony mają edość turystów i wywieszają na swoich balkonach transparenty w mało wybredny sposób dające im to odczuć. Bo turystów jest za dużo, są hałaśliwi, pętają się po centrum, tłoczą w barach i knajpach, pełno ich w metrze. Skandal. Dobrze, że przeczytałam tę wiadomość już po moim powrocie z Hiszpanii, bo chociaż w Barcelonie spędziłam tylko dwie godziny (tyle miałam czasu pomiędzy lądowaniem samolotu a wyjazdem z dworca autobusowego), ale przecież przyczyniłam się do tłoku w metrze. Gdybym wiedziała, jaki to kłopot byłoby mi głupio…

Ale przypomniałam sobie mój wcześniejszy pobyt w Barcelonie, na szczęście poza sezonem turystycznym (przełom stycznia i lutego) i zajrzałam do albumu ze zdjęciami. Ładne miasto, prawda?

Irun – Pasajes de San Juan – San Sebastian – Orio – Zarautz – Getaria – Zumaia – Deba – Marquina-Xemein – Mendata – Guernica – Bilbao. Te miejsca wyznaczają pierwszy, niewieleponadstukilometrowy odcinek camino del norte, północnej drogi do Santiago de Compostela. A potem kolejno: Portugalete, Castro Urdiales, Santander, Gijon i kolejne kilometry. Do Santiago – ponad 800. W połowie lipca tego roku, po wcześniejszych doświadczeniach na camino francuskim i portugalskim (tutaj o nich pisałam), postanowiłam zmierzyć się z camino północnym (norte), ciągnącym się przez Kraj Basków, Kantabrię, Asturię i Galicję, wzdłuż wybrzeża Zatoki Biskajskiej (Morza Kantabryjskiego). Całej 800-kilometrowej trasy nie miałam czasu pokonać, wybrałam dwa etapy: pierwszy od Irun do Bilbao, a drugi – z Baamonte w Galicji do Santiago i dalej na Finisterrę.  Rok później (w 2016) przeszłam jeszcze z Bilbao do Santander .

Czytaj dalej

Oficer rosyjski zobaczył na półkach jeszcze dość dużo pudełek blaszanych stojących obok siebie, zdjął jedno a — czytając na nim napis: „pasta do zapuszczania podłóg” z uśmiechem zwycięstwa rzekł dość głośno, niby sam do siebie: „o! pastet!” i wsunął w kieszeń. Brzmi znajomo? Nie, to nie opis wejścia Armii Czerwonej na Ślask w roku 1945. To opis okupacji rosyjskiej w Gorlicach sprzed stu lat. 

Czytaj dalej