Miesięczne archiwum: Listopad 2013

„Każdy z nas ma 2 rodziców, 4 dziadków, 8 pradziadków – postęp jest geometryczny. Ktoś urodzony między wojnami ma od czasów Łokietka ponad milion, a od czasów Chrobrego ponad 4 miliardy  przodków”. Zapisałam sobie to zdanie, bo mnie zaskoczyło. Sprawdziłam potem. Ktoś, kto liczy sobie teraz ok. 40 lat, od roku tysięcznego ma (w zaokrągleniu) prawie 9 miliardów przodków. To więcej (niemal o 2 miliardy) niż żyje dziś ludzi na całej naszej planecie!

Ciekawe, jaki  był mój pra(razy 30)dziadek sprzed tysiąca lat. Tak daleko się nie sięgnie, ale można już sprawdzić, kim byli nasi pra- albo nawet prapradziadkowie. Wiele osób wpada na taki pomysł, bo tworzenie drzew genealogicznych ma się u nas nieźle, a i sag rodzinnych na czytelniczym rynku przybywa.
pendereccy-saga-rodzinna-p-iext23837658
Najnowsza to oczywiście „Pendereccy. Saga rodzinna”. Krzysztof Penderecki  pisze o swojej babci Ormiance, a dziadku, który był Niemcem, i o drodze, która musiał przejść, żeby stać się największym kompozytorem muzyki współczesnej. Krzysztof Penderecki zrobił sobie niezwykły prezent na 80. urodziny.
Stuhrowie-Historie-rodzinne_Jerzy-Stuhr,images_product,15,978-83-0804-273-1
Niedawno przebojem na rynku była książka „Stuhrowie. Historie rodzinne” Jerzego Stuhra. Bardzo dobrze napisana przez znakomitego aktora i reżysera historia rodu, w którym krzyżują się polskie, austriackie, czeskie i węgierskie korzenie (co widać zwłaszcza w misternie przygotowanym drzewie genealogicznym).
9436-n-a
Prawnik i były rzecznik praw obywatelskich, prof. Andrzej Zoll , też napisał o swojej nietypowej rodzinie, sięgając do czasów XIX-wiecznej Wirtembergii („Zollowie. Opowieść rodzinna”).
stommowisko-o-mojej-rodzinie-i-o-mnie-p-iext23429052
Świeża jest też książka Ludwika Stommy (antropolog kultury, etnolog, publicysta) „Stommowisko. O mojej rodzinie i o mnie”. Bardzo ciekawe jest w niej zwłaszcza zderzenie zwykłych rodzinnych epizodów ze scenami z wielkiej historii.

Ale swoją przeszłość rodową odkrywają nie tylko wielcy, więksi i najwięksi. Niedawno ukazała się książka Katarzyny Drogi „Pokolenia. Wiek deszczu, wiek słońca”. Autorka jest dziennikarką, która odkrywa losy swoich bliskich ze Stokowa, małej wsi nad Narwią. Sięga do początku XX wieku, do czasów które pamięta wielu naszych rodziców albo dziadków. To fabularna opowieść napisana prostym, barwnym językiem. Małgorzata Kalacińska, jedna z recenzentek tej książki, napisała tak: „Ciekawe postacie, ciepłe, wielowymiarowe, sprawiają, że podczas czytania wsiąkamy w ich dzieje, i chcemy być z nimi, nie bacząc na odłożone obowiązki”.
pokole
„Pokolenia” są taką lekturą, po której prawie każdy czytelnik ma ochotę dowiedzieć się czegoś o swoich przodkach, bo naprawdę ich dzieje mogą nas zaskoczyć, zadziwić, a często też zachwycić. I nieważne, że nie odkryjemy  losów naszych pra(razy 30)dziadków. Często wspomnienia mam czy babć potrafią wprowadzić nas w osłupienie. O ile znajdziemy dla nich czas.

I jeszcze jedno. Pierwsze zdanie tego wpisu jest cytatem z Jacka Woźniakowskiego, pisarza, tłumacza, publicysty, historyka sztuki, ale też kawalerzysty i konspiratora. W 2008 roku wyszła jego autobiograficzna książka „Ze wspomnień szczęściarza” . Jedna z najciekawszych i najlepiej napisanych, jakie przeczytałam.

338720

To pierwsza  taka nagroda w Polsce. Tak prestiżowa i tak znaczna finansowo. Za wiersze. Dzisiaj (sobota, 16 listopada) wieczorem po raz pierwszy wręczono nagrodę im. Wisławy Szymborskiej za książkę poetycką roku. Do konkursu przyjęto 200 pozycji, do finału jurorzy wybrali 5. Wygrały dwie: „Białe krzesła” Krystyny Dąbrowskiej i „Pełna krew”  Łukasza Jarosza. Galę z przyznania nagrody można sobie było obejrzeć. Transmitowała ją TVN24.

tajneHAW4X7QT.obr;jsessionid=9C39F7E4A22053EE61015B41DE89461A

Dąbrowska debiutowała 6 lat temu. Za „Białe krzesła” dostała już we wrześniu tego roku wyróżnienie jurorów w konkursie Nagrody Kościelskich. To skromny tomik. Objętościowo. Bo głębi nie można mu odmówić. Wpada się w nią za przyczyną zwyczajnych rzeczy (tytułowe białe krzesła), zwyczajnych ludzi (sprzedawczyni mioteł), zwyczajnych sytuacji (spotkania w stołówce). Przestają być zwyczajne, kiedy słowa zmieniają ich perspektywę. Są jak „glina, która czeka na rzeźbiarza”.

Jarosz_Pelnakrew_500pcx

Łukasz Jarosz przenosi do wierszy swoje obserwacje świata najbliższego. Swojej wsi  („Jestem ze wsi, ale wieśniak to określenie stanu intelektualnego, a nie szerokości geograficznej” – powiedział dzisiaj), sąsiadów, babci, córki. No, nie jest to z zasady sielski obrazek, bo rzeczywistość tu i teraz jest pełna wczoraj i jutra. O jutrze trudno wyrokować, ale przeszłość to nie tylko sepia, ale też czerwień krwi.

Nie da się opowiedzieć wierszy. Trzeba je przeczytać i pozwolić im na zniewolenie myśli.  Bo – jak napisała kiedyś sama Szymborska  – „nie ma rozpusty gorszej niż myślenie”. Pozwólmy sobie czasem na taką rozpustę, choć ona wymaga w dzisiejszych czasach odwagi. Dąbrowska powiedziała podczas gali, że powstrzymuje nas „strach przed  wierszem”. Nic dziwnego, poezja ma skondensowaną moc demaskatorską, bo operuje lapidarnym, stężonym słowem. Słowo w wierszach może ranić, ale nie zabija. Zabija proza. Życia, myślenia, czucia. Kto czyta wiersze, widzi więcej, myśli głębiej i czuje intensywniej.

To jakieś szaleństwo. Biografie, autobiografie, wywiady rzeki: takiego wysypu nie pamiętam od dawna. Właściwie trudno się dziwić. Skoro wszyscy obnażamy się na portalach społecznościowych i chcemy zaznaczyć swoją mizerną (no bądźmy szczerzy) obecność, to dlaczego ci, których widać bardziej, nie mieliby na tym zarobić? Czasem co prawda zastanawiam się nad granicami poczucia starego, dobrego smaku, ale ten akurat na gotówkę jest słabo przeliczalny.

Czytaj dalej

Obie książki wyszły prawie w tym samym czasie. „Za że­la­zną kurtyną. Ujarz­mie­nie Eu­ro­py Wschod­niej 1944-1956″ napisała Anne Applebaum, a „System Białoruś” Andrzej Poczobut. Te pozycje są komplementarne. Pierwszą trzeba przeczytać dla zrozumienia przeszłości. Drugą dla dobra przyszłości. Obie demaskują reżim, a on jest ponadczasowy.

Autorzy mają pierwszorzędne legitymacje do tego, żeby pisać o totalitaryzmie. Applebaum, amerykańska pisarka , publicystka „The Washington Post”, dostała bardzo prestiżową Nagrodę Pulitzera za książkę „Gułag”. Tak wstrząsającego i drobiazgowo udokumentowanego obrazu sowieckich obozów pracy jest w historii powszechnej niewiele.

Andrzej Poczobut to publicysta, bloger  i działacz mniejszości polskiej na Białorusi.  Wielokrotnie aresztowany za  krytykę władzy. Dwa lata temu za znieważanie prezydenta Aleksandra Łukaszenki dostał wyrok  3 lat więzienia w zawieszeniu na dwa lata (przed kilku tygodniami sąd w Grodnie zwolnił go z odbywania tej kary). Jego teksty (publikowane także u nas) są często nagradzane. W Polsce w 2011 r. przyznano mu tytuł Dziennikarza Roku.

Czytaj dalej