Miesięczne archiwum: Styczeń 2014

Małgorzata Rejmer dostała właśnie ważną nagrodę – Gwarancje Kultury 2014, nagrodę TVP Kultura, za książkę, o której pisałam kilka miesięcy temu. Zasłużyła. Oto dlaczego:

„Współczesna powieść korzysta ze wszystkich gatunków pisarskich i piśmienniczych. Przede wszystkim jednak z poezji” – powiedział niedawno na łamach „Polityki” Wiesław Myśliwski, znakomity polski powieściopisarz. Książka „Bukareszt. Kurz i krew” Małgorzaty Rejmer jest tego potwierdzeniem w punkt. Bo jej reportaże to często piękna proza poetycka. A może odwrotnie?

bukareszt-kurz-i-krew-p-iext23086042

Co my wiemy o Bukareszcie? Co my w ogóle wiemy o Rumunii? Skojarzenia pierwsze z brzegu: Drakula, Ceaușescu, bieda, Cyganie. Ewentualnie delta Dunaju, Karpaty i  Morze Czarne.

„Wy, Polacy, strasznie zadzieracie nosa. (…) Wszyscy Polacy, jakich znam, mają się za nie wiadomo kogo. Przyjeżdżacie do Rumunii i krytykujecie tu wszystko, żeby utwierdzić się w przekonaniu, że wasz kraj jest wyjątkowy. A to nieprawda” – tak mówi w książce bukaresztański taksówkarz.

Niestety, ma rację. Nasz wydumany mesjanizm, z którym chętnie obnosimy się zwłaszcza za granicą, zraża do nas ludzi już na dzień dobry. Rejmer nie próbuje nikogo przekonać, że to jednak Rumunia, a nie Polska jest wyjątkowa, ale pokazuje kraj, o jakim nie mamy pojęcia i to przez historie konkretnych osób albo sytuacji.

„Niedaleko Râmnicu Vâlcea leżało miasto Pitești. Stał tam pewien budynek, w którym mieściło się piekło. (…) W Pitești cierpienie odkleja się od ciała i od człowieczeństwa” –  pisze Rejmer i opisuje taką katownię dla przypadkowych, niewinnych ludzi uznanych za wrogów reżimu Ceaușescu , jakiej nie powstydziliby się Stalin i Hitler razem wzięci.

Nicolae Ceaușescu rządził Rumunią niepodzielnie od 1965 roku. W grudniu 1989 roku został obalony  i rozstrzelany. Do opisu społecznego zjawiska zwanego egzekucją  „ojca geniuszu Rumunii” (i jego żony, „uczonej światowej sławy”), Rejmer używa formy dramatu. Osiąga dzięki temu wręcz niewiarygodny efekt wstrząsu.

Ci, którzy się w Pitești  nie zmieścili, wiedli życie w ryzach zamordyzmu:  dzieci „klepią na pamięć wierszyki, ćwiczą pieśni i tańce na wypadek przybycia jakiejkolwiek szanownej delegacji skądkolwiek”, a matki mają „specjalny zeszyt z ręcznie zapisanymi przepisami, a w nim – jeśli nie masz mąki, użyj bułki tartej, jeśli nie masz oleju, roztop margarynę, jeśli nie masz nic, podziękuj Bogu, że żyjesz”. Czy nie podobnie było w Polsce? Tak, ale nie nieprzerwanie przez niemal całe ćwierćwiecze!

Ojcowie rumuńscy walczą o przeżycie rodzin i swoje. Jeśli mieli nieszczęście przymusowo trafić np. na budowę Pałacu Parlamentu (czyli Domu Ludu, łączna powierzchnia zabudowy 65 tys. m kw., 12 nadziemnych kondygnacji, pod ziemią 8. Warto zobaczyć go choćby w Internecie – wrażenie piorunujące!)), to byli bez szans. Przewodniczka Rejmer twierdzi, że podczas budowy zginęło 10 tys. robotników, „wielu zostało zabetonowanych w fundamentach, bo tempo robót było tak zabójcze, że nikt nie miał czasu wywozić zwłok”. Dokładnych liczb nikt nie zna.

Nikt nie wie też, ile kobiet zmarło w męczarniach w związku z Dekretem nr 770 z 1966 r., który zakazywał aborcji, przy całkowitym niedostępie do środków antykoncepcyjnych (pokazuje to film „4 miesiące, 3 tygodnie i 2 dni”  w reżyserii Cristiana Mungui, który w 2007 r. zdobył Złotą Palmę w Cannes. Co jakiś czas jest emitowany w naszej telewizji).

Ale „Bukareszt. Kurz i krew” to nie jest książka o rumuńskiej martyrologii. Dzieli się na trzy części: komunizm, międzywojnie i współczesność. Rumunia od 2007 r. jest  członkiem Unii Europejskiej. Jednym z najbiedniejszych, ale duch w narodzie nie ginie. „Rumuni uwielbiają licytować się na najbardziej radykalne dowcipy o swoim kraju. Na przykład: – Dlaczego Rumunia zajęła drugie miejsce w rankingu najbardziej skorumpowanych państw? – Bo zapłaciła łapówkę, żeby nie być na pierwszym”.

Pokaleczona ta Rumunia, ale Rejmer jest nią zachwycona. Słusznie, bo jak pozostawać obojętnym na ludzi, którzy zagadują obcych, „żeby wymienić się przemyśleniami na temat artykułów spożywczych albo zasad istnienia świata”?

Rejmer przywołuje taką opinię: „Bukareszt to realizm magiczny. Marquezowski anioł ze skrzydłami w błocie”. Cała jej książka jest tego dowodem. Za „Bukareszt. Kurz i krew”  w listopadzie ubiegłego roku  Małgorzata Rejmer dostała pierwszą w historii nagrodę „Newsweeka”  im. Teresy Torańskiej.

Nie lubię określenia „pochłaniać literaturę”. Jakoś kojarzy mi się z hamburgerem. Jednak „Bukareszt…” pochłonęłam. Warto czytać książki, które uczą nas pokory wobec człowieka i historii, zwłaszcza gdy są pisane językiem olśnień.

Wczoraj w Teatrze Wielkim w Warszawie po raz 21. wręczono Paszporty Polityki, bardzo prestiżową nagrodę kulturalną w Polsce. Jedną z 6 kategorii jest literatura. Kandydatów do nagrody w tej dziedzinie było troje: Małgorzata Rejmer za książkę „Bukareszt. Kurz i krew” , Ziemowit Szczerek  za „Przyjdzie Mordor i nas zje, czyli tajna historia Słowian” oraz Łukasz Orbitowski za „Szczęśliwą ziemię”.

Wygrał Szczerek. Jego książka to taki literacki rockandroll. Jak pisze sam autor: „Zamiast wiejskiej Ameryki i Meksyku lat pięćdziesiątych – mieliśmy Ukrainę. Ale chodziło o to samo. Braliśmy plecaki i jechaliśmy w drogę”.

przyjdzie-mordor-i-nas-zje-czyli-tajna-historia-slowian-p-iext21513079

Dzieci kwiaty, hippisi anno domini 2013, przemierzają Wschód  w poszukiwaniu prawdy o kosmosie.
„Jeśli chlaliśmy, przepierdalaliśmy czas, braliśmy narkotyki, szukaliśmy tanich wstrząsów i tandetnych emocji, to nie po to, by przeciwko czemukolwiek się zbuntować, nawet nie po to, by przeżyć coś nowego, bo to wszystko już było, było, było – tylko po to, by robić cokolwiek. By nadać swojemu życiu cel, choć na chwilę. A raczej erzac celu, z czego zdawaliśmy sobie sprawę, ale uważaliśmy, że wszystko inne w gruncie rzeczy też było erzacem celu”.

W takim ujęciu nie finał się liczy, ale droga sama w sobie, bo ona podróżników zmienia. Można dowiedzieć się wiele. O sobie i nie o sobie. O społeczeństwach  nawet. Stracić dziewictwo próżności, wyleczyć się z megalomanii własnej, a nawet narodowej pyszałkowatości. Usłyszeć słowa mocne i demaskujące, po których – jak to po katharsis – czas rusza od nowa.

„Przyjeżdżacie tutaj, bo w innych krajach się z was śmieją. I mają was za to, za co wy macie nas: za zacofane zadupie, z którego się można ponabijać. I wobec którego można poczuć wyższość” – mówi spotkana po drodze Ukrainka.  „Bo wszyscy mają was za zabiedzoną, wschodnią hołotę – ciągnęła ona tymczasem, patrząc mi tymi czarnymi dziurami prosto w oczy. – Nie tylko Niemcy, ale i Czesi, nawet Słowacy i Węgrzy. To tylko wam się wydaje, że Węgrzy to są tacy wasi zajebiści kumple. Tak naprawdę nabijają się z was, jak wszyscy inni. Nie wspominając o Serbach czy Chorwatach. Nawet, kolego, Litwini. Wszyscy uważają was za trochę inną wersję Rosji. Za trzeci świat. Tylko wobec nas możecie sobie pobyć protekcjonalni. Odbić sobie to, że wszędzie indziej podcierają sobie wami dupy”.

To może zaboleć. Ale o to chodzi. Bo „Przyjdzie Mordor i nas zje, czyli tajna historia Słowian” to pozycja mocno hardcorowa.

Naszą narodową manię wielkości i godnościową fanfaronadę bardzo skutecznie leczy też Małgorzata Rejmer w książce „Bukareszt. Kurz i krew”.

„Wy, Polacy, strasznie zadzieracie nosa. (…) Wszyscy Polacy, jakich znam, mają się za nie wiadomo kogo. Przyjeżdżacie do Rumunii i krytykujecie tu wszystko, żeby utwierdzić się w przekonaniu, że wasz kraj jest wyjątkowy. A to nieprawda” – mówi autorce bukaresztański taksówkarz. A jak wiadomo, taksówkarze we wszystkich krajach świata mają wiedzę uniwersalną.

Nominację do Paszportów Polityki dostał też Łukasz Orbitowski za „Szczęśliwą ziemię”. To kolejna książka drogi. Mrocznej i toksycznej w zdewastowanej rzeczywistości prowincjonalnego miasteczka Rykusmyku, ale też w okrutnej, obsesyjnej  fantasmagorii . Mierzy się z tą makabreską piątka przyjaciół, maturzyści:  Sedes, Trombek, Sikorka, DJ Krzywda i Blekota. Zaczynają dość wcześnie:

„Nasza pierwsza zabawa wiąże się z zamkiem. Trudno powiedzieć, ile mieliśmy lat, może osiem, może nawet mniej. Dorośli mówili, że jest tam niebezpiecznie i  można zlecieć; słyszałem o  labiryncie bez wyjścia i  chłopcu, który dostał się tam dawno temu i  błądzi do teraz, choć jest już dorosły. My jednak wiedzieliśmy lepiej”.

Nie wiedzieli. Dlatego nie wszystkim uda się ujść cało. Fatalizm nie do pokonania? Autor sprawdza, pokazując losy bohaterów po kilkunastu latach. Happy endu nie ma.

Faworytką tegorocznych Paszportów Polityki była zdecydowanie Małgorzata Rejmer. Jej książka jest znakomita i jeszcze do niej wrócę, bo bardzo warto.