Miesięczne archiwum: Marzec 2014

Dwa tygodnie czytania. Mogły być trzy albo cztery, ale zbędna zwłoka byłaby wyzwaniem dla cierpliwości.  Ja jej nie mam. Gnało mnie pytanie „co dalej”. Tak łyknęłam 1784 strony tekstów (bez przypisów). Chodzi  oczywiście o „Antologię polskiego reportażu XX wieku. 100/XX” Mariusza Szczygła. Dwa opasłe tomy. Razem ważą 3,3 kilograma.

antologia_100xx_antologia_polskiego_reportazu_xx_wieku_tom12_IMAGE1_309512_51

Antologia zawiera sto najciekawszych reportaży opublikowanych w latach 1901-2000. Po prawdzie, to nad wyborem tekstów czuwała rada programowa (Hanna Krall, Małgorzata Szejnert, prof. Kazimierz Wolny-Zmorzyński, Elżbieta Sawicka), ale Szczygieł jest tu bezapelacyjnie szefem. Z nieuzasadnionej skromności  nie włączył do tego zbioru ani jednego swojego tekstu (a dostał ponad 20 nagród za książki i reportaże, w tym tytuł Dziennikarza Roku 2013 w konkursie Grand Press), jednak do każdego dokumentu napisał wstęp. To takie skondensowane dawki wiedzy o autorach i okolicznościach, w których pisali, ale nazwać je notkami biograficznymi, byłoby profanacją. To nie jest tylko wartość dodana. To jest wartość sama w sobie.

Wróćmy do reportaży.

„Nieudolne ofiarowanie datków kształci dzieci na żebraków, popiera indywidua bardzo wątpliwe, rozgorycza ludzi ciężko i uczciwie pracujących, odciąga pieniądze prawdziwie potrzebującym pomocy”.  Macie państwo podobne refleksje na widok żebrzących dzieciaków na parkingach przed hipermarketami czy na Stawowej? A napisał to 113 lat temu Janusz Korczak po wędrówkach warszawskim Powiślem.

Oczywiście wiele tekstów pisanych w początkach minionego wieku dziś może trochę męczyć i irytować patetyczną frazą albo posiwiałą polszczyzną, ale mają walor bezcenny: są świadectwem, sprawozdaniem naocznych świadków, dziś powiedzielibyśmy – relacją  online.

„Ogarnęła mnie wielka troska o wygląd twarzy Prezydenta. Zamknęłam mu oczy i zawiązałam mocno twarz jego własnym białym szalikiem. Bolało mnie uczucie osamotnienia tego trupa, którego barki i głowa tak bardzo ciążyły na moich kolanach”.

To cytat z tekstu Kazimiery Iłłakiewiczówny . Stała na schodach Zachęty, kiedy 16 grudnia 1922 r. zastrzelono pierwszego prezydenta Rzeczpospolitej Polskiej, Gabriela Narutowicza. Właśnie ona zamknęła mu oczy. Czujecie państwo ten dreszcz? Ja czuję.

Stulecie pokazane w reportażach daje fantastyczną okazję do uświadomienia sobie niewiarygodnego tempa zmian, jakim podlega świat (nie wszystkie teksty dotyczą Polski, są też reportaże naszych dziennikarzy np. z Konga, Rosji czy Indii). A to są totalne zmiany cywilizacyjne. Społeczne, ekonomiczne, obyczajowe. Wystarczy porównać rzeczywistość z tekstów Józefa Moszyńskiego i Michała Matysa. W pierwszym, z  1926 r., pewien Bartek marzy o kupnie krowy i „z rozdziawioną gębą”  dowiaduje się na targu o rozwoju radia. W drugim reportażu, z 1998 r., Marta B. nie wie, jak przyznać się mężowi do zakupu  odkurzacza Rainbow, „niebiańskiego urządzenia” wartego połowę samochodu. Gdybyż Bartek mógł go zobaczyć…

Dzisiejszym dziennikarzom zazwyczaj wydaje się, że polski reportaż tak naprawdę zaczął się od Ryszarda Kapuścińskiego. No, ewentualnie od Melchiora Wańkowicza. Pierwszy tom antologii Szczygła udowadnia, że to nieuprawnione. Kłamstwo zwyczajne. Wcześniej byli Kraszewski, Sieroszewski, Konopnicka, Reymont, Żeromski, Słonimski, Cat-Mackiewicz, Rodziewiczówna, Dąbrowska  i wielu innych. Przeważnie pisarze. Może to nie jest bez znaczenia? Może to dzięki ich literackiej wrażliwości współczesny polski reportaż jest dzisiaj potęgą? Po prostu było się od kogo uczyć.

Potwierdza to tom drugi antologii. Są tu teksty  47 reporterów, m.in. Wróblewskiego, Szejnert, Kąkolewskiego, Krall, Pietkiewicz, Berberyusz, Smoleńskiego, Pawlaka, Hugo-Badera, Ostałowskiej, Tochmana i Jagielskiego. Większość z nich wydała po kilka, a nawet po kilkadziesiąt książek i to nie tylko reporterskich. Przeszli często odwrotną drogę: od reportażu do literatury. A może z tym podziałem  to tylko zawracanie głowy? Może rację ma Krzysztof Kąkolewski, kiedy mówi, że zdarzenia mają z natury strukturę literacką?

Antologię Szczygła powinien przeczytać każdy, bo to kawał znakomitej literatury i przejmująca lekcja historii. Dobre reportaże tak mają. Jeśli o mnie chodzi, to po lekturze całości wciąż pozostaję z pytaniem „co dalej”. Na szczęście.