Miesięczne archiwum: Kwiecień 2014

W środę mija kolejna rocznica jego śmierci. Dwudziesta druga. Alfred Szklarski zmarł
9 kwietnia 1992 r. w Katowicach. Mieszkał tu przez 47 lat. Jest pochowany na cmentarzu
przy ul. Sienkiewicza. Dla pokolenia 50- i 60-latków był pisarzem tej miary, co Joanne Rowling dla obecnych nastolatków. Na jego książki z przygodami Tomka Wilmowskiego czekało się tak samo obsesyjnie, jak jeszcze niedawno na kolejne tomy cyklu o Harrym Potterze.

Tomki” zawładnęły wyobraźnią wielu pokoleń. Wystarczyło, że wspomniałam w redakcji
o Szklarskim, a zaraz odezwał się Adaś. Czytał, uwielbiał. Pamięta, jak w dzieciństwie mijał go na schodach kamienicy przy ul. Jordana, ale -€“ będąc wstydliwym młodziankiem ­­-€“ nigdy
nie powiedział mu niczego więcej poza „Dzień dobry”. Żałuje do dziś. Adam Daszewski  podróżuje i ma największą w Polsce kolekcję pocztówek marynistycznych (pisze bloga
na dziennik zachodni.pl). Potem Ania przypomniała sobie, że kiedy czytała książki Szklarskiego, na marginesach notowała informacje o różnych krajach, bo nigdzie indziej wtedy ich zdobyć nie było można. Anna Ładuniuk od lat zwiedza wszystkie kontynenty. Pisze o tym na blogu DZ „Dziwny jest ten  świat”.

Szklarski nas wszystkich naznaczył. Młodsi też tak mają. W internecie są nawet specjalne strony o Tomku Wilmowskim (np. tomkopedia), nie mówiąc już o witrynach poświęconych samemu autorowi. Ciekawych jego niezwykłych losów odsyłam do tekstu redakcyjnej koleżanki, Grażyny Kuźnik CZYTAJ.

Tomek_w_krainie_kangurow

Mało kto pamięta, że pierwsza książka  o Tomku ukazała się w 1948 roku. Nie należy do cyklu, ale to właśnie „Tomek w tarapatach” był zalążkiem 9-tomowej serii. Zaczęła się w 1957 r.
od „Tomka w krainie kangurów”
, a skończyła w 1994 r. „Tomkiem w grobowcach faraonów” (wydanie pośmiertne, ukończone przez przyjaciela Alfreda Szklarskiego, ks. Adama Zalegę,
dziś proboszcza parafii bł. Edmunda Bojanowskiego
na warszawskim Ursynowie, a w latach 2000-2002 kapelana Reprezentacji Polski w Piłce Nożnej).

images

Skąd ten fenomen „Tomków”? Przecież Szklarski napisał też trylogię indiańską „Złoto Gór Czarnych” (razem z żoną Krystyną). Dlaczego losy Tehawanki , wojownika z plemienia Dakotów, nie miały tylu fanów, co Tomek Wilmowski? Może dlatego, że w tzw. masowej wyobraźni ówczesnych nastolatków super Indianinem był jednak Winnetou, wódz indiańskiego plemienia Apaczów Mescalero. I nie tyle jako bohater cyklu książek Karola Maya (pierwszą  wydano w 1893 r.), ale głównie z  serii filmowych westernów – Winnetou ma tam boską twarz francuskiego aktora Pierre’a  Brice’a.

Tomek nie miał w latach 60. konkurencji. Był co prawda Janek Kos z książki „Czterej pancerni
i pies” napisanej przez pułkownika Wojska Polskiego, Janusza Przymanowskiego (wydana w 1964 r., choć załogę czołgu Rudy 102 rozsławił głównie serial telewizyjny w reżyserii
Konrada Nałęckiego: pierwsza emisja 9 maja 1966 r.). Ale bądźmy szczerzy – przecież wojenną drogę na Berlin trudno nazwać literaturą podróżniczą. 

Tomki” nią jednak są. A to dlatego, że choć Szklarski w zasadzie sam nie podróżował, to był skrupulantem. Znał kilka języków obcych (niemiecki, angielski, francuski, a włoskiego podobno w miesiąc nauczył się z samouczka) i czytał wszystkie publikacje geograficzne, jakie udało mu się znaleźć (m.in. amerykańskie wydania „National Geographic” i książki przysyłane przez rodzinę z USA). Odwalał czarną robotę dla żądnych wiedzy czytelników, którzy nie mieli nawet nadziei na wyjrzenie za żelazną kurtynę. To była jedyna szansa na poznanie innego świata niż wschodnioeuropejski i innego człowieka niż biały socjalista. Dzięki niemu słuchaliśmy wróżbity z Port Saidu i tam-tamów w Kenii, poznaliśmy plemię Pigmejów, maharadżę z Alwaru, czatowaliśmy na statek nad brzegiem Amuru, wyrwaliśmy ofiary z łap handlarzy ludzi w Nowej Gwinei, odnaleźliśmy Jana Smugę w zaginionym inkaskim mieście, widzieliśmy rewolucję w La Paz i ocaliliśmy Tomka z niewoli  „Żelaznego Faraona”.

Książki Szklarskiego zostały przetłumaczone na kilkanaście języków (nawet w systemie Brailleá) i wydane w łącznym nakładzie ponad 11 milionów egzemplarzy, głównie w krajach bloku wschodniego.

Alfred Szklarski powiedział kiedyś, że wymyślał książki, które sam chciał przeczytać
w dzieciństwie. I słowo stało się ciałem! Nic więc dziwnego, że na wniosek dzieci w 1971 r. dostał Order Uśmiechu. Kochaliśmy Szklarskiego.  Za to, że łąki za oknami zamieniał nam w stepy, a zagajniki w dżunglę. Zasłużył na tę świeczkę na swoim grobie.