Ojczyzna – słowo wysokiego ryzyka

Kategorie: Blogi

Tagi: , ,

Kiedy pada słowo „ojczyzna”, nabzdyczamy się jakoś. Starszym przypominają się obowiązkowe manifestacje patriotyzmu. W pochodach, z flagami, transparentami i wiwatami na cześć tych, których historia już zdążyła przetrawić. Młodszym nie przypomina się nic. No słyszeli jakieś okrzyki na stadionach, widzieli w telewizji jakieś wiece z pyskówkami, kojarzą akcję powrotu orzełka na koszulki polskich piłkarzy. Ale żeby zaraz ojczyzna?

polonez-na-polu-minowym_190153

A o niej można mówić nawet szeptem. Piękny wielogłos o Polsce i polskości pojawia się w książce Doroty Wodeckiej „Polonez na polu minowym”. To szczere do bólu rozmowy z polskimi pisarzami. Hanna Krall mówi tam tak:

„Polskość? Język. Narew. Warszawa. Ja często błądzę w obcych miastach. Miewam okropne sny – że zgubiłam się i wiem, że nigdy nie znajdę drogi. I Warszawa jest jedynym miastem, w którym nie boję się, że zabłądzę. I to samo jest z polszczyzną. I za to jestem im obu ogromnie wdzięczna”.

Ojczyzna, czyli mój kraj, a może mój region, moje miasto. Albo ciaśniej jeszcze: moja ulica i mój dom? Szczepan Twardoch ma swoją hierarchię: „Wychowano mnie w przekonaniu, że rodzina jest ponad wszystko, a powinności wobec państwa, narodu czy Kościoła, to owszem, ale w drugiej kolejności”.

Tymczasem Wojciech Kuczok zachowuje dystans:„Nie lubię pojęcia „ojczyzna”. Zalatuje mi patriarchatem i jakimś piętnem ciężkiej, ojcowskiej ręki. Za ojczyznę trzeba być gotowym zginąć, psiakrew, a ja jestem pacyfista, dawno temu wyświrowałem sobie kategorię D, Nie chcę, żeby mój patriotyzm był obarczony jakimiś wyrzutami sumienia. Bardziej lubię pojęcie matczyny (…). Gdybyśmy żyli w matczynie, jej synowie nie skakaliby sobie do gardeł, tylko podlewali nawzajem kalafiory na działkach”.

Wielu rozmówcy Doroty Wodeckiej polskość boli. Andrzej Stasiuk mówi, że „postrzelona ta Polska jest”. „Stoimy w rozkroku. Miedzy przyszłością, upragnionym dwudziestym pierwszym, drugim wiekiem i wśród tych trupów nieszczęsnych, na cmentarzach. Rozdarci”.

Magdalena Tulli twierdzi natomiast, że „polskość jest czymś, co z samego założenia stoi zawsze na ostrzu noża. Często łączą się z tym wyśrubowane wymagania. Dla wielu ludzi jest oczywiste, że nie można być Polakiem tak po prostu, z urodzenia, tylko trzeba dopiero udowodnić, że się nim jest, spełniając dodatkowe warunki. Ludzie, którzy najgwałtowniej przeżywają patriotyczne uczucia, jednocześnie źle myślą o narodzie polskim, przedstawiają go jako zbiorowość nierozumną, uśpioną, łatwy łup dla sprytniejszych i obrotniejszych obcych. Pomysł, żeby współdziałać z obcymi dla wspólnego pożytku, wydaje im się karygodną naiwnością albo podłą zdradą”.

Nie jesteśmy idealnym narodem. Polska też nie jest idealna. Ale jest nasza i wciąż jeszcze tu jesteśmy. Jutro, 2 maja, jest święto flagi. Wywieśmy ją. Niech sobie łopocze. Dla nas. No i trochę dla ojczyzny, cokolwiek to dla każdego znaczy.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Time limit is exhausted. Please reload the CAPTCHA.

*