Miesięczne archiwum: Czerwiec 2015

Jeśli kochacie kryminały, to od serii o Fantomasie powinniście zacząć. Nie od lektury dobrodusznej Agaty Christie czy wytwornego sir Arthura Conan Doyle’a. Bo dopiero kiedy dotkniecie absurdalnego zła z początku XX wieku, poetyka współczesnych książek Larssona, Browna czy Krajewskiego stanie się oczywista.

f-fantomas-zakochany-ksiaze

„Fantomas” ukazał się w 1911 roku w Paryżu. Z prawie taką samą okładką, z jaką teraz wznowiło ją Wydawnictwo Fontanna (Studio Emka) pod tytułem „Fantomas. Zakochany książę”. Na dniach (10 czerwca) pojawi się „Zagubiony pociąg”, druga z serii kilkudziesięciu książek o Fantomasie. Pierre Souvestre i Marcel Allain wymyślili sobie bohatera, który od razu uwiódł czytelników. Stał się postacią kultową. Wszedł do popkultury jak Tarzan, Superman czy Batman. Tyle tylko, że trudno go nazwać herosem. To demon.

Jednak zło przyciąga, a Fantomas to zło wcielone. Nam kojarzy się głównie z komediami z lat 60. z Louis de Funesem i Jeanem Marais. Filmowy Fantomas z zieloną maską na twarzy bardziej przypomina dziś shreka niż zbrodniarza. Ten książkowy ma czarny kombinezon i kominiarkę. Nie robi też żadnych figielków, ale dopuszcza się okrutnych zbrodni, często bez powodu. Truje niewinnych, do flakonów na perfumy wlewa kwas siarkowy, wypuszcza w tłum zarażone dżumą szczury, rękawiczki nasącza toksyczną substancją, bestialsko okalecza ciała ofiar, odcina głowy, roztrzaskuje wrogów (np. o… dzwon) i zmusza ich do samobójstwa nawet na gilotynie. Jednym zdaniem: leje się krew.

To jest właśnie książkowy Fantomas. Nic dziwnego, że najpierw pokochali go surrealiści (w końcu odrzucali moralność i stereotypy). Potem uwielbienie miał już powszechne, zwłaszcza że seria o nim ukazała się w formie tzw. popularnej książki, sprzedawanej w cenie 35 centów za tom, czyli tak naprawdę za grosze.

Poza tym Fantomas grasował tuż pod drzwiami ówczesnych czytelników. Paryż w tej serii powieściowej jest po Fantomasie drugim bohaterem. I nie występuje tu jako miasto pięknych zabytków czy romantycznych pejzaży na miarę belle epoque. Nad Sekwaną unosi się lodowata mgła, latarnie ledwo świecą, a ulice są pełne błota. Półświatek? Owszem, ale też wyższe sfery z prawdziwymi księżnymi i wicehrabiami.

Początek „Zakochanego księcia” już dobrze wróży: do tunelu wjeżdża pociąg. I nie wyjeżdża. Znika. Nie, nie napiszę co dalej. Ani mi w głowie streszczać kryminał. Zresztą czyta się go potoczyście i z zapałem. Souvestre i Allain zobowiązali się do pisania jednej powieści miesięcznie. Dostarczali więc przez 32 miesiące po 400 stron tekstu. Pewnie dlatego najważniejsza jest w książce akcja. No, jak w kinie.