Archiwa tagu: Olga Tokarczuk

Dzień przed oficjalnym ukazaniem się „Ksiąg Jakubowych” napisałam na Twitterze, że to kolejna książka Olgi Tokarczuk na NIKE. Cofam to. O Nike to sobie mogą powalczyć Twardoch albo Masłowska. Tokarczuk należy się Nobel. I to nie jest żadna egzaltacja.

ksiegi-jakubowe-u-iext26352152

Czytam jej książki od ponad 20 lat. „Podróż ludzi Księgi” to była miłość od pierwszego zdania. Ale jak żadne, i to uczucie nie jest bezkrytyczne. „Anna In w grobowcach świata” jakoś mnie nie powaliła. Potem porwali mnie „Bieguni” , a kiedy ukazała się powieść „Prowadź swój pług przez kości umarłych” pomyślałam, że to jakaś pomyłka. Nie żeby to była zła książka, tylko taka, jaką może napisać każdy dobry pisarz. W miarę dobry i w miarę wrażliwy na los naszych braci mniejszych (na podstawie tej książki Agnieszka Holland kręci film. Ciekawe, jaki będzie. Bo to nie jest pierwsza adaptacja prozy Tokarczuk. Na ekranie pojawiły się już „Żurek” i „Aria Diva” , a na scenach „Numery”, „Skarb” i „E.E”). Nad „Księgami Jakubowymi” Tokarczuk pracowała 6 lat.

Pełny tytuł powieści brzmi tak: „Księgi Jakubowe albo wielka podróż przez siedem granic, pięć języków i trzy duże religie, nie licząc tych małych. Opowiadana przez zmarłych, a przez autorkę dopełniona metodą koniektury, z wielu rozmaitych ksiąg zaczerpnięta, a także wspomożona imaginacją, która to jest największym naturalnym darem człowieka. Mądrym dla memoriału, kompatriotom dla refleksji, laikom dla nauki, melancholikom zaś dla rozrywki”.

Spokojnie ­- trudniej przebrnąć przez tytuł niż przez powieść. Bo to książka, w którą się wsiąka. W podobny sposób, z butami , wpada się na przykład w „Mistrza i Małgorzatę” Bułhakowa, w „Sto lat samotności” Márqueza czy w „Pachnidło” Süskinda. Ta sama magia.

„Księgi Jakubowe” czytałam półtora miesiąca. Za krótko, pewnie też zbyt naraz. I nie chodzi tylko o to, że ta powieść ma 900 stron. Chodzi o to, że trzeba mieć czas na aklimatyzację. Na osadzenie się w 1752 roku, na poczucie tamtego zimna, błota, strachu, zagubienia, braku (tak namacalną, wręcz fizyczną, podróż w przeszłość przeżyłam chyba jeszcze tylko przy lekturze „Jesieni Średniowiecza” Johana Huizingi). Potem trzeba wrócić i przekonać się, że jeśli przez parę stuleci z zimnem i błotem jakoś się uporaliśmy, to ze strachem, brakiem i zagubieniem nijak. Ciekawe, że paginacja stron w tej powieści jest odwrotna: zaczynamy lekturę od str. 900 i posuwamy się do 0.

Nie będę niczego streszczać, cytować, oceniać. „Księgi Jakubowe” mnie powaliły. To taka powieść, do której ile razy zajrzeć, tyle razy przeczyta się coś innego. Dlatego żądam Nagrody Nobla dla Olgi Tokarczuk. Jeśli ktoś się z moją opinią nie zgadza – trudno. W końcu to mój blog, więc mogę sobie żądać i głośno o tym pisać!

Zresztą w porównaniu do ostatnich laureatów tej Nagrody Olga Tokarczuk jest mocarzem (mocarką?). Bo, moim zdaniem, Alice Munro jest straszliwą nudziarą. Jej opowiadania utknęły gdzieś w XIX wieku i tam powinny zostać. A Patrick Modiano jest większości z nas znany z „Katarzynki” wznowionej niedawno, a reklamowanej jako powieść dla dzieci. I słusznie. Niestety, jury literackiej Nagrody Nobla przypomina mi układ niesłusznie scalony, utopiony w formalinie. To coś tak kostycznego jak skład naszej Państwowej Komisji Wyborczej przed dymisją.