Archiwa tagu: Tadeusz Konwicki

Kochał Warszawę. Spacerował po Nowym Świecie i Krakowskim Przedmieściu prawie do końca. Podobno niedawno zasłabł i zatoczył się na ulicy. Policjant wziął go za menela. Tadeusza Konwickiego – jednego z największych twórców polskiej kultury. Wczoraj zmarł. Miał 88 lat.

194px-Tadeusz_Konwicki_Kancelaria_Senatu_01

Był ostatnim z wielkiej trójki. Uwielbiał przesiadywać przy „świętym stoliku” w kawiarni przy ul. Wiejskiej 12a w Warszawie, w suterenie wydawnictwa Czytelnik. Razem z Gustawem Holoubkiem i Andrzejem Łapickim. Niewielu mogło się do nich dosiąść. To był zaszczyt, bo tam toczyły się rozmowy o kulturze, o Polsce i świecie, o życiu. Tam rodziły się trendy literackie, teatralne i filmowe. Potem kawiarnia pustoszała. Przy stoliku zwalniały się miejsca.

Tadeusza Konwickiego nie wypada przedstawiać. Kto chodził do szkoły, musi znać przynajmniej „Małą Apokalipsę” albo „Kalendarz i klepsydrę”, albo choćby „Sennik współczesny”.
Kto ogląda telewizję czy chodzi do kina, na pewno widział „Matkę Joannę od Aniołów”, „Faraona” albo „Dolinę Issy”.   Napisał ponad 30 książek i scenariuszy. Nakręcił 14 filmów. Autobiograficznego niestety nie, choć jego życiorys jest gotowym scenariuszem. Dzieciństwo na Kresach, wojna, AK, Gliwice, Kraków, Warszawa. Przyjaciel m.in. Leopolda Tyrmanda, Stanisława Dygata. Elita elit. Guru dla kilku pokoleń twórców, nie tylko polskich.

Ostatnia książka Tadeusza Konwickiego wyszła 20 lat temu. W 1995 roku ukazała się powieść „Pamflet na samego siebie”. Potem mogliśmy tylko czytać rozmowy z nim (np. „Pamiętam, że było gorąco” i „W pośpiechu”)  oraz wybór tekstów rozproszonych „Wiatr i pył”.

„Nasze histerie, nasze nadzieje. Spotkania z Tadeuszem Konwickim” to książka z ubiegłego roku. Jest zbiorem rozmów, komentarzy i wypowiedzi pisarza pozbieranych z różnych dekad. Najwcześniejsze pochodzą z roku 1954, ostatnie z 2010. Pisałam już o tej książce, więc dziś tylko się przypomnę.

Tadeusz Konwicki mówi w niej tak: „Moją obsesją jest to, że siedzę okrakiem na jakiejś skale, która dzieli dwie epoki. Mam dość intensywne uczucie, że świat dokonał skoku, nie szybkiej ewolucji, ale jakiegoś skoku, także w świadomości i mentalności”.

Najbardziej szokujące jest to, że  – mimo astronomicznego tempa przemian współczesności – wiele opinii Konwickiego o nas: Polakach (a może nawet o nas: homo sapiens) nie traci nic na aktualności. Są przenikliwe i bolesne, ale wciąż obowiązują. Niestety.

„Sukces odnosi  ten, kto staje się człowiekiem dnia, miesiąca, roku; ten, którego twarz i nazwisko, pokonując barierę anonimowości, dostają się na łamy gazet, na ekrany telewizorów, do serwisów światowych agencji. Może nim zostać aferzysta, przywódca państwa, śmiało obnażająca się dziewczyna, laureat Nobla, sportowiec, morderca  i piosenkarz”.
Co, że banał? Ale to jest wypowiedź z 1967 roku!

A co Państwo powiecie na coś takiego: „Ja kiedyś napisałem zdanie, które uważam za nie najgorsze, że przyjaźń to jest lęk przed samotnością, a miłość to jest jeszcze większy strach przed samotnością”? Albo na taką opinię o dewaluacji  wartości społecznych: „Już nikomu nie imponuje stanowisko dyrektora czy ministra, a nawet premiera. Jeszcze tylko kilku naiwnych współrodaków chce być prezydentami. Idziemy na całość i najbardziej frapującą w tej chwili propozycją jest zostać Bogiem. Dlatego powstaje tyle sekt. Dlatego tak pociągająca jest mistyka i dlatego tylu ludzi robi w tym mistycznym biznesie; począwszy od różnego rodzaju terapeutów, po bóstwa, które się co chwila objawiają”.

Ciekawe odpowiedzi zwykle padają na ciekawe pytania. Nic dziwnego, rozmowy z Tadeuszem Konwickim w tej książce prowadzą m.in. Jerzy Pilch, Tadeusz Sobolewski i Adam Michnik. Są też bardzo osobiste refleksje i wspomnienia Tadeusza Konwickiego  na przykład o Zbigniewie Cybulskim,  Gustawie Holoubku, a nawet o legendarnym już kocie Iwanie.

Dzięki tej książce wchodzimy w niezwykle intrygujące życie wyjątkowego człowieka (porządkuje je także skrupulatne kalendarium).  Ale gdyby ktoś szukał odpowiedzi na kultowe pytanie: jak żyć panie premierze?, to pan autor odpowie: „A wreszcie, proszę pani, przy końcu naszej rozmowy muszę się przyznać, że wcale nie wiem, czy w ogóle mam rację…”.

Czytajmy twórców, którzy więcej widzieli, więcej wiedzieli, więcej czuli. Dzielą się swoją bezcenną wiedzą i wystarczy tylko sięgnąć po ich dzieła. Nie ma co wyważać otwartych drzwi.