Miesięczne archiwum: Czerwiec 2014

Leżącego się nie kopie, więc podczas tego mundialu o TVP pisać już nie zamierzałem. A jednak czasem człowiek nie chce, ale musi…
Bo można pominąć milczeniem poziom komentatorów, można też udawać, że Studio Plaża nie ściga się na głupotę z Piątym Stadionem. Wystarczy przecież wyłączyć dźwięk.
Chcąc śledzić mundial nie sposób jednak wyłączyć obrazu. No, chyba, że jest się samą TVP. Bo to ona ucina przekaz z meczów zaraz po  gwizdku sędziego, odbierając widzom radość zwycięzców i  łzy pokonanych. Czy naprawdę już wtedy musimy oglądać gadające psy i modelki udające przeciętne gospodynie domowe? Przecież ten czas można nadrobić odbierając go zanudzającym widzów niemal na śmierć ekspertom. A może po finale, zamiast wręczenia najcenniejszego piłkarskiego trofeum, też zobaczymy serwisanta ze współczuciem pochylającego się nad bębnem pralki?

La, la, la, la, laaaa – tak brzmi najnowszy hit youtube’a i nie jest to zapis piosenki kolejnej wyplutej przez telewizyjne show gwiazdki, ale okrzyk radości wyartykułowany przez ukraińskiego komentatora, gdy piłka wpadła do rosyjskiej bramki.
Internet stał się narzędziem, w którym emocje znajdują nowy wymiar. Ich przejawem są na przykład tak zwane memy, czyli sfabrykowane obrazki z  mniej lub bardziej dowcipnym podpisem. W ostatnich godzinach najczęściej rozpowszechniany był wizerunek Władimira Putina, skradającego się z flintą przez krzaki w kierunku Belgii, oraz przywódcy Korei Północnej w szalikuAlgierii.
Podszczypywania, ironia, szydercze rysunki i tytuły w  gazetach: to także od zawsze towarzyszy piłkarskim emocjom. Do  prawdziwej wojny futbolowej jest jednak na szczęście daleko.

W meczu Ghany z Niemcami  w pewnym momencie na boisko wbiegł mężczyzna. Kamery pokazały go z daleka. ale dzięki fotoreporterom świat dowiedział się, że na ciele intruza widniały przypominające nazistowskie symbole rysunki oraz… numer telefonu i adres mailowy.
Wspomniany numer rozpoczynał się od 0048. Wyglądało więc na to, że doczekaliśmy się naprawdę polskiego akcentu na mundialowym boisku. I tak właśnie było.
Nasz portal ekstraklasa.net przeprowadził śledztwo. Biegaczem okazał się Leszek Ludomir, który  poleciał do Brazylii, ale miał bilet tylko w jedną stronę. Pewnie uznał, że powrót zapewnią mu procedury ekstradycyjne.

Świat się śmieje, a nam wstyd…

Polska istnieje tylko teoretycznie. Szkoda, że niejaki Sienkiewicz nie został rzucony na odcinek sportu, bo tym jednym zdaniem mógł przejść do historii jako autor najlepszej definicji miejsca zajmowanego na globalnej mapie futbolu przez kraj nad Wisłą. Ba, kolejnym bon motem „ch…, d… i kamieni kupa” trafiłby z kolei w samo sedno stanu, w jakim znajduje się Stadion Śląski.
Tym niemniej i tak w całej tej aferze znalazł się przypadkowy wątek piłkarski. Właścicielem restauracji, w której miało dojść do nagrań, jest wszak Robert Sowa, szerzej znany jako mistrz patelni, który gotował polskim kadrowiczom w czasie mundialu w 2002 roku.
Teraz biało-czerwonych na  mistrzostwach nie ma, więc urządzono nam igrzyska zastępcze. W przeciwieństwie do tych prawdziwych, tutaj wszyscy uczestnicy powinni zostać wyrzuceni z boiska.

Wyspiarze na każdy mundial przyjeżdżają w roli faworytów, ale te podróże najwyraźniej im nie służą, bo jedyny medal wywalczyli wtedy, gdy sami organizowali mistrzostwa. Biorąc pod uwagę dorobek biało-czerwonych naprawdę nie powinniśmy mieć wobec nich kompleksów.
Porażka w starciu z Włochami dodatkowo złączyła losy dwóch narodów. Anglicy, ledwo zakończył się mecz otwarcia, już muszą myśleć o meczu o  wszystko. A któż lepiej niż Polacy, realizował dotąd tryptyk ze spotkaniem o honor na końcu?
Znając smak rozczarowań, jakie zaraz staną się udziałem połowy reprezentacji uczestniczących w mistrzostwach, może to i  dobrze, że nasza drużyna już od  początku siedzi przed telewizorami?

Ceremonia otwarcia podobno była. Podobno, bo w TVP akurat jej nie było. Widać plamy na słońcu wolały słuchać Jacka Gmocha. No cóż, z kosmosem wygrać się nie da. Publiczna szybko jednak się uczy, więc przez kilkanaście minut pierwszego meczu wykorzystała szybkość dźwięku do tego stopnia, że ten wyprzedzał nawet światło, czyli obraz. W akcie trzecim niezwykłego spektaklu TVP przeniosła się na plażę, gdzie redaktor Kurzajewski wypytywał Marylę Rodowicz m.in. o to, jak rozłożyć nie leżak, co byłoby zrozumiałe, ale… siły na mundialu. W ten sposób plaża zyskała nowe znaczenie – umysłowej pustki aż po horyzont.

Mistrzostwa w Brazylii rozgrywane są nie tylko na  boiskach, ale także , i to w stopniu wcześniej niespotykanym, na  podłożu społecznym.
Strajki, manifestacje i protesty mówią jasno: futbol, zwłaszcza tak wyraźnie cuchnący korupcją (wybór Kataru, budowa stadionów), nie jest już religią, a  chleb stał się ważniejszy niż igrzyska. Co dosłownie potwierdzili mieszkańcy miast, m.in. Krakowa, którzy odrzucili pomysł organizowania olimpiady 2020.
Efektem wydarzeń z ostatnich tygodni powinno być m.in. osłabienie sportowych imperiów FIFA i MKOl i weryfikacja ich przywilejów, zwłaszcza podatkowych.  W Brazylii jest to jednak sprawa znacznie poważniejsza. Jeśli jej reprezentacja nie dotrze do finału, frustracja otrzyma nową pożywkę i słowo rewolucja może stać się rzeczywistością.