Miesięczne archiwum: Listopad 2014

Otym, że z finansami w  najbardziej utytułowanych klubach w  naszym regionie jest źle, wiedzą wszyscy. Teraz jednak okazało się, że w przypadku Górnika Zabrze sytuacja stała się beznadziejna. Świadczy o tym bezwarunkowa kapitulacja (czytaj brak odwołania) wobec decyzji Komisji Licencyjnej o odebraniu czternastokrotnym mistrzom Polski trzech punktów na starcie następnego sezonu. Co więcej, na  Roosevelta słychać było oddech ulgi, bo mogło być gorzej (!).
Uderzenie pięścią w stół z  PZPN zbiegło się w czasie z  końcem kolejnej części niekończącej się historii o czającym się tuż za progiem dużym sponsorze, który wyciągnie Górnika z kłopotów. W praktyce oznacza to, że klub wciąż znajduje się na łasce i  niełasce miasta, które i tak zmaga się z budową stadionu, a w którym nie wszystkim – i trudno się temu dziwić – podoba się nieustanne pompowanie pieniędzy w klub zamiast w inne istotne inwestycje.
Tym bardziej, że klimat wokół śląskiej piłki staje się cokolwiek gęsty. Ładunki zapalające w sektorze gości przed  Wielkimi Derbami czy awantura w  przerwie meczu GKSKatowice z GKSTychy, na pewno w roz-mowach ze sponsorami nie pomagają, a wręcz przeciwnie. Bo co pomyśleli sobie np. biznesmeni obecni w sobotę na Bukowej, gdy  zorientowali się, że skandowanie: raz, dwa, trzy!, na  które Blaszok odpowiadał: tyskie psy! dobiegało z… dziecięcych gardeł z sektora rodzinnego? Czy można się będzie dziwić, jeśli swoje pieniądze wydadzą w inny sposób?

Kiedyś o najciekawszych plotkach, tudzież spiskowych teoriach, najgłośniej ćwierkały wróble na dachu. Czasy się nieco zmieniły, technika poszła do przodu, ale ćwierkanie nie milknie.Tym razem dochodzi jednak – jakżeby inaczej – prosto z  Twittera.
Przeglądając wpisy trafiłem ostatnio na taki, który mnie zafrapował. Dotyczył mianowicie roszad na trenerskich ławkach.  Autor zasugerował, że w ekstraklasie powstała spółdzielnia, do której należą prezesi kilku klubów. Dokładnie rzecz biorąc chodzi o to, że jeśli prezes X chce zwolnić szkoleniowca, to najpierw dzwoni do kolegi Y, czy ten by go za chwilę nie zatrudnił, co zwalniałoby klub X-a z konieczności opłacania byłego już trenera do  końca lekkomyślnie podpisanego niegdyś kontraktu. Y ma już co prawda ławkę zajętą, ale w końcu on też może do kogoś zadzwonić, albo po  prostu stać go akurat na spłacanie swojego coacha, które może mu się i tak de facto bardziej opłacać, bo za tę przysługę X umorzy Y część długów za niespłacony transfer lub pomoże w kontaktach biznesowych.
Jak w każdej spiskowej teorii, także w tej wszystko oparte jest na pasującym autorom poszlakach, tworzących całkiem zgrabny wykres, ale twardych dowodów oczywiście nie ma. Tym niemniej rzecz powinna dawać do myślenia. Także trenerom, bo gdyby okazała się prawdziwa, oznaczałaby, że ta cała karuzela wcale nie kręci się tak przypadkowo, jak mogłoby się to dotychczas wydawać.