Miesięczne archiwum: Grudzień 2014

Bodaj dwa tygodnie temu w  tej samej rubryce pisałem o żenujących Wielkich Derbach Śląska, czyli wyścigu pomiędzy Ruchem Chorzów i  Górnikiem Zabrze, w którym kopie się dołki pod rywalem, by utrudnić mu otrzymanie licencji na kolejny sezon. Powodem tej brudnej rywalizacji jest plotka, że tym razem PZPN zamierza kogoś ustrzelić, by pokazać, że pod rządami Zbigniewa Bońka nie ma już miejsca na bylejakość, więc nikt nie chce być w  tym wyścigu ostatni.
Miniony tydzień przyniósł kolejny etap zmagań. Najpierw prezes Ruchu Dariusz Smagorowicz przekonywał na  naszych łamach, że krótkoterminowe zobowiązania Ruchu, których kwota przekracza 40 milionów złotych, właściwie długami nie są, a w sobotę gru-chnęła wieść, że Górnik może stracić swoje puchary na komorniczej licytacji, z której pieniądze zostaną przeznaczone na spłatę długów wobec m.in. Łukasza Skorupskiego.
Ujawnienie komorniczego pisma jest wyjątkowo celnym ciosem w wizerunek czternastokrotnych mistrzów Polski z Roosevelta, a dywagacje inter-nautów czy przy wycenie prze-dmiotów bierze się pod uwagę ich wartość emocjonalną czy jedynie wagę metalu, dopełniło wrażenia katastrofy. Górnik  szybko podkreślił, że puchary nie są własnością spółki, a więc nie mogą być zlicytowane, ale złego wrażenie nie zatarł. My tymczasem otrzymaliśmy sygnał, że źródła „przecieku” należy szukać w… dziale marketingu Ruchu. Wygląda na to, że wojenka przekształciła się  w wojnę totalną.

Zbliżający się okres licencyjny co najmniej kilku prezesom podnosi ciśnienie do stanu krytycznego. Powodem jest zarówno stan klubowych finansów, jak i plotka, granicząca z wiarygodną informacją, że tym razem ktoś zostanie skreślony, ponieważ Zbigniew Boniek zamierza dać jasny sygnał, że PZPN pod jego ręką działa stanowczo i przestaje przymykać oczy na  odwieczną prowizorkę w podległych mu podmiotach.
Wieści ze stolicy zabrzmiały niczym wystrzał startera. Świadomość, że ostatnich (za)gryzą psy przełożyła się na swoisty wyścig australijski, w którym chodzi nawet nie o to, by być pierwszym, ale przede wszystkim, by nie zamykać całej stawki. Stąd zauważalna ostatnio licytacja między Ruchem Chorzów a Górnikiem Zabrze, prowadzona wszelkimi dostępnymi metodami, także przez zaprzyjaźnionych z działaczami dziennikarzy. W efekcie trwa nierozstrzygalna dyskusja, czy gorzej mieć gigantyczne długi wobec piłkarzy, trenerów i innych klubów, czy pozostające poza zainteresowaniami Komisji Licencyjnej kilkadziesiąt milionów zobowiązań krótkoterminowych, które trzeba będzie spłacić lada chwila, a nie ma z  czego.
Te żenujące finansowe Wielkie Derby Śląska potrwają pewnie przynajmniej do końca stycznia. W tej grze na śmierć i życie bierze jednak udział także krakowska Wisła.Tak się bowiem jakoś złożyło, że najbiedniej jest tam, gdzie gabloty po  brzegi wypełnione są pucharami i medalami…