W środowisku ligowym panuje przekonanie, że tym razem w ekstraklasie nie będzie zmiłowania i co najmniej jeden z klubów nie otrzyma licencji. W tym dramatycznym wyścigu australijskim brały udział Wisła, Korona, Ruch i Górnik. Pier-wsze dwa wyraźnie uciekły spod topora, natomiast zabrza-nie na własną prośbę, choć przy niewielkiej „pomocy” z zewnątrz, ustawili się w pozycji zwierzyny łownej.

W tym kontekście poniedziałkowa ćwierćmilionowa kara ze strony Komisji Licencyjnej stanowi odpowiednik strzałów oddanych do ciężko już rannej zwierzyny. W dodatku był to wystrzał symboliczny, bo przecież dotychczas unikano nakładania kar finansowych na kluby, które i tak żadnymi finansami nie dysponują. Zmiana tej zasady sugeruje, że Górnik został już skazany.

To, co ostatnio dzieje się w klubie czternastokrotnych mistrzów Polski, przypomina akcję, w której bramkarz zderza się z dwoma obrońcami ciężko ich nokautując, sam doznaje przy tym kontuzji, a trzeci defensor pakuje piłkę do własnej bramki.

I to wszystko w ostatniej minucie dogrywki. Bo najnowsza historia Górnika to nie tylko wspomniana grzywna, ale także minusowe punkty, groźba zlicytowania przez komornika historycznych pucharów oraz ujawnienie przez „Piłkę nożną” faktu, że sami szefowie klubu, aby uniknąć wypłaty dla Rozwoju Katowice, twierdzą, że prezes Zbigniew Waśkiewicz prezesem… nie był. Całość podlana jest gęstym sosem długów, przeciągającą się budową stadionu i ozdobiona przeciekami z negocjacji z piłkarzami.

Wypłatę należnych ich pieniędzy uzależniono od zrzeczenia się znacznej części zaległości. Pytanie jednak brzmi, czy zawodnicy raz jeszcze zaufają szefom, którzy nie potrafili nawet prawidłowo zatrudnić prezesa? Czy nie będą się bali, że także ich ustalenia okażą się nieważne?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Time limit is exhausted. Please reload the CAPTCHA.

*