Pielgrzymi w kominiarkach. Oni też już tęsknią za wiosną

Kategorie: Bez kategorii

Tagi: , , , , , ,

Jeśli ktoś miał jeszcze wątpliwości, czy wiosenna runda rozgrywek rzeczywiście zaczyna się w tym roku wyjątkowo wcześnie, z pewnością pozbył się ich po przejrzeniu medialnych newsów z ostatnich tygodni. W Gdańsku kibole napadli na pociąg, w Bydgoszczy na boisku ustawili trumny, w  Krakowie urządzili sobie raco-wisko z okazji rocznicy śmierci jednego z nich, w Świętokrzyskiem okradli stację benzynową, a w Katowicach przedszkolaki otrzymały wlepki z rysunkiem przedstawiającym specyficzne scenki z życia śląskich kibiców. To wszystko, niczym jaskółki, oznajmia wszem i wobec,  że już za chwilę zabrzmią pierwsze gwizdki sędziów ze  strzałami z  gładkolufowej broni policjantów w tle.

Tradycyjnie oficjalnym sygnałem do rozpoczęcia przygotowań do sezonu była pielgrzymka na Jasną Górę, zwieńczona uroczystym, i zapewne poświęconym, odpaleniem rac, przed którymi nie tylko postronni świadkowie, ale i Szwedzi czmychnęliby gdzie pieprz rośnie. Zresztą wspomniana na  wstępie – jak to określa się w  branży – „promocja” na stacji benzynowej także okazała się  ni mniej, ni więcej, jak etapem na trasie tzw. pielgrzymów. Oczywiście spodziewam się tłumaczeń, że to zapewne jedna, góra kilka czarnych owiec, ale jednak przekaz poszedł w  świat. I ciągle, od początku tej tradycji, nurtuje mnie pytanie, czy zachwyceni atmosferą spotkania księża i zakonnicy chociaż raz zajrzeli na piłkarski stadion, posłuchali jego brzmienia i przejechali się autobusem/ tramwajem/pociągiem, którym podróżują zorganizowane grupy na mecze wyjazdowe? Może wtedy w ich kazaniach mniej byłoby o patriotyzmie i Żołnierzach Wyklętych, a więcej o miłosierdziu, przebaczeniu i – przede wszystkim – tolerancji? Zresztą solidnym wstrząsem powinny być dla nich zdjęcia z boiska w Bydgoszczy, gdzie dokładnie na trumiennych krzyżach znalazły się rysunki, wobec których słowo „obsceniczne” stanowi właściwie eufemizm. Czy ich autorzy zostaną wezwani do  spowiedzi?

Rzecz jasna nie mam zamiaru wrzucać całego kibicowskie-go środowiska do wspólnego worka, bo także w nim powstaje mnóstwo cennych inicjatyw, zbierane są pieniądze na cele charytatywne, organizuje się czas dla biednych dzieciaków i odwiedza potrzebujących. To prawda, że media w pogoni za  tym, co się najlepiej sprzedaje, często nie znajdują dla takich informacji miejsca i czasu, pewnie więc w tym wszystkim jest także część naszej winy, ale przecież przytoczona w pierwszym akapicie wyliczanka nie jest zmyślona – to wszystko działo się naprawdę. I to właśnie takie wydarzenia przykuwają uwagę ludzi niezwiązanych ze sportem, i to właśnie napawa ich zwyczajnym strachem i poczuciem bezradności.

O walce ze stadionowymi patologiami napisano już całe tomy, odbyto tysiące debat, wysłuchano setki ekspertów. Prowadzono z nimi wojny subtelne i otwarte, na skalę krajową i  lokalną. W statystykach – zwła-szcza dotyczących ekscesów na  samych stadionach – rzeczywiście widać postępy. Ale do zrobienia pozostało wciąż bardzo dużo: z poczuciem nieuchronności kary włącznie. Kluczowe wydaje się jednak podejście klubów, które muszą zrozumieć, że kibic, podobnie jak meloman czy kinoman, jest odbiorcą widowiska (z przysługującymi mu przywilejami, ale i  zobowiązaniami), a nie stroną uprawnioną np. do udziałów w  dochodach klubu i jego decyzjach. Oczywiście za wyjątkiem sytuacji, gdy w wyniku działań zgodnych z prawem, przedstawiciel kibiców formalnie wchodzi do zarządu. Taki właśnie plan mają np. Socios Górnik, pierwsza tego typu organizacja w Polsce.  Bo tak częste w naszych klubach rzekomo partnerskie podejście kończy się jak w Wiśle, gdzie ultrasi decydują o składzie jej władz…

Znamienna dla tych spraw wydaje się  postawa PZPN-u. Zbigniew Boniek zaczął przecież swoje rządy od abolicji dla klubów ukaranych zakazem wyjazdowym, przez pewien czas prowadził też kampanię na temat zalegalizowania rac. Ostatnio jednak podobnych tematów unika, co nie jest zapewne spowodowane jedynie problemami związanymi z rosnącą opozycją i zbliżającą się kampanią wyborczą. 27 miesięcy oglądania polskiej piłki z bliska dało mu do myślenia?

Traf chce, że inauguracja ekstraklasy w 2015 roku przypada w walentynki. Data w tym kontekście niemal ironiczna – trudno bowiem przypuszczać, by pomiędzy organizacjami szalikowców zaczęły krążyć kartki z serduszkami. A jeśli już, to w środku zamiast zaproszenia na randkę, znajdą się zapewne wyzwania na ustawkę.
ą

Komentarze (1):

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Time limit is exhausted. Please reload the CAPTCHA.

*