Skarbem narodowym naszego sportu są… Janusze. Serio.

Kategorie: Bez kategorii

Tagi: , , , , , ,

Dziś będzie miło. Oświadczam otóż, że polscy kibice są skarbem. I to takim prawdziwym, na wagę złota. Oczywiście nie ci piłkarscy, o logice fanów Ruchu Chorzów, którzy wiedząc, że ciąży na nich kara w zawieszeniu, znów złamali przepisy, by następnego dnia prosić o odroczenie odwieszenia sankcji. Mowa o tak zwanych Januszach vel Piknikach, ludziach wypełniających areny sportowe i  traktujących sport  jako roz-rywkę. To właśnie oni okazują się magnesem, dzięki któremu coraz więcej imprez oglądamy nie tylko przez szkło telewizora.

Spójrzmy na najświeższe przykłady. Federacja narciarska najchętniej zorganizowałaby w  Polsce Turniej Dziesięciu Skoczni, bo tylko u nas wyczyny Kamila Stocha i spółki gwarantują, że kamerzyści nie będą musieli się gimnastykować, aby uchwycić w kadrze więcej niż dziesięć osób obserwujących rywalizację, która – gwoli prawdy, chociaż pewnie wielu osobom się narażę – zdecydowanie ciekawiej wygląda w telewizji niż na żywo. W nagrodę, ale także w trosce o  własne interesy, FIS do Zakopanego i Wisły dołożył więc już konkurs w Szczyrku.

Równie jaskrawo polski fenomen funkcjonuje w żużlu. Tu jednak sprawa jest nieco bardziej skomplikowana. Bo to nie tyle sam jazgot silników jest, nomen omen, motorem napędowym zainteresowania, a obecność jednego człowieka – Tomasza Golloba. Zdają sobie z tego sprawę organizatorzy cyklu Grand Prix, którzy – chociaż wcześniej z mistrzem lewoskrętu łączyła ich szorstka przyjaźń – chętnie uchyliliby mu nieba, aby tylko zdecydował się jeszcze trochę dla nich pojeździć. I wszyscy wiedzą, że nie chodzi o klasę sportową, ale o portfele fanów podróżujących za T.G. po całej Europie. Kilka imprez, w których go zabrakło, dało skarbnikom mocno do myślenia. Może więc nawet kompletnie nieudane pożegnanie byłego mistrza świata było im na rękę, bo uda się go namówić na pożegnanie raz jeszcze? Zwłaszcza, że polski pakiet imprez wciąż się rozrasta.

Przykład trzeci, koronny, to oczywiście kibice rozkochani w Pieśni o Małym Rycerzu i innych przebojach siatkarskich, z  coraz mniejszym na  szczęście udziałem tradycyjnej  i najbardziej szkodliwej w nadwiślańskim sporcie pieśni , że nic się nie stało. Takich mistrzostw świata, jak ubiegłorocznych, zakończonych niezwykłym spektaklem w katowickim Spodku, jeszcze nie było. Nic więc dziwnego, że FIVB szuka sposobów, jak podarować nam wszystkie możliwe turnieje, i to bez względu na to, kto akurat stoi na czele macierzystego związku i jaka agencja ochrony pracuje wokół parkietu.

W kolejce do podobnego statusu stoi jeszcze kilka dyscyplin, między innymi piłka ręczna, która jednak pomimo świetnych występów reprezentacji, wciąż nie może pokonać dystansu dzielącego jej od  wielkiej trójki, czy rozpędzające się dzięki godnym następcom Szurkowskiego kolarstwo. Warto jednak zauważyć, że kibice bynajmniej nie są w poszukiwaniu wrażeń bezrefleksyjni i naiwni. Przekonuje się o tym między innymi boks w  wydaniu krajowym. Rozpieszczony przez Polsat, płacący i pokazujący gale na poziomie dolnych stanów meczów ligowych sprzed lat, zjadł własny ogon, ustępując bijatykom spod szyldu MMA (de gustibus non est disputandum, ale ta publiczność nie jest z mojej bajki). Wspomnienia są jednak wciąż żywe, więc nawet Tomasz Adamek, który niedawno deklarował, że  chce poświęcić się już tylko polityce (a wydawało się, że najcięższy w karierze nokaut, jaki zaliczył w kampanii europarlamentarnej, powinien dać mu do myślenia) wpadł na pomysł, by jeszcze raz zasilić konto, bijąc się z Przemysławem Saletą. Góral najwyraźniej pamięta sukces pożegnalnej gali Andrzeja Gołoty, pobitego zresztą właśnie przez Saletę. Tyle tylko, że Gołota to… Gołota. Na niego ludzie przychodzili zawsze i  przyszliby pewnie znowu. Właśnie tak jak na Golloba, Stocha czy Wlazłego i spółkę.

Komentarze (1):

  1. Avatar
    W

    Dodatkowo „Janusze” to kibice cęsto najwierniejsi no i znający się na sporcie. Ultrasi mogą się gniewać, bojkotować, a ci nigdy nie odwrócą się od swoich drużyn

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Time limit is exhausted. Please reload the CAPTCHA.

*