Powiedz mi za ile cię pokażą, a powiem ci jaka jesteś

Kategorie: Bez kategorii

Tagi: , , , , ,

Wielki finał sezonu ekstraklasy już za nami. Obyło się bez niespodzianek: feta mistrzów przerodziła się w zadymę, mecz wicemistrzów toczył się w gęstym dymie rac i przy wrzasku jednej z najbardziej obrzydliwych postaci całej ligi czyli (byłego?) spikera Hadaja, a podczas uroczystej gali Magda Mołek żartowała w sposób zrozumiały tylko dla siebie, za to niezmiernie frapujący telewidzów (przyznajcie, też chcielibyście wiedzieć, co zrobiłaby z maską, w jakiej czasami grają piłkarze).

To wszystko jest już jednak historią. A z historii, jak wiadomo, wyciąga się wnioski. W najgłębszą zadumę wpadł, sądząc po minie na wspomnianej gali, HenningBerg. Norweg zaliczył w ciągu dwóch dni dwa poważne ciosy – w niedzielę nie zdobył mistrzostwa Polski, które miało być formalnością, a w poniedziałek w wyścigu po tytuł trenera sezonu zajął dopiero piąte miejsce. I tym razem nie mógł nawet wygłosić pretensji wobec Górnika Zabrze, bo głosy oddawali wszyscy koledzy po fachu. Nie ukrywam, że lekcja pokory dla Legii i legionistów, potwierdzająca, że liga to coś więcej niż tylko licytacja na budżety, sprawiła mi przyjemność. No cóż, sami przecież propagowali hasło „Niech wygra futbol”…

Na drugim biegunie znalazł się spadek Zawiszy Bydgoszcz. Istnieje bowiem obawa, że ta sportowa degradacja stanie się bronią propagandową dla środowisk kibolskich. Radosław Osuch, prowadzący z nimi otwartą wojnę, ze świetnymi trickami w postaci podwyżki cen biletów do 200 złotych, mógł mieć w ręku mocny argument: bez was też da się wygrywać. Mógł, ale mieć nie będzie. Okazało się, że wypłaty na czas i uczciwy system premiowania mogą stać się zgubne. Zresztą już wielu prezesów, także na  Śląsku, przekonywało się, że najlepsze wyniki ich zespoły osiągały w najtrudniejszych, czyli najchudszych czasach. No cóż, taka jest właśnie logika polskiej piłki. A propos kiboli. Doprawdy nie jestem w stanie pojąć akcji, którą rozpoczęło kilku poznańskich dziennikarzy. Zaproponowali mianowicie zbiórkę pieniędzy na pokrycie szkód powstałych w czasie pomistrzowskiej zadymy, co ich zdaniem ma pomóc wizerunkowi Lecha. Serio, nie bardzo rozumiem dlaczego niewinni mają płacić za  grzechy bandytów.

W  skali regionalnej walka o  punkty znów w dużej mierze została zdominowana przez zawirowania finansowo-organizacyjne. Nieustannie rosnący dług z „chwilówek” Ruchu Chorzów, bombowa akcja przed  Wielkimi Derbami Śląska, Święty Mikołaj z Zabrza, który na  koszt podatników uratował Górnika, zadziwiający moment zwolnienia Leszka Ojrzyńskiego z  Podbeskidzia (nawiasem mówiąc równie zadziwiające były jego wymagania finansowe przedstawione w potencjalnym miejscu nowej pracy)  czy twit-terowa aktywność byłego szkoleniowca Piasta, Angela Pereza Garcii, były tematami znacznie ciekawszymi niż sportowa przeciętność naszego kwartetu.

Generalnie problem z realną oceną wartości polskiej ekstraklasy widoczny jest gołym okiem. Efektowne transmisje telewizyjne zamazują codzienną siermiężną rzeczywistość, weryfikowaną w europejskich pucharach. Deklaracje o poprawie bezpieczeństwa na stadionach kontrastują z tym, co dzieje się później na ulicach, popularność i markę ligowych zawodników określa chociażby ich kompletna nieobecność w  reklamach, natomiast całkiem przyzwoitą sumaryczną frekwencję weryfikuje fakt, że większość biletów kupowanych jest raptem na trzech obiektach.

Prawdziwym sprawdzianem rzeczywistej wartości ekstraklasy będzie rozstrzygnięcie przetargu na prawa telewizyjne. Procedury wciąż trwają, oferty mają zostać złożone raz jeszcze,co sugeruje, że rozbieżności pomiędzy oczekiwaniami spółki a ofertami stacji są bardzo szerokie. Oby na finiszu nie okazało się, że nasza liga jest… bez-cenna.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Time limit is exhausted. Please reload the CAPTCHA.

*