Nuda. Dialogi bardzo niedobre są. Gdzie jest śląski Leśnodorski?!

Kategorie: Bez kategorii

Tagi: , , , , , , ,

Zero. Wielkie zero emocji. Przedmeczowe konferencje prasowe są nudne jak flaki z olejem. Wszyscy wszystkich darzą szacunkiem, nikt nie chce typować wyników, z ust prezesów, trenerów i piłkarzy płyną banały. Zawsze takie same i te same. O mobilizacji, o potrzebie wspięcia się na  wyżyny umiejętności, o klasie rywala. Nieważne, czy chodzi o Termalicę, czy o odwiecznego konkurenta. Wszyscy wrzuceni do jednego worka, wypełnionego po brzegi  poprawnością polityczną.

Nikt w Górniku, Ruchu, Podbeskidziu i Piaście zdaje się już nie rozumieć, że sport to spektakl oparty na emocjach (nie mylić z nienawiścią), które przekładają się na sprzedaż biletów, na oglądalność, na popularność w mediach społecznościowych, czyli generalnie na pieniądze. Śląska piłka dramatycznie potrzebuje osobowości, w stylu Bogusława Leśnodorskiego. Szef Legii uosabia to wszystko, z  czym kojarzy się jego klub: butę, bezczelność i wyniosłość, wynikającą ze świadomości własnej wartości. Możesz go nie lubić, ale musisz go znać. I  na tym ta zabawa polega. Gdy Górnik kompromitująco przegrał z Lechem, to właśnie BL twitnął, że dopóki on będzie prezesem, nigdy żaden piłkarz z Zabrza nie przejdzie na Łazienkowską. Odpowiedzi nie było, a przecież aż się prosiła, np. o szlabanie w drugą stronę, w stylu Jerzego Urbana wysyłającego śpiwory dla bezdomnych w Nowym Jorku.

O tym, jak „sprzedaje” się widowiska, świetnie wiedzą bokserzy. Potrafią wzbudzić (czytaj wyreżyserować) zainteresowanie właśnie podczas spotkań z dziennikarzami. Mocne słowa zawsze są medialne. Wiedział o tym Łukasz Mazur, ostatni z prezesów Górnika Zabrze, który potrafił taką grę prowadzić. Gdy szef Ruchu, Dariusz Smagorowicz, wszedł z nim w spór dotyczący pierwszeństwa gry na Stadionie Śląskim, Mazur w  zamian ofiarował mu… Niderlandy. Dziś takich osobowości nie ma. Słuchając trenerów przed der-bami Wielkimi, Średnimi, Małymi i Administracyjnymi (o proszę, czasami da się błysnąć: takie określenie na  mecz Górnika z Podbeskidziem ukuł kapitan Górali, Marek Sokołow-ski, nieco sprowokowany przez wyżej podpisanego) przypomina się monolog z Rejsu. Pamiętne: – Nuda… Dialogi niedobre… Bardzo niedobre dialogi są. W ogóle brak akcji jest.

Wiem, że w odpowiedzi z klubów usłyszę o tym, że trzeba uważać, aby nie podgrzewać i tak wszechobecnych animozji kibicowskich. To bzdura – żadne słowa, a już na pewno takie mieszczące się w granicach dobrego smaku, nie będą miały wpływu na to, co i tak dzieje się na ulicach śląskich miast. Nikt przecież nie wymaga, by na przykład Waldemar Fornalik mówił językiem Mike’a Tysona, który zapowiedział Lennoxowi Lewisowi, że zje jego dzieci (nawiasem mówiąc Brytyjczyk wówczas ich nie miał, za to na ringu Bestię znokautował), ale delikatne ironiczne uszczypnięcia konkurenta, a nawet samych dziennikarzy,wprowadziłoby powiew życia do atmosfery rodem z zamkniętej szafy. To wszak oczywiste, że Jose Mourinho i Juergen Klopp nie mogą się mylić. Oni wiedzą, że rynek zdobywa się także giętkim językiem. Ba, czasem robią to celowo, z zimnym wyrachowaniem, gdy potrzeba zdjąć nieco presji z samych piłkarzy i wziąć ją na swoje barki, a czasem z wyraźną, niemal dziecięcą radością, na przykład wchodząc w erudycyjne klincze i zwarcia w studiach telewizyjnych.

Panowie prezesi i trenerzy: spróbujcie kiedyś zrzucić swoje gorsety. Stańcie się prawdziwymi Osobowościami. Zwłaszcza że kilka dni później o waszych  słowach i tak nikt nie będzie już pamiętał, bo padną nowe, jeszcze barwniejsze. Trzeba tylko zrobić ten pierwszy krok, a potem pójdzie już z górki,

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Time limit is exhausted. Please reload the CAPTCHA.

*