Dzięki nowemu prezesowi Górnika Zabrze być może znalazła wyjaśnienie jedna z odwiecznych zagadek futbolu. Taka mianowicie, dlaczego w niektórych klubach działacze wcale nie wyglądają na zmartwionych, gdy szatnia zamienia się w „szpital”, czyli gdy na liście długotrwale kontuzjowanych piłkarzy pojawia się więcej nazwisk niż zwykle.

Otóż Marek Pałus publicznie przyznał, że właśnie kontuzje zawodników otworzyły Górnikowi możliwość dokonania transferów. Dokładniej rzecz biorąc chodzi o to, że np. wysokie uposażenie Roberta Jeża, którego kontrakt kończy się w grudniu, siłą rzeczy stało się problemem… ZUS-u. Za zaoszczędzone w ten sposób pieniądze do ekipy Leszka Ojrzyńskiego (i na jego wniosek) trafili Maciej Korzym, Aleksander Kwiek i Michał Janota.

Szef klubu stwierdził, że dzięki takiej sytuacji plus dokonywanym wypożyczeniom, klub wciąż obraca się w tym samym budżecie co wcześniej. Zdanie to zdaje się sugerować, że Jeż do gry w Zabrzu już nie wróci, bo przecież w przeciwnym wypadku wspomniany budżet zostałby wysadzony w powietrze od środka…

Nieraz już pisałem, że piłkarska ekonomia zasługuje na  osobną rozprawę naukową, a jej kreatorzy na Nagrody Nobla. Jak jednak widać z powyższego przykładu mechanizmy te wciąż są udoskonalane, a pomysłowość prezesów zdaje się nie mieć granic.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Time limit is exhausted. Please reload the CAPTCHA.

*