Polityczny mecz, czyli sportowy pasztet dla nowej władzy RP

Kategorie: Bez kategorii

Tagi: , , , , , ,

Nowe polityczne rozdanie stało się faktem. Zwróciliście uwagę, że wśród niezliczonych obietnic w ogóle nie pojawiły się sprawy dotyczące sportu? Nikt nie snuł nawet wizji rozbudowy boisk dla dzieciaków czy wyposażania sal gimnastycznych.

Przyczyna tego braku inwencji leży oczywiście w  kalkulacjach. Nie ekonomicznych, bo te nie mają w kampanii żadnego znaczenia. Po prostu hasła sportowe nie są tak nośne, aby gwarantowały wzrost słupków. I w dodatku fotel ministra sportu – o czym zdarzyło mi się już w tym miejscu pisać – jest nie dość że postawiony daleko od  centrum faktycznej władzy, to jeszcze  niespecjalnie wygodny, a wręcz pechowy (patrz galeria jego właścicieli mających problemy z prawem). Zapewne dlatego wróble na dachu ćwierkają, że może zostać w ogóle wyniesiony z Rady Ministrów i wstawiony do  przedpokoju w Ministerstwie Edukacji. O tym, że w każdej, a więc i w tej plotce, może być ziarno prawdy, świadczy fakt, że na giełdzie nazwisk, jakie znajdą się na liście płac w gabinecie Beaty Szydło, o sporcie nie mówi się nic. No albo prawie nic, bo na krańcach giełdowej galaktyki krążą nazwiska Patryka Jakiego, którego związki ze sportem są bliżej nieustalone, i Grzegorza Schreibera, byłego wiceministra z lat 2006-07.

Tymczasem jedna sportowa bomba już tyka.Dziennikarze Eurosportu ujawnili, że Polski Komitet Olimpijski nie ma pieniędzy na wysłanie reprezentantów kraju na igrzyska w Rio de Janeiro. Bilety lotnicze dla 450 osób (zawodników, trenerów i członków misji) to wydatek około pięciu milionów złotych, a cały koszt startu w Brazylii ma się zamknąć w 14 milionach. W olimpijskiej kasie brakuje ich około czterech, przede wszystkim na przelot. PKOl już zaczął więc wyciągać rękę do państwa, a konkretnie właśnie Ministerstwa Sportu. Odchodzący Adam Korol, który wioślarzem był lepszym niż politykiem, ma więc dwa wyjścia: albo jeszcze błyskawicznie zabezpieczyć takie pieniądze w  budżecie na 2016 r., albo pozostawić ten pasztet następcy. Wybór wydaje się oczywisty.

Przy okazji rozmów o sporcie w kontekście nowej rzeczywistości, pojawia się też wątek kibicowski, a wręcz kibolski. PiS nieraz podkreślał ich patriotyczny potencjał, rozgrywając ten wątek zwłaszcza wtedy, gdy na trybunach trwały protesty przeciwko rządowi Donalda Tuska. Niewykluczone więc, że można się spodziewać liberalizacji prawa (co akurat będzie gestem niezbyt kosztownym z punktu widzenia budżetu oraz samych polityków, którzy na stadiony zaglądają w cyklu wyborczym) i np. zezwolenia na użycie na trybunach rac. Pierwsze sygnały o  takim trendzie już się pojawiają.

Politycy w sporcie generalnie najchętniej ograniczyliby się do bywania w strefach VIP i zdjęć robionych podczas śniadań z mistrzami. Dziwi to o tyle, że po pierwsze, akurat ta przestrzeń życia wciąż należy do enklaw, w  których przynależność do dużych i małych ojczyzn oraz symboli narodowych manifestowana jest na  co dzień, a po drugie w cywilizowanym świecie dbałość o  zdrowie i formę osób rządzących państwem jest czymś naturalnym. Nad Wisłą premier uprawiający jogging i kopiący piłkę traktowany był natomiast folklorystycznie (mam przeczucie, a wręcz pewność,  że w obecnej konfiguracji takie obrazki nam nie grożą).

Decyzje jednak zapaść muszą i to już niedługo. Być może wtedy okaże się, że PiS w swoich wypchanych planami teczkach ma pomysł także na sport i szeroko pojętą kulturę fizyczną. Bo przecież w zdrowym ciele zdrowy duch, a o tym ostatnim bycie nowa władza mówi przy każdej okazji.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Time limit is exhausted. Please reload the CAPTCHA.

*