Prawo Bosmana i casus Korzyma? Tak też można wejść do historii futbolu

Kategorie: Bez kategorii

Tagi: , , , , , , , ,

Niech podniesie rękę do  góry każdy, kto słysząc po raz pierwszy o „prawie Bosmana” pomyślał, że chodzi o Johna, słynnego piłkarza, wielokrotnego mistrza Belgii i Holandii, triumfatora Pucharu Zdobywców Pucharów, mistrza Europy z Pomarańczowymi i uczestnika mistrzostw świata w 1994 roku? Pewnie dużo się nie pomylę zakładając, że właśnie rozległ się szelest gromadnie (mam nadzieję, że tylko na chwilę) odkładanej gazety. Bo skojarzenie to było powszechne.

Tymczasem historyczne prawo pozwalające piłkarzom z państw należących do Unii Europejskiej, po wygaśnięciu kontraktów, podpisywać umowy z nowymi klubami bez odstępnego dla poprzednich pracodawców (a także znoszące limit obcokrajowców-Europejczyków w zespołach), powstało za sprawą Bosmana, ale Jeana-Marca. O jego wyczynach piłkarskich wiadomo niewiele – w każdym razie sprawę sądową założył, gdy próbował pożegnać Liege i przejść do  Dunkierki, ale Belgowie zażądali za ten transfer prowizji.

Niewykluczone, że wkrótce za sprawą precedensów swoje nazwiska na stałe wprowadzą do świata sportowych prawników także piłkarze śląskich klubów. Na razie jest ich trzech, ale casus może zostać ochrzczony nazwiskiem pierwszego, którego sąd uzna za winnego. Sporo wskazuje na to, że na dziś największe szanse ma Maciej Korzym – kontuzjowany obecnie napastnik Górnika Zabrze.

Chodzi oczywiście o szeroko już opisaną przez media sprawę wyprawy tercetu graczy na  mecz Piasta Gliwice. Korzym oraz jego klubowy kolega Michał Janota plus Wojciech Trochim z GKS-u Katowice postanowili z trybun wes-przeć rywalizującą z sąsiadem zza miedzy Koronę Kielce. Nie omieszkali się tym pochwalić publikując stosowne selfie na Instagramie, co wzbudziło spore emocje w środowisku kibiców Górnika. Nie dlatego, że nie spodobała im się taka inicjatywa – tu zapewne można by stwierdzić, że było wręcz przeciwnie, a ze względu na  fakt, że mecz odbył się późnym wieczorem w sobotę, a w  poniedziałek swoje spotkanie miał rozegrać Górnik. Czy taka wycieczka stanowiła element cyklu przygotowań?

Prawdziwa bomba wybuchła jednak dopiero po kilkunastu godzinach. Okazało się bowiem, że na trybuny legalnie weszła tylko część fanów Korony, którzy od środka otworzyli bramę ewakuacyjną, a przez nią – po zerwaniu zabezpieczeń – wbiegła reszta ich kolegów. Po zakończeniu meczu policja zamknęła sektor i spisała wszystkich obecnych. Potem pozostało już jedynie porównać tę listę do danych zarejestrowanych na kołowrotkach, by wykryć tych, którzy znaleźli się na trybunach bezprawnie. I właśnie w tym „zbiorze” pojawiły się nazwiska wspomnianej trójki.

W praktyce oznacza to złamanie regulaminu imprezy masowej, za co grozi zakaz stadionowy. Jeśli prokuratura przychyli się do wniosku policji, wówczas konieczna będzie interpretacja prawa ze strony sądu, ponieważ ustawa nie przewidziała podobnego przypadku i nie dzieli ukaranych na widza i czynnego uczestnika widowiska. Jeśli się okaże – co zdaniem prawników, wśród których przeprowadziłem szybką sondę, jest bardzo prawdopodobne – że podobne rozróżnienie byłoby naruszeniem równości wobec prawa, wówczas dojdzie do sytuacji bez precedensu. Można sobie mianowicie wyobrazić, że policja zatrzymuje piłkarzy w czasie meczu (czyli po ich zidentyfikowaniu, co nie będzie trudne ze względu na nazwiska widniejące na koszulkach) lub wyciąga z autokaru wjeżdżającego na obcy stadion. Po  czym oczywiście stawia jeszcze poważniejsze zarzuty, bo za złamanie zakazu stadiono-wego grozi nawet do dwóch lat pozbawienia wolności. Wbrew pozorom ta wizja wcale nie jest tak absurdalna, jak mogłoby się z pozoru wydawać. Zresztą najbardziej absurdalny jest już sam fakt, że piłkarze – było nie było osoby publiczne i rozpoznawalne – zdecydowali się na udział w gliwickim incydencie.

Zarówno szefowie Górnika, jak i GKS-u, wstrzymują się z komentarzami i decyzjami do  zakończenia działań policyjno-sądowych. W przypadku rozstrzygnięć niekorzystnych dla trójki piłkarzy najlogiczniejsze będzie dyscyplinarne rozwiązanie kontraktów. A wtedy Korzym, Janota i Trochim będą mogli skorzystać z prawa Bosmana i z kartami zawodniczymi w rękach poszukać pracy w innym kraju Unii Europejskiej.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Time limit is exhausted. Please reload the CAPTCHA.

*