Stadion Śląski – historia bez końca. I to nie taka, na jaką zasłużył

Kategorie: Bez kategorii

Tagi: , , , , ,

W miniony wtorek prezes Ruchu Chorzów, Dariusz Smagorowicz, oświadczył, że według jego wiedzy Stadion Śląski zostanie ukończony w połowie 2017. Los bywa jednak niezwykle przewrotny. W dniu, w którym te słowa (mające stanowić odniesienie do rzekomo bliskiej gry Ruchu na tej arenie) ukazały się w druku, „Dziennik Zachodni” skontrował je krzycząc z okładki, że do  zakończenia inwestycji potrzeba jeszcze 50 mln zł!

Pal licho, czy szef Niebieskich, który konsekwentnie prowadzi ten klub do  samozagłady, opierając jego funkcjonowanie na szybkich pożyczkach pod zastaw kolejnych praw telewizyjnych i wpływów z ekstraklasy, ma niepewne źródła informacji, czy po prostu tylko uruchomił wyobraźnię, by w pełni odmalować nadchodzącą epokę dobrobytu, ważne jest właśnie te 50 milionów. I słowa Kazimierza Karolczaka, członka zarządu województwa, że czerwcowy termin 2017 nie musi zostać dochowany za wszelką cenę, ponieważ nie ma żadnych umów ani planów, które musiałyby być wówczas zrealizowane.

Więc może nie czerwiec, a wrzesień? A może listopad? No i czemu potrzeba jeszcze 50 mln, a nie 60? Albo 150? Przecież w tej potężnej czarnej dziurze, która pochłonęła już tak absurdalne kwoty, że nikt nie jest ich w stanie rzetelnie podliczyć, nie ma to już większego znaczenia. Śląski, o  czym już wielokrotnie pisałem, za każdym razem myśląc, że to już raz ostatni, z  piłkarskiej wspaniałej legendy stał się pomnikiem niegospodarności i marnotrawstwa ludzi zarządzających regionem w ostatniej dekadzie. A słowa o braku palących terminów i zobowiązań są wymowne i stanowią przedsmak tego, co nas czeka, gdy rzeczywiście ostatni człowiek zejdzie z tego placu budowy.Najdziwniejsze jest to, że w dzisiejszych czasach dobrze przemyślana budowa stadionu, to mniej więcej jak stawianie supermarketów. Pod warunkiem, że jest to jednak stadion, najlepiej oparty na projekcie, który gdzieś już zrealizowano, i na miarę potrzeb, a nie aspiracji czy ambicji. Dla mnie absolutnym wzorcem w naszym regionie pozostaje pod tym względem Piast Gliwice, choć jego baza nazywana jest pogardliwie „Tesco Areną”. Takiej było im potrzeba, na taką było ich stać i wiedzieli, jak uniknąć opóźnień, wynosząc zespół na czas budowy poza Gliwice, a nie brnąc w żenujące granie wśród wykopów. Szkoda, że takie myślenie, którym często się na  Śląsku chwalimy, jest ostatnio nie regułą, a wyjątkiem.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Time limit is exhausted. Please reload the CAPTCHA.

*