Niemcy już się boją, że Polacy ich złoją. Niemcy są słabi jak nigdy. Niemcy w panice.  Kryzys Niemców sięga dna. W Wielką Sobotę w nocy w polskich mediach zagrzmiały surmy bojowe i de facto zaksięgowano już trzy punkty dla biało-czerwonych za  mecz z mistrzami świata, który zostanie rozegrany 16 czerwca w Paryżu. A wszystko to na podstawie wygranej chłopców Adama Nawałki nad beznadziejnie słabą Finlandią oraz porażki piłkarzy Joachima Loewa z zaskakująco silną Anglią. Ledwie trzy dni później miny „ekspertów” zrzedły: Niemcy rozbili w  proch i pył Włochów, a Wyspiarze przegrali z Holandią. No i bądź tu kibicu mądry…

Aprzecież po prostu wystarczy zachować zdrowy rozsądek i nie wyciągać skrajnych wniosków ze sparingów, w  których oprócz taktycznych eksperymentów najlepsi piłkarze podświadomie, a może i z premedytacją, chronią swoje nogi, by pechowo nie wypaść z  kadry na  Euro 2016. Na  maksymalnym ryzyku i zaangażowaniu grają ci, którzy o wyjeździe do  Francji jedynie marzą, a  dodając do  tego chaos wynikający z kilkunastu zmian w czasie meczu, wynik na tablicy naprawdę nie ma aż takiego znaczenia.

Skąd więc ta narodowa euforia i jednoczesne deprecjonowanie rywala, z  którym w całej swojej historii na boisku wygraliśmy raptem jedyny raz? Tłumaczenie wydaje się oczywiste i składa się z dwóch punktów. Po  pierwsze w grę wchodzi narodowa tradycja – co cztery lata cała kibicowska Polska popada w  amok i irracjonalne przekonanie o  wyższości reprezentacji znad Wisły nad jej wszystkimi rywalami. A po  drugie – jak wiadomo człowiek na głodzie traci trzeźwość spojrzenia i popada w szaleństwo. Tymczasem zarówno na trybunach, jak i w środowisku dziennikarskim, głód sukcesu doskwiera nam od  lat 80. ubiegłego wieku i zwycięstw zespołu Antoniego Piechniczka. Radości zastępcze, w postaci samych awansów do turniejów finałowych, których elitarność dawno się rozmyła w rozbudowanych do absurdu drabinkach, najwyraźniej, i  słusznie, przestały działać na te bóle duszy kojąco.

Polski kibic, prowadzony do pewnego stopnia przez media, jest niczym hazardzista, który błyskawicznie zapomina o lekcjach pokory i nieustannie wierzy, że rozbicie banku jest tuż, tuż. Kace po mundialach 2002 i 2006 oraz mistrzostwach Europy 2008 i 2012 znów poszły w zapomnienie. Nikt nie ma więc wątpliwości, że do Francji jedziemy po medal, tym bardziej, że koszulki też mamy najładniejsze na świecie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Time limit is exhausted. Please reload the CAPTCHA.

*