Mam z tym kłopot i współczuję Panu Bogu, bo pewnie kapelan drużyny przeciwnej przed meczem z Piastem leży krzyżem – mówił w grudniu w tekście Tomasza Kuczyńskiego kapelan ówczesnego lidera ekstraklasy, ksiądz Jacek Orszulak. Wyznanie było efektem pytania o to, czy on sam modli się o zwycięstwo dla zespołu Radoslava Latala. Kwestia interesująca, bo zawierająca podtekst znany z wielu pól bitewnych na przestrzeni wieków, czyli kwestię: – A co, jeśli tamci modlą się mocniej?

Wspomniany tekst mojego kolegi przypomniał mi się, gdy przy  okazji mistrzostw świata hokejowej drugiej ligi pojawiły się wzmianki o magii „Spodka”. I to w skrajnych wariantach. Na przykład z punktu widzenia krakowskiego, zjawisko to już nie istnieje, a cała dobra energia przeniosła się pod Wawel, dzieląc się pomiędzy legendarny czakram na samym zamku i Tauron Arenę, która imprezę tej samej rangi gościła przed rokiem.  I jak to z gusłami bywa, racjonalizm poszedł na bok: nikt zdawał się nie pamiętać, że także wtedy na dzień dobry reprezentacja Polski przegrała z Włochami i że cel w postaci wygrania grupy okazał się nieosiągalny. Stojące w opozycji do małopolskiego środowisko śląskie, patriotycznie wynoszące Spodek pod  niebiosa, również stosowało metodę podobną. Do znudzenia przypominając legendarny triumf nad ZSRR skrupulatnie pomijało fakt, że mistrzostwa sprzed czterech dekad zakończyły się ekstraklapą, czyli spadkiem z elity.

Lodowiska generalnie są chyba dla sztuk magicznych mało wdzięczne, bo w przeciwieństwie do boisk trawiastych trudno w nich zakopać za bramką czarnego koguta (w sumie dałoby się jednak na przykład wlać do rolby wiadro święconej wody), o czym wspominał znawca tajemnych praktyk afrykańskich, Henryk Kasperczak, którego w reprezentacji Mali wspomagał szaman. Podczas pracy w Górniku Zabrze takiego etatu nie było, no i zespół spadł… Nawiasem mówiąc, nie było zresztą także przedstawiciela nauki, czyli psychologa – o którym Kasperczak mówił, że dobry byłby w  szkole albo w jakimś zakładzie pracy, ale nie w piłkarskiej szatni.

Klątwa i pech – każde alibi jest dobre, by zrzucić z siebie część balastu porażki. Dla równowagi działają jednak także szczęście, wiara i  cuda, że tym razem się uda. Zawsze jednak pozostaje pytanie: a co, jeśli ci drudzy modlą się mocniej i mają lepszego szamana?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Time limit is exhausted. Please reload the CAPTCHA.

*