Finał Pucharu Polski był znakomitą lekcją poglądową o stanie krajowej piłki. Najliczniejsi kibole wspięli się na szczyty swoich możliwości, najlepsi piłkarze  pokazali, jak niewiele potrafią, a najlepszy sędzia zagubił się pod presją z najbogatszej loży VIP i nie odważył się podjąć decyzji, która na każdym innym meczu byłaby oczywista.

Przy okazji warto jednak zwrócić uwagę na polską teorię względności. Komentatorzy Polsatu najpierw chwalili odpalanie rac, by potem z rozpaczą w głosach zmienić zdanie, a PZPN pośrednio przyznawał się do zgody na pokaz poprzedzający spotkanie, podkreślając później finałowy szok związany z  zawiedzionym zaufaniem.

Prezesa Bońka ostrzegałem już w maju 2013. Oto dowód:

I to właśnie za tę naiwność, że kibolom można wierzyć, został w poniedziałek wystawiony rachunek, na  którym wstyd ściga się z głupotą. Bo nie od dziś wiadomo, że przyzwolenie na łamanie prawa, choćby w jego części i pod rzekomą kontrolą, zawsze kończy się tak samo, czyli dramatem.

PS. Po każdym meczu ligowym, w którym zostało naruszone prawo, kara spotyka i głównych winowajców (najczęściej w formie grupowej, np. zakazu wyjazdów), jak i organizatora spotkania. Dlatego z zapartym tchem będę śledził czwartkowe doniesienia czy PZPN ukarze sam siebie i jak tę karę wyegzekwuje, czy też zrzuci wszystko na Lecha i umyje ręce.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Time limit is exhausted. Please reload the CAPTCHA.

*