Liczą się tylko zwycięzcy. Wszyscy kibicujmy Piastowi!

Kategorie: Bez kategorii

Tagi: , , , , ,

Amerykanie, z natury wielbiący tylko zwycięzców, drugiego na mecie określają najczęściej nie w kategoriach sportowca spełnionego, a po prostu  jako pierwszego przegranego. Bo przecież bliżej szczytu być już nie można i takie porażki, tuż przed celem, bolą najbardziej. Trochę tak jak w boksie zawodowym, gdzie – poza słynną wypowiedzią pewnej prezenterki telewizyjnej na temat Andrzeja Gołoty – pokonany bynajmniej nie zabiera ze sobą ani tytułu „wice”, ani srebrnego medalu. Przegrał, więc się nie liczy. W światłach jupiterów zostaje tylko mistrz.

O tej prawdzie boleśnie przekonali się chociażby hokeiści walczący niedawno w Spodku. Dwumeczowy falstart pozbawił ich prawdziwego i leżącego w zasięgu możliwości sukcesu, jakim byłby awans do elity. Promowane w komunikatach PZHL sformułowanie, jakoby biało-czerwoni wywalczyli na tej imprezie brązowe medale, było porównywalne właśnie ze wspomnianym medialnym przypadkiem dotyczącym Gołoty. Na marginesie tej sprawy warto podkreślić, że słowa selekcjonera Jacka  Płachty, jakoby oczekiwania awansu powstały jedynie wśród dziennikarzy, były najbardziej żenującą wypowiedzią całego turnieju. Reprezentację Polski na  ten awans było stać i dlaczego go nie osiągnęła, pozostaje pytaniem na razie bez odpowiedzi.

Kibice śląskich klubów doskonale wyczuwają, co się tak naprawdę liczy. Ile razy np. piłkarze GKS-u Katowice słyszeli z trybun ironiczne „Wiela mocie majstrów?”. Tyle tylko, że już wszystkie złote medale, które trafiły na Śląsk, przykryła gruba warstwa kurzu (ostatnie zgarnął Ruch 27 lat temu!). I dlatego cały Śląsk – wspierany zapewne przez większość Polski – powinien w niedzielę solidarnie kibicować Piastowi Gliwice. Bo ta szansa, by dopisać kolejny dumny rozdział do futbolowej historii regionu, powinna łączyć, a nie dzielić. Tym bardziej że po drugiej stronie boiska stanie Legia. Po tym ostatnim zdaniu powinien się zapewne znaleźć uwielbiany przez młodzież uśmiechnięty emotikon, ale myślę, że możemy go sobie jednak darować, bo sprawa mimo wszystko jest całkiem poważna.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Time limit is exhausted. Please reload the CAPTCHA.

*