Francuzi wybierali między dżumą a cholerą

Kategorie: Bez kategorii

Tagi: , , , ,

Naturalnym stanem przyrody jest równowaga. Francuskie służby bezpieczeństwa solidnie nią zachwiały i właśnie otrzymują za  to słony rachunek wstydu (właśnie to słowo stanowi jedynkowy tytuł niedzielnego wydania L’Equipe). Poświęcenie olbrzymich sił na  walkę z terroryzmem otworzyło lukę, w którą wcisnęli się kibole.

W przeciwieństwie do  mistrzostw sprzed czterech lat o chuligańskim zagrożeniu tym razem nie mówiono niemal wcale. Temat zamknął pół roku temu Antoine Boutonnet, szefujący zespołowi do walki z  zadymiarzami, ogłaszając, że te kwestie są już pod całkowitą kontrolą podległych mu służb. To, co wydarzyło się w Marsylii (na skalę makro) i Nicei (wersja mikro) całkowicie zaprzeczyły tym słowom.

Wygląda na to, że Francuzi musieli wybrać między dżumą a  cholerą. Ich decyzja była oczywista, ale ciche marzenie, że ta druga zaraza pozostanie w  ukryciu nie miało szans spełnienia, bo akurat ona związana jest mocną pępowiną właśnie z futbolem.

Inną kwestią pozostaje pytanie, jakim trzeba być idiotą, by w  Marsylii śpiewać pieśni prowokujące ISIS. Czyżby angielscy kibice chcieli ściągnąć na Euro wszystkie możliwe plagi?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Time limit is exhausted. Please reload the CAPTCHA.

*