To prawda, że Islandczycy, dzięki heroicznej boiskowej walce z Portugalczykami zasłużyli na sympatię i szacunek, jednak upodobnienie całych mistrzostw do gejzerów to jednak pewna przesada.

A właśnie tak wygląda Euro 2016. Gorące centra w postaci stadionów i stref kibica (czasem też barowych bójek), a następnie skokowe spadki temperatury, gdy zaczynamy tracić je z oczu. Nie ma żadnego śladu po polsko-ukraińskiej zabawie sprzed czterech lat i nie da się całkowicie wytłumaczyć tej pasywności wyłącznie sytuacją, w jakiej znalazła się Francja w ostatnich miesiącach. Ani specyfiką narodu, który wbrew stereotypom do szczególnie rozrywkowych nie należy, a jeśli już, to raczej w kategoriach indywidualnych niż masowych.

Bo przecież kraj, chociaż ma swoje problemy, nadal należy do zamożnych. Tymczasem na mistrzostwach Europy okazał się wyjątkowym sknerusem. Organizacja turnieju jest dość niechlujna, kibice (i dziennikarze) walczą z rozgrzebanymi drogami i kiepskim oznakowaniem kierunków związanych z imprezą, nawet w bezpośredniej bliskości aren zalegają śmieci, a stan stadionowych toalet nie nadaje się do  opisywania przed godziną 23.

Potwierdzają się więc wrażenia z pierwszych dni, że o ile w 2012 Euro było raczej stanem umysłu, to w 2016 jest tylko minimalistycznym wywiązywaniem się z zobowiązań.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Time limit is exhausted. Please reload the CAPTCHA.

*