Miejscowość, w której podczas Euro 2016 mieszkają Polacy, jest dość specyficzna. Na stałe przebywa w niej około 15 tysięcy osób, za to w miesiącach wakacyjnych populacja rozrasta się dziesięciokrotnie. Domy czekające na paryskich właścicieli i hotele bez turystów robią dziwne wrażenie, zwłaszcza w nocy, gdy wędrując przez puste ulice można odnieść wrażenie, że to sceneria filmu o świecie po apokalipsie.

Co ciekawe, wśród nielicznych osób, które pojawiają się po zmroku w równie nielicznych lokalach, właściwie nie ma kobiet, w tajemniczy sposób znikających wraz z zachodem słońca. I najwyraźniej zdaje się to nie przeszkadzać mężczyznom spędzającym parami czas nad kieliszkami wina lub – co i tak bywa ewenementem, bo połacie piasku zazwyczaj są równie puste jak ulice – na pięknej i  najdłuższej, bo liczącej 12 km plaży w Europie.

Z aniechaliśmy już prób wyjaśniania niezwykłej skali tego zjawiska, za  to w czasie, jak się teraz popularnie mówi, riserczu, natrafiliśmy na pewną  informację. Otóż La Baule bywa nazywane Miłosnym Wybrzeżem. Określenie to stanowi ponoć efekt dużej tolerancji dla (zastosujemy eufemizm, bo tekst możecie czytać przecież przed 23) okazywania sobie uczuć w publicznych miejscach. Co prawda takich scenek na własne oczy jeszcze nie stwierdziliśmy, ale barmana robiącego sobie selfie z, hmm, gadżetem ze sklepu tylko dla dorosłych i pub z przeszklonym prysznicem w jednej ze ścian już tak.

Miłość w La Baule ma jednak także inne oblicza. Bywa na przykład wyrażana rysunkami serduszek na plaży widocznej z hotelu, będącego bazą reprezentacji Polski. Kto je rysował, dla kogo i w jakim celu, niech może lepiej pozostanie tajemnicą. W każdym razie po  takich meczach, jak z Irlandią Północną i Niemcami, uczucie kibiców do zawodników nie zostanie zapewne zdmuchnięte przez wiatr tak szybko jak w 2008 i 2012.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Time limit is exhausted. Please reload the CAPTCHA.

*