We Francji do kolacji najczęściej zamawia się wino. Zwykle kieliszek, ale jest też opcja połowy butelki. Barman przynosi wtedy całą i tylko widniejąca na niej linia oddziela to, co zamówiliśmy, od tego, co powinniśmy pozostawić. To jedna z najsprytniej zastawionych pułapek na turystów: najczęściej ze stolika zabierane jest już tylko puste szkło, a w zamian trafia odpowiednio wyższy rachunek.

Reprezentacja Polski na Euro znalazła się właśnie w roli takiego klienta. Przyjechała po wyjście z grupy, ale jak tu zostawić świetnie bawiące się towarzystwo i poprzestać na planie minimum? Zwłaszcza że – w przeciwieństwie do turystów – im więcej kadra Nawałki ze stołu zgarnie, tym więcej na tym zarobi.

Trzeba też zdawać sobie sprawę, że francuskie mistrzostwa dopiero się zaczynają. Pierwsza faza rozgrywek służyła przede wszystkim oddzieleniu ziarna od plew. Przecież jeszcze cztery lata temu już sam awans na Euro przysługiwał właśnie szesnastce. Michel Platini rozwodnił tę elitę do granic absurdu, by zafundować igrzyska dla ludu, który jednak jest zbyt ubogi, by korzystać z nich w pełni. Bo i czas (miesiąc), i przestrzeń (między stadionami) to zabawa tylko dla bogatych.

Wracając jednak do punktu wyjścia. Chyba wszyscy zgodzimy się z tym, że nasza butelka jest na razie wciąż do połowy pusta?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Time limit is exhausted. Please reload the CAPTCHA.

*